Od Autorki : Dziękuję za 12.000 wyświetleń ! ♥ Swoją drogą blog ma już 69 komentarzy , hah ♥ Dziękuję :)
Rozdział 14. - "Nadzieja matką głupich "

- Wy tak na poważnie ? - Zapytałem ukochaną. Spojrzała na mnie z pytaniem w oczach. - No wiesz ... wiedźmy, czarownice ...
- Jak ostatnio sprawdzałam to byłam wampirem , więc myślę , że czarownice istnieją. - Uśmiechnęła się do mnie i wróciła do wcześniej przerwanej czynności.
Wciąż byłem pod wrażeniem z jaką gracją poruszała się po pokoju , zbierając nasze rzeczy i wkładając je do walizek. Żeby nie było , zaoferowałem swoją pomoc, ale kazała mi usiąść i nic nie robić, bo tak będzie szybciej. No i na tym moje dobre maniery się skończyły.
Zaczynałem się powoli przyzwyczajać do tego miejsca i może dlatego informacja , że musimy je opuścić , delikatnie zakuła mnie w serce. Czułem się tu w jakiś sposób bezpiecznie. Poza tym Niall okazał się całkiem równym gościem i znalazłem w nim przyjaciela. Wydawał się w porządku i nie zachowywał się jakoś nadzwyczajnie , dzięki czemu miałem niewielkie poczucie normalności w tej już i tak dziwacznej sytuacji.
Niestety ciągle dręczyły mnie obrazy zapłakanej matki , zastanawiałem się co teraz robią i zadawałem sobie głupie pytanie : Czy tęsknią ? Było to oczywiste. Miałem wyrzuty sumienia , w końcu gdybym został nie było by tej całej sytuacji. Coraz częściej obwiniałem się o to w co wpakowałem moją dziewczynę - wyszedłem z takiego założenia, że to moja wina. Miałem świadomość, że mimo tego co mi powiedziała, byłem dla niej w jakiś sposób ciężarem. Gdyby mnie tu nie było może byłoby jej łatwiej. Na pewno .
Nie zdążyłem skończyć moich wewnętrznych przemyśleń , kiedy poczułem znów te miękkie usta na swoich.
- Po twojej minie widzę, że nad czymś intensywnie myślisz. Przestań. Znowu się zasmucasz.
Pokiwałem głową , sam nie wiem dlaczego , ale dziewczyna uśmiechnęła się na mój gest i wróciła do wcześniej wykonywanej czynności. Po raz kolejny miała rację.
Zszedłem po schodach , wcześniej uprzedzając Victorię o tym , że idę na dół. Podążyłem średniej długości korytarzem , wyłożonym drewnianymi panelami , wprost do gabinetu Niall'a .
Blondyn siedział przy biurku i zawzięcie klikał coś na klawiaturze swojego laptopa. Przestał dopiero , kiedy zauważył , że siadam na kanapie w rogu pokoju. Podszedł do mnie i rzucił we mnie białą kopertą , zamkniętą niebieską pieczęcią z jakimś niezrozumiałym dla mnie wzorem. Nie widziałem wcześniej tego symbolu i zastanawiałem się po co on mi w ogóle to dał.
- Co to ?
- Twoje nowe dokumenty. - Kąciki jego ust uniosły się ku górze. - Przez granice , raczej bez paszportu nie przejdziesz. - Powiedział , po czym z powrotem wrócił do komputera, całkowicie ignorując moją obecność.
Znając pomysły i brak ograniczeń tych wampirów, wcale się nie dziwiłem , że załatwią mi fałszywki. Westchnąłem głośno, w duchu modląc się, bym nagle nie nazywał się jakoś tandetnie. Victoria uprzedzała, że coś takiego może nastąpić, zwłaszcza , jeśli moja rodzicielka zgłosi sprawę na policję.
Otworzyłem pakunek i wziąłem do ręki paszport. Na okładce widniał herb UK , więc mogłem się tylko domyślać, że póki co jestem jeszcze obywatelem tego kraju. Otworzyłem na stronę , która najbardziej mnie interesowała.
WILLIAM TOMLINSON
Odetchnąłem z ulgą , widząc że zostałem jedynie pozbawiony jednego imienia, reszta bez zmian. Dowód osobisty również niczym się nie różnił , dlatego wrzuciłem wszystkie dokumenty z powrotem do koperty . Kilka sekund później , drzwi się uchyliły, a do pokoju weszła Victoria.
