Od Autorki :
Witajcie ! Kolejny rozdział , starałam się go napisać jak najszybciej . Ten tydzień był bardzo stresujący, w każdym razie w piątek /30 sierpnia/ wróciłam do domu i starałam się odespać męczącą podróż , dodatkowo na lotnisku pojawiły się problemy , dzięki moim rodzicom , którzy zapomnieli napisać listu, w którym wyrażają zgodę na moją podróż z moim nieprawnym opiekunem , ale w końcu wróciłam ! :D
Byliście na premierze TIU ? Ja byłam i moja mama też , hah ! Powiedziała, że chce zobaczyć czym jestem tak zafascynowana ;D
Nie podoba mi się ten rozdział , pisałam go strasznie długo , brak weny daje się we znaki :C
Rozdział XII - Nie próbuj mnie zrozumieć , po prostu mnie kochaj...
~Oczami Lou~

Miała zamknięte oczy , a jej drobne ciało wtulało się we mnie, mimo to wiedziałem , że nie spała. Co chwila delikatnie ściskała moją koszulkę , jakby chciała się upewnić, że wciąż tu jestem. Jeśli ktoś pomyślał , że to wszystko skończyło się dobrze, to się mylił. Przed nami była chyba najtrudniejsza część . Obiecała , że wszystko mi wyjaśni , ale najpierw ona sama musi to wszystko sobie poukładać. Jej obietnica nie do końca mnie usatysfakcjonowała, ale lepsze to niż nic . Kazała mi odpocząć , więc dlaczego tego nie robię ? Jestem zbyt zafascynowany widokiem , który jest przede mną. To wszystko wydaję mi się dziwne , historię , które opowiadała dziewczyna nie należą do najprzyjemniejszych , a między nami jest ... coś - tylko oboje nie
potrafimy powiedzieć co to jest. To zdecydowanie za szybko , ale oddalając się od niej chociażby na metr , mam wrażenie jakbym ją tracił. Nieprzyjemne uczucie pustki , które pogłębia się za każdym razem , gdy nie ma jej przy mnie .
Westchnąłem i przyciągnąłem ją jeszcze bliżej , zatapiając nos w jej włosach. Powoli czułem jak odpływam...
Przeraźliwy krzyk.
Otworzyłem szerzej oczy. Spojrzałem na Victorię. Siedziała na łóżku , niespokojnie spoglądając na drzwi. Ktoś ponownie krzyknął , byłem przynajmniej pewien , że to nie jest sen. Dziewczyna popatrzyła na mnie , nie byłem do końca pewien czy dopiero teraz zauważyła, że nie śpię . Podniosła się.
- Zostań tu . - Mruknęła.
- Vicki ... - Zatrzymała się w pół kroku i po raz kolejny obdarzyła mnie tym niesamowitym spojrzeniem.- Miałaś tego ...
Pokiwała głową , jednocześnie przerywając mi .
- Dobra , chodź.
Niczym małe dziecko zeskoczyłem z łóżka i podążyłem za nią. Zaczynałem się już powoli przyzwyczajać do spania w ubraniach . Mimo , że wcale nie musiałem tego robić . Od kilku dni nie zwracałem nawet uwagi na to w co się ubieram .
Vicki nie śpieszyła się specjalnie schodząc po schodach, co było dla mnie dziwne, bo okropne jęki ciągle się nasilały. Twarz dziewczyny przeszła z niepokoju do obojętności, nie miałem pojęcia czy to dobry znak , równie dobrze jej zamiarem mogło być uspokojenie mnie. Mój wzrok powędrował w tym samym kierunku co jej.
Podwójne drzwi były otwarte na oścież , a na klamkach były wyraźne czerwone ślady, nie to było najbardziej zaskakujące . Na samym środku , w przejściu leżała postać. Chłopak , młodszy ode mnie , burza loków na głowie i wyraźne , błyszczące zielone oczy - między innymi dzięki nim nie rozpoznałem w nim człowieka. Jedyna cecha dzięki której można odróżnić ich od człowieka.
Dzieciak leżał na podłodze w kałuży ciemnej cieczy. W ciągu kilku dni widok krwi przestał mnie obrzydzać. Miałem ochotę podejść i mu pomóc , odruchowo zszedłem z ostatniego schodka i powoli postawiłem krok do przodu.
- Stój. - Mruknęła Victoria, widząc brak reakcji z jej strony na widok chłopaka , byłem zdezorientowany, mimo to posłuchałem i wróciłem z powrotem na swoje miejsce. - Nic mu nie będzie. - Wzruszyła ramionami, za kilka godzin będzie w porządku. Na razie nie podchodź.
- Chcesz go tu zostawić ? - Wyobraziłem sobie swoją matkę i jej minę , gdyby zobaczyła to co ja.
- Nie. Sam pójdzie. - Zmarszczyłem nos i spojrzałem na nią. Nie zdążyłem zapytać o co jej chodzi .
Chłopak na podłodze podniósł się , właściwie nie do końca , bo klęczał , a jego głowa nadal opuszczona była w dół. Kręgi kręgosłupa widocznie się odznaczały, a w ciągu kilku następnych sekund dzieciak rósł w oczach , jego ręce pokryły się futrem, a twarz zmieniła w psi pysk. Zastanawiałem się kiedy te rzeczy przestały mnie dziwić. Pies podniósł się i powoli poczłapał w stronę salonu , przy okazji obdarzając nas szybkim spojrzeniem.
- Nie mów , że jesteś zdziwiony . - Zachichotała blondynka.
- Śmieszy Cię to ? - Przymrużyłem oczy.
- Może trochę. - Uśmiechnęła się i cmoknęła mnie w czubek nosa, a ja w jednej chwili zapomniałem o wydarzeniach z przed kilku chwil, póki dziewczyna nie zeszła ze schodów i nie ruszyła w kierunku w którym poszła bestia. Musiałem podbiec, żeby dorównać jej kroku. Wyszliśmy z domu . Chłopak-pies leżał pod drzewem z huśtawką. Nie mógł znaleźć sobie lepszego miejsca . Vicki uklękła na jednym kolanie przed zielonookim .
- Harry. - Mruknęła , gładząc jego łeb. - Mógłbyś ... to przyśpieszyć. - Westchnęła głośno.
Zwierzę powoli się podniosło , na futrze miało ślady zaschniętej krwi , ale żadnej rano nie było . Gdyby nie to ,że chłopak - Harry jak się okazało - nie skierował swoich zielonych oczu na mnie, miałbym wątpliwości czy to na pewno ta sama osoba.
Potwór stanął na tylnich łapach , był ode mnie o wiele wyższy , żeby na niego spojrzeć musiałem podnieść głowę . Bestia warknęła i ruszyła w stronę domu . Nie miałem pojęcia jak zwierzak chce przejść przez drzwi, w których najprawdopodobniej by utknął , ale po chwili problem sam się rozwiązał. Harry wracał do swojej dawnej postaci jednocześnie podążając do drzwi.
Pokręciłem z nie dowierzaniem głową, a otrząsnąłem się dopiero wtedy kiedy dziewczyna złapała mnie za rękę .
- W porządku ? - Zapytała , gdy spojrzałem jej w oczy. Pokiwałem głową , bo tylko tyle bylem w stanie zrobić. Pociągnęła mnie za sobą do środka .
Chłopak siedział na kanapie , a biorąc pod uwagę, że jego ubrania były całe w błocie , miałem pewność , że pedantyczna część Victorii właśnie się włączyła i moja ukochana wychodzi z siebie. Uśmiechnąłem się sam do siebie.
- Powiesz wreszcie co się stało ? - Blond włosa , została obdarzona przez Harry'ego nienawistnym spojrzeniem.
- Myślę, że dobrze wiesz.
- Co ?
- To ty nas tam wysłałaś , więc to wszystko Twoja wina!- Wysyczał , a ja mogłem tylko przyglądać się, jak ta dwójka zabija się spojrzeniami.
- Słuchaj dzieciaku ... - Moje oczy nie zarejestrowały nawet kiedy dziewczyna złapała Harry'ego za szyje i przykuła rękami do ściany. - ... zrobiłam tylko to co mi kazała Natalie , a teraz bądź tak uprzejmy i powiedz mi co się stało.
Stałem tam i bałem się cokolwiek zrobić, nie powiem , że mroczna strona Vicki nie była pociągająca , bo którego faceta nie kręciłaby ostra laska, ale gdy widzisz tą słodką istotę w takim stanie , zastanawiasz się jak można być tak bipolarnym. W jasnych oczach, pojawia się dziwny błysk, a cała empatia względem świata znika.
Położyłem jej rękę na ramieniu, a ta na chwilę zamarła. Odsunęła się trochę i oparła o moją klatkę piersiową.
- Słucham . - Ponagliła go dziewczyna.