- Chyba wszystko. - Mruknęła , siadając na moich kolanach i opierając głowę o moją klatkę piersiową. Niall spojrzał na nią, a widząc moje zdezorientowanie , starał się hamować śmiech.
- Założę się, że i tak czegoś zapomniałaś. - Chłopak wydawał się być rozbawiony i widziałem , że specjalnie stara się zdenerwować Vicki. Robi to odkąd tu jesteśmy, a mi pozostaje popierać moją dziewczynę i starać się opanowywać napad śmiechu. Co jak co , ale wampirzycę łatwo było wyprowadzić z równowagi, chociaż była osobą cierpliwą. Sposób w jaki za każdym razem marszczyła nosek i mrużyła oczy , sprawiał , że miałem ochotę wziąć ją w ramiona i już nigdy nie wypuszczać.
Dziewczyna fuknęła tylko w stronę blondyna , co było dziwną reakcją zwłaszcza, że we wcześniejszych dniach , między nimi dochodziło albo do szaleńczej gonitwy po całym domu , albo do rękoczynów. Niall chyba również zauważył to dziwne zachowanie, więc zaczął pomału wychodzić z pokoju, obserwując każdy ruch dziewczyny. Niestety działał zbyt wolno, bo gdy tylko miał już chwycić za klamkę, pozostawiając nas samych, Vicka zeskoczyła z moich nóg i sięgnęła po stos książek leżących na stoliku obok. Zdążyłem tylko zarejestrować jak jeden z tomów Lindy Grant* trafia w blondyna. Chłopak zaczął mruczeć coś pod nosem i trzasnął drzwiami .
- Nigdy mi się to nie znudzi. - Zaśmiałem się w stronę dziewczyny. Skrzyżowała ręce na piersi i patrzyła na mnie przez dłuższą chwilę. Poczułem się skrępowany, no bo który mężczyzna chciał by oceniała go kobieta, a już zwłaszcza taka jak Victoria. Dziewczyna przygryzła dolną wargę i podeszła do mnie z powrotem zajmując swoją stałą pozycje. Przysunęła swoją twarz do mojej .
- Kocham jak się śmiejesz . - Mruknęła wprost w moje usta , a ja byłem niemal pewien , że przez sekundę widziałem jej kły. I nie wiem dlaczego w tamtej chili wydała mi się jeszcze bardziej seksowna. Jesteś jakimś fetyszystą Tommo ? Zapytałem sam siebie .
- Musimy iść. - Szepnęła po raz kolejny.
***
Powiedzmy , że miałem lekką obawę gdy na lotnisku sprawdzali moje dokumenty , starałem się wyglądać jak najbardziej naturalnie i chyba mi się to udało , bo stewardesa spojrzała tylko na mnie i kazała iść dalej.

Swoją drogą zastanawiałem się jak wygląda paszport Vicki. Z pewnością gdyby miała tam wpisaną datę 1717 , obsługa lotniska trochę by się zdziwiła. Bardziej zastanawiało mnie to czy dziewczyna ma swoje imię i nazwisko. Dlaczego miałem przeczucie, że to nie jest moja ostatnia podróż samolotem ? Z pewnością nie zostaniemy w Hiszpanii długo , przynajmniej do czasu , aż znajdziemy jakieś rozwiązanie.
Kolejna męcząca podróż za mną i nie miałem co liczyć na ciepłe łóżko przez najbliższe kilka godzin. Od razu po wyjściu z lotniska, czekało na nas czarne BMW , swoją drogą czy wszystkie ich samochody muszą być czarne ? Bynajmniej zmierzaliśmy do hotelu, z tego co mogłem wywnioskować po znakach drogowych i tablicach informacyjnych , to jechaliśmy gdzieś na obrzeża miasta.
Okolica coraz bardziej przypominała brazylijskie fawele. Większość budynków zbudowana była z czerwonej cegły, niewysokie schodki przed drzwiami frontowymi, na których siedzieli jacyś ludzie. Mimo później pory -właściwie nie miałem pewności która jest godzina, ale patrząc na to , że słońce już dawno zgasło , a mieliśmy środek sierpnia - pewnie późna. Większość ludzi , których mijaliśmy wyglądała podobnie jak to miejsce . Nie żebym był jakimś rasistą czy Bóg wie czym . Przynajmniej Ci , których widziałem kilka minut wcześniej, bo w tej chwili dopiero zorientowałem się, że Niall i nasz kierowca - o którym zapomniałem wspomnieć- wysiedli z samochodu , niestety było zbyt ciemno , bym mógł cokolwiek zobaczyć. Nie wiedziałem czy kierowca , bądź przyjaciel moich wampirów, również był jednym z nich. Nie zwróciłem na to uwagi wcześniej , gdyż sądziłem , że ma on po protu dostarczyć nas na miejsce.
Spojrzałem na Vicki i dopiero teraz zrozumiałem , że od dłuższej chwili mi się przypatruje.
-Tam nie jest bezpiecznie i nie każdy kogo widzisz to człowiek. - Uśmiechnęła się pocieszająco. - Proszę , trzymaj się blisko mnie.
Wysiedliśmy z samochodu , dziewczyna naciągnęła mi kaptur na głowę i to samo zrobiła z kapturem swojej bluzy. Natychmiastowo chwyciła moją dłoń i prowadziła w tylko sobie znanym kierunku.
Znajdowaliśmy się w dosyć szerokiej uliczce , która rozgałęziała się na samym końcu. Po obu stronach stały domy . Dopiero teraz mogłem się przyjrzeć ludziom/istotom . Nie chciałbym znaleźć się w którejś z mniejszych uliczek , pomiędzy domami. Oczami wyobraźni widziałem czerwone ślepia, które się tam czaiły , choć być może to wcale nie była moja wyobraźnia. Widziałem kilku chłopaków i na pewno nie były to wampiry , między innymi dlatego , że widziałem jak paraliżował ich strach , kiedy kilka metrów dalej przyglądało im się kilka wampirzyc. Nie wyglądały jak Victoria , pod tym względem, że moja Vicki , wyglądała jak anioł i nie miała w sobie nic diabolicznego, w przeciwieństwie do potworów, które najprawdopodobniej polowały na biedaków , o których wspomniałem wcześniej. Wampirzyce mogłem porównać do Zoey , podobieństwo było zaskakujące. Czarne ciuchy , oko mocno podkreślone kredką i czerwone usta. Wzdrygnąłem się, gdy jedna z nich spojrzała się na mnie , po chwili znów patrzyłem w ziemię. Moja dziewczyna w ogóle tu nie pasowała , więc skąd znała to miejsce ? Wiedziałem , że nie mówi mi do końca całej prawdy , a obiecała , że to zrobi. Ufałem jej , dlatego cierpliwie czekałem , aż w końcu poukłada sobie wszystko w głowie i dowiem się o co tak naprawdę chodzi.
Od dłuższej chwili zastanawiałem się , gdzie jest Niall. Patrząc na Victorię, raczej teraz mi nie odpowie, jej zacięty wyraz twarzy , coś na wzór "Nie podchodź, gryzę" sprawiał , że istoty szybko odwracały od nas wzrok. Przez co miejsce pobytu Niall'a pozostawało do ustalenia jedynie przez moje domysły. Przecież skoro dziewczyna puściła go samego , to raczej nic mu się nie stanie. A nie wspominając już o nieznajomym z samochodu ,więc w zasadzie nie był sam.
Mijaliśmy kolejne kamienice, aż w końcu zatrzymaliśmy się przed jedną. Nie wyglądała lepiej niż inne. Dom był piętrowy, na samym dole granatowe drzwi , do których prowadziły kamienne schodki. Zaraz obok dwa okna , szczelnie zasłonięte jakimś czarnym materiałem. Piętro od zewnątrz wyglądało o wiele gorzej. W obu oknach nie było szyby , przez co taki sam czarny materiał jak na dole przecinał powietrze. Swoją drogą pogoda diametralnie się pogorszyła, wiatr wiał coraz mocniej , co zwiastowało to , że zaraz lunie. A myślałem, że chociaż trochę oderwę się od angielskiej pogody. Nadzieja matką głupich.
Dziewczyna pchnęła drzwi , które od razu ustąpiły, wepchnęła mnie do środka i zatrzasnęła za mną drzwi. Dlaczego mnie to nie zdziwiło , że nie widziałem nic co było dalej niż metr ode mnie. Ktoś tu nie zapłacił rachunków za prąd ...
Vicka po raz kolejny chwyciła moją dłoń , natomiast drugą sięgnęła po coś na szafce. Przynajmniej wydawało mi się ,że jest to szafka. Po chwili delikatne światło rozświetliło mrok. Nim się spostrzegłem kilka kolejnych świec rozświetliło korytarz. Wow , ten dom jest o wiele większy niż się wydaję. Cisza jaka tu panowała była przerażająca, a mój niepokój wzrastał z myślą, że ktoś w tym domu jest. No bo był , prawda ? Victoria raczej nie weszłaby tu bez powodu. Wciąż oboje milczeliśmy. Ja chyba dlatego, że starałem się zachować spokój i nie zacząć panikować, a mój umysł próbował przetworzyć wszystkie informację i poukładać fragmenty układanki , na temat magicznego świata.