Na jego szyi widniały dosyć mocno zarysowane ślady palców, które zauważyłem dopiero gdy chłopak przestał pocierać kark.
- Nie wierzę , że Natalie Ci o tym powiedziała.
- Najwyraźniej mało ją znasz . - Mruknęła dziewczyna.
- Poszliśmy do miejsca , które nam wskazałaś , ale nikogo tam nie było. Nat ostro się wściekła ... przemieniła się. I wtedy zaatakowali nas oni.
- Kto ?
- Twoja popieprzona rodzinka i ludzie od Cassie. -Victoria po raz kolejny tego dnia zamarła na kilka chwil, zresztą nie tylko ona . Na wspomnienie o Danielu i Zoey przeszedł mnie dreszcz.
- Gdzie Natalie ? - Zapytała w końcu.
- Nie wiem . - Spuścił głowę. - Nie mieliśmy szans , każdy uciekał w swoją stronę. - Chłopak przerwał, widząc nieprzytomny wzrok Vicki. - Oni nie czekali na nas , prawda ?
Pokręciła głową.
- Ale dlaczego ?
- Nie wiem. - Odpowiedziała szybko i pociągnęła mnie za sobą na górę.
Nie miałem pojęcia o co jej chodzi. Pomijając już fakt, że w salonie zostawiliśmy rannego wilkołaka i to wcale nie napawało mnie niepokojem. Czujecie ten sarkazm ?
Weszliśmy z powrotem do białej sypialni - jak w rzeźni. Spędzałem w tym pokoju większość swojego czasu i zaczynałem go traktować jak własny.
- Po co tu przyszliśmy ? - Zapytałem dziewczynę, zaraz po tym jak usiadłem na łóżku i przyglądałem się jak nerwowo bawi się swoimi palcami.
- Muszę wyjechać.
- Fajnie. Kiedy jedziemy ?
- Nie , nie , NIE. Ja jadę ty zostajesz. - Otworzyłem szerzej oczy, miałem nadzieję , że to jakieś omamy słuchowe, ale ona naprawdę to powiedziała.
- Co ? - Zapytałem , wiercąc się na swoim miejscu.
- Lou ... to naprawdę zaszło za daleko. Nie jesteś przy mnie bezpieczny .
- Odkąd Cię pierwszy raz zobaczyłem nie byłem bezpieczny.
- Ale teraz to jest coś o wiele gorszego, to już nie jest Zoey czy Daniel . Teraz mam naprawdę poważne kłopoty.
- Vicki , proszę... - Oparłem czoło o jej, a moje oczy się zaszkliły , mimo to nie płakałem. Nie przy niej.
- Lou ... - Jęknęła. - Potrafiłabyś mnie zostawić ? Teraz , kiedy wreszcie wszystko sobie wyjaśniliśmy . Nie rób mi tego. Westchnęła głośno. Odważyłem się spojrzeć jej w oczy. Unikała mojego wzroku, ale
wiedziałem ,że rozważa to co przed chwilą powiedziałem. Przymrużyła oczy, przytuliła się do mnie , po czym wypowiedziała te magiczne słowa.
- Co powiesz swojej mamie ? No wiesz ... kiedy wyjedziemy z miasta.
Wzruszyłem ramionami.
- Coś wymyślę. - Delikatnie ucałowałem jej usta.
- Nie rozumiem Cię. - Szepnęła.
- Nie próbuj ...
***
*Włącz*
- Kochanie przestań . - Zamruczała blondynka, łapiąc moją dłoń i splatając ją ze swoją.
Spojrzałem się na nią w taki sposób , aby zrozumiała, że nie wiem o co jej chodzi.
- Przestań się tak krzywić, przez Ciebie mam ochotę zawrócić.
- Przepraszam. - Oparłem głowę o szybę, mocniej ściskając rękę dziewczyny.
- Hey , w porządku. W pewnym sensie Cię rozumiem... - Westchnęła głośno . - ... nie tak to miało wyglądać Lou. Nie po to tu wróciłam, żeby znów uciekać.
Zaintrygowały mnie jej słowa, ale już nie miałem ochoty pytać, oboje byliśmy w podłych nastrojach i wiem , że tylko bym ją wkurzył, biorąc pod uwagę fakt, że nie lubiła opowiadać o swojej przeszłości , więc mogłem się tylko domyślać, że było to coś mrocznego.
- Gdzie tak właściwie jedziemy ?
- Do Irlandii ... będę potrzebowała pomocy.

Miała zamknięte oczy , a jej drobne ciało wtulało się we mnie, mimo to wiedziałem , że nie spała. Co chwila delikatnie ściskała moją koszulkę , jakby chciała się upewnić, że wciąż tu jestem. Jeśli ktoś pomyślał , że to wszystko skończyło się dobrze, to się mylił. Przed nami była chyba najtrudniejsza część . Obiecała , że wszystko mi wyjaśni , ale najpierw ona sama musi to wszystko sobie poukładać. Jej obietnica nie do końca mnie usatysfakcjonowała, ale lepsze to niż nic . Kazała mi odpocząć , więc dlaczego tego nie robię ? Jestem zbyt zafascynowany widokiem , który jest przede mną. To wszystko wydaję mi się dziwne , historię , które opowiadała dziewczyna nie należą do najprzyjemniejszych , a między nami jest ... coś - tylko oboje nie
potrafimy powiedzieć co to jest. To zdecydowanie za szybko , ale oddalając się od niej chociażby na metr , mam wrażenie jakbym ją tracił. Nieprzyjemne uczucie pustki , które pogłębia się za każdym razem , gdy nie ma jej przy mnie .
Westchnąłem i przyciągnąłem ją jeszcze bliżej , zatapiając nos w jej włosach. Powoli czułem jak odpływam...
Przeraźliwy krzyk.
Otworzyłem szerzej oczy. Spojrzałem na Victorię. Siedziała na łóżku , niespokojnie spoglądając na drzwi. Ktoś ponownie krzyknął , byłem przynajmniej pewien , że to nie jest sen. Dziewczyna popatrzyła na mnie , nie byłem do końca pewien czy dopiero teraz zauważyła, że nie śpię . Podniosła się.
- Zostań tu . - Mruknęła.
- Vicki ... - Zatrzymała się w pół kroku i po raz kolejny obdarzyła mnie tym niesamowitym spojrzeniem.- Miałaś tego ...
Pokiwała głową , jednocześnie przerywając mi .
- Dobra , chodź.
Niczym małe dziecko zeskoczyłem z łóżka i podążyłem za nią. Zaczynałem się już powoli przyzwyczajać do spania w ubraniach . Mimo , że wcale nie musiałem tego robić . Od kilku dni nie zwracałem nawet uwagi na to w co się ubieram .
Vicki nie śpieszyła się specjalnie schodząc po schodach, co było dla mnie dziwne, bo okropne jęki ciągle się nasilały. Twarz dziewczyny przeszła z niepokoju do obojętności, nie miałem pojęcia czy to dobry znak , równie dobrze jej zamiarem mogło być uspokojenie mnie. Mój wzrok powędrował w tym samym kierunku co jej.
Podwójne drzwi były otwarte na oścież , a na klamkach były wyraźne czerwone ślady, nie to było najbardziej zaskakujące . Na samym środku , w przejściu leżała postać. Chłopak , młodszy ode mnie , burza loków na głowie i wyraźne , błyszczące zielone oczy - między innymi dzięki nim nie rozpoznałem w nim człowieka. Jedyna cecha dzięki której można odróżnić ich od człowieka.
Dzieciak leżał na podłodze w kałuży ciemnej cieczy. W ciągu kilku dni widok krwi przestał mnie obrzydzać. Miałem ochotę podejść i mu pomóc , odruchowo zszedłem z ostatniego schodka i powoli postawiłem krok do przodu.
- Stój. - Mruknęła Victoria, widząc brak reakcji z jej strony na widok chłopaka , byłem zdezorientowany, mimo to posłuchałem i wróciłem z powrotem na swoje miejsce. - Nic mu nie będzie. - Wzruszyła ramionami, za kilka godzin będzie w porządku. Na razie nie podchodź.
- Chcesz go tu zostawić ? - Wyobraziłem sobie swoją matkę i jej minę , gdyby zobaczyła to co ja.
- Nie. Sam pójdzie. - Zmarszczyłem nos i spojrzałem na nią. Nie zdążyłem zapytać o co jej chodzi .
Chłopak na podłodze podniósł się , właściwie nie do końca , bo klęczał , a jego głowa nadal opuszczona była w dół. Kręgi kręgosłupa widocznie się odznaczały, a w ciągu kilku następnych sekund dzieciak rósł w oczach , jego ręce pokryły się futrem, a twarz zmieniła w psi pysk. Zastanawiałem się kiedy te rzeczy przestały mnie dziwić. Pies podniósł się i powoli poczłapał w stronę salonu , przy okazji obdarzając nas szybkim spojrzeniem.
- Nie mów , że jesteś zdziwiony . - Zachichotała blondynka.
- Śmieszy Cię to ? - Przymrużyłem oczy.
- Może trochę. - Uśmiechnęła się i cmoknęła mnie w czubek nosa, a ja w jednej chwili zapomniałem o wydarzeniach z przed kilku chwil, póki dziewczyna nie zeszła ze schodów i nie ruszyła w kierunku w którym poszła bestia. Musiałem podbiec, żeby dorównać jej kroku. Wyszliśmy z domu . Chłopak-pies leżał pod drzewem z huśtawką. Nie mógł znaleźć sobie lepszego miejsca . Vicki uklękła na jednym kolanie przed zielonookim .
- Harry. - Mruknęła , gładząc jego łeb. - Mógłbyś ... to przyśpieszyć. - Westchnęła głośno.Zwierzę powoli się podniosło , na futrze miało ślady zaschniętej krwi , ale żadnej rano nie było . Gdyby nie to ,że chłopak - Harry jak się okazało - nie skierował swoich zielonych oczu na mnie, miałbym wątpliwości czy to na pewno ta sama osoba.
Potwór stanął na tylnich łapach , był ode mnie o wiele wyższy , żeby na niego spojrzeć musiałem podnieść głowę . Bestia warknęła i ruszyła w stronę domu . Nie miałem pojęcia jak zwierzak chce przejść przez drzwi, w których najprawdopodobniej by utknął , ale po chwili problem sam się rozwiązał. Harry wracał do swojej dawnej postaci jednocześnie podążając do drzwi.
Pokręciłem z nie dowierzaniem głową, a otrząsnąłem się dopiero wtedy kiedy dziewczyna złapała mnie za rękę .
- W porządku ? - Zapytała , gdy spojrzałem jej w oczy. Pokiwałem głową , bo tylko tyle bylem w stanie zrobić. Pociągnęła mnie za sobą do środka .
Chłopak siedział na kanapie , a biorąc pod uwagę, że jego ubrania były całe w błocie , miałem pewność , że pedantyczna część Victorii właśnie się włączyła i moja ukochana wychodzi z siebie. Uśmiechnąłem się sam do siebie.
- Powiesz wreszcie co się stało ? - Blond włosa , została obdarzona przez Harry'ego nienawistnym spojrzeniem.
- Myślę, że dobrze wiesz.
- Co ?
- To ty nas tam wysłałaś , więc to wszystko Twoja wina!- Wysyczał , a ja mogłem tylko przyglądać się, jak ta dwójka zabija się spojrzeniami.
- Słuchaj dzieciaku ... - Moje oczy nie zarejestrowały nawet kiedy dziewczyna złapała Harry'ego za szyje i przykuła rękami do ściany. - ... zrobiłam tylko to co mi kazała Natalie , a teraz bądź tak uprzejmy i powiedz mi co się stało.
Stałem tam i bałem się cokolwiek zrobić, nie powiem , że mroczna strona Vicki nie była pociągająca , bo którego faceta nie kręciłaby ostra laska, ale gdy widzisz tą słodką istotę w takim stanie , zastanawiasz się jak można być tak bipolarnym. W jasnych oczach, pojawia się dziwny błysk, a cała empatia względem świata znika.
Położyłem jej rękę na ramieniu, a ta na chwilę zamarła. Odsunęła się trochę i oparła o moją klatkę piersiową.
- Słucham . - Ponagliła go dziewczyna.
Na jego szyi widniały dosyć mocno zarysowane ślady palców, które zauważyłem dopiero gdy chłopak przestał pocierać kark.
- Nie wierzę , że Natalie Ci o tym powiedziała.
- Najwyraźniej mało ją znasz . - Mruknęła dziewczyna.
- Poszliśmy do miejsca , które nam wskazałaś , ale nikogo tam nie było. Nat ostro się wściekła ... przemieniła się. I wtedy zaatakowali nas oni.
- Kto ?
- Twoja popieprzona rodzinka i ludzie od Cassie. -Victoria po raz kolejny tego dnia zamarła na kilka chwil, zresztą nie tylko ona . Na wspomnienie o Danielu i Zoey przeszedł mnie dreszcz.
- Gdzie Natalie ? - Zapytała w końcu.
- Nie wiem . - Spuścił głowę. - Nie mieliśmy szans , każdy uciekał w swoją stronę. - Chłopak przerwał, widząc nieprzytomny wzrok Vicki. - Oni nie czekali