- Nie przestrasz się. - Mruknęła.
Miałem zapytać co miała namyśli , ale nim zdążyłem to zrobić , brutalnie pociągnęła mnie za sobą przez cały dom, aż dotarliśmy do kuchennych drzwi , prowadzących na podwórze.
Nie było to zwyczajne podwórko, było to coś na wzór dworku. Plac otoczony takimi samymi kamienicami jak ta , w której się znajdowaliśmy.
Oboje wyszliśmy na zewnątrz. I teraz dopiero mogę powiedzieć co charakteryzowało ten jakże prześliczny plac. To się nazywa ironia. Na środku paliło się wielkie ognisko, coś na wzór tego , gdy pod koniec roku w liceum , razem ze znajomymi wrzucaliśmy zeszyty do ognia i patrzyliśmy jak w ten sposób rozpoczynamy kolejne szalone wakacje.

Wokół płomieni stało kilkadziesiąt kobiet w różnym wieku. Zauważyłem nawet dziewczynę, która najprawdopodobniej była młodsza ode mnie. Słyszałem jak mówią coś ,co nawet nie brzmiało jak angielski. Każda z nich wyglądała podobnie jeśli chodzi o stroje. Wszystkie miały czarne szaty coś na wzór habitu, a na szyi długi, metalowy naszyjnik z czerwonym oczkiem na samym końcu. Ręce miały wyciągnięte w górę, niektóre zamknęły oczy , natomiast te które tego nie zrobiły , wyglądały wręcz przerażająco.
Zajęło mi kilka minut , aby zrozumieć , że znajduję się w samym środku sabatu. Moja wiedza o tego typu "imprezach" ograniczała się do tego , że w trakcie tego wszystkie wiedźmy przywoływały demony i zmarłych , albo rzucały klątwy.
Nim się obejrzałem , ogień zgasł, a nas znowu ogarnął mrok. Ścisnąłem dłoń Victorii , aby upewnić się , że wciąż jest przy mnie. Zazdrościłem jej umiejętności widzenia w ciemnościach. Uczucie niepokoju szybko mnie ogarnęła zaraz po tym, jak koło nas coś przeszło. Miałem cichą nadzieję, że żadna z tych czarownic nie będzie wyglądać jak któraś z postaci Silent Hill . Jezu tego tylko mi brakowało , aby moja miłosna historia przerodziła się w survival horror. Być może Victoria mówiąc mi , żebym się nie bał nie miała wcale namyśli czarownic , tylko coś gorszego. "Wiedziałeś na co się piszesz Tomlinson."
Czy dziwne jest to , że moje alter ego zawsze podsuwało mi jakąś ironię ? Sam nie wiedziałem , że w podświadomości mogę być tak sarkastyczny.
Na całym placu rozbłysły latarnie. O dziwo nikogo na nim nie było , oczywiście oprócz nas. Mój umysł jak zwykle snuł swoje teorie , przez co wydawało mi się, że wiedźmy czają się gdzieś w ciemnym koncie i przyglądają się nam.
Po raz kolejny to ona prowadziła, przeszliśmy przez dziedziniec zmierzając do kolejnego z domów. Ten wydawał się być bardziej przyjazny od poprzedniego , między innymi dlatego , że paliły się w nim światła, a cały budynek był w ogólnie lepszym stanie.
Weszliśmy do środka. Dom był podobny również pod tym względem , że rozmieszczenie pokoi było takie samo jak w poprzednim. Przeszliśmy korytarzem , jak zakładam do salonu - Przynajmniej według mnie miejsce z telewizorem i co najmniej jedną paprocią to salon.
Na podłodze leżał czerwony dywan z mnóstwem wzorów, przez chwilę naprawdę wyobraziłem sobie jakbym odwiedzał dziadków. Ściany były kremowym kolorze , który naprawdę pasował do dywanu. Moja sarkastyczna strona daje mi się we znaki ... znowu. Co ty się tak przyczepiłeś tego dywanu Tommo ?! Jesteś w domu wiedźmy / czarownicy czy Bóg wie czego , a jedyne co Ci przeszkadza to dywan nie pasujący do ścian ? Jezu , jestem bardziej płytki niż myślałem.
Przy samym oknie , gdzie znajdował się drewniany stół , na jednym z krzeseł siedziała kobieta. I nie wiem jakim cudem jej wcześniej nie zauważyłem ?
Była na pewno w podeszłym wieku. Białe włosy do ramion splecione w tej chwili w warkocza. Kobieta miała na sobie taką samą szatę jak uczestniczki sabatu , także mogłem się tylko domyślać, że jest to osoba której szukamy. Wiedźma rozkładała na stole karty tarota, a gdy położyła ostatnią skupiła swój wzrok na nas. Miałem ochotę skulić się pod jej spojrzeniem. Czy starsze panie nie powinny być miłe i częstować Cię ciasteczkami ? Przeszedł mnie lodowaty dreszcz , kiedy popatrzyła na mnie i lekko się uśmiechnęła. Czyżby moja teoria na temat starszych pań się sprawdzała ?
- Przeszkodziliście nam , będę musiała się tłumaczyć Victorio. - Ponownie spojrzała na moją dziewczynę. - Usiądźcie. - Westchnęła.
- Nie miałam czasu , żeby powiadomić Was o naszej wizycie. Poza tym skąd miałam wiedzieć, że dzisiaj urządzicie sobie swoje czary mary.
- Powinnaś liczyć księżyce , nauczyłam Cię tego. Zachowuj się moja panno , skoro chcesz mojej pomocy . - Czarownica o dziwo była naprawdę spokojna, a jej ton przypominał mi Matyldę z "Ani z Zielonego Wzgórza". Uśmiechnąłem się na samą myśl o Victorii , jako o Ani. W sumie charakter ma trochę podobny.
- Nie wysilaj się , żeby mi wszystko opowiedzieć. I tak już wszystko wiem. - Mruknęła kobieta, uśmiechając się przebiegle.
Victoria przymrużyła oczy , jakby nie wierząc czarownicy.
- Skąd ?
- Myślisz moja droga, że po tym jak postanowiłaś wrócić do domu, zostawiłabym Cię bez nadzoru. Pff , jeszcze zrobiłabyś jakieś głupstwo.
- Natalie ... nie przypadkowo natknęłam się na nią w lesie, prawda ?
- Skorzystałam z okazji , skoro i tak miała wykonać tam zadanie. Uprzedzając Twoje pytanie, po ataku na Cassie nic jej nie jest. Ukryła się w twoim domu. Razem z Harrym powinni niedługo tu przyjechać. Miło Cię w końcu poznać , Louis. Natalie zdała mi całkowitą relację z tego co jest między Wami. Wiecie , że to niebezpieczne ? Ale karty mówią, że tak miało być , jakaś większa siła od mojej tak postanowiła. W każdym razie przyszłaś tu szukać pomocy.
- Dlaczego oni mnie szukają ?
- Nie wiem. Możliwe, że Daniel przekonał Cassie , że to był twój plan. Powiem Ci kochana , że TAM nie dzieje się najlepiej . Kilku pierwotnych zawiązało niebezpieczne układy, coraz więcej zła się dzieje. My wszystkie tylko czekamy , aż wybuchnie coś poważniejszego.
- Nie mówisz mi wszystkiego, Sapphire. - Victoria pochyliła się nad stołem.
- Nie mogę Ci powiedzieć wszystkiego Vicki . Przynajmniej nie teraz , kiedy nic nie jest pewne, ale większość z nas czuję, że zło się zbliża i to coś o wiele gorszego niż możesz sobie wyobrazić.
Sapphire odsunęła się od kart i przesunęła je w naszą stronę. Palcem wskazała na kartę z białym smokiem. Znajdował się w jaskini, a jego ogon oplatał pobliski kamień. Zwierzę na głowie miało koronę, a białe kły były niemal niezauważalnie przez jego białe łuski. Z jaskini padało na niego światło , a jego łeb skierowany był ku górze.
- Najgorsze jest to , że jesteście w to zamieszani. - Vicka wstała gwałtownie z krzesła.
- Lou, idziemy !
- Dobrze wiesz Vicki , że jeśli teraz to zrobisz znajdą Cię. - Spojrzałem na nią i widziałem jak próbuję podjąć decyzję. Była wytrącona z równowagi i byłaby w tej chwili skłonna zabić, jej ofiarą prawdopodobnie byłaby wiedźma.
- Co z Niall 'em ? - Zapytała po chwili.
- Dobrze się spisał , niedługo tu będzie.
________________________
*Linda Grant - pisarka urodzona w Liverpool'u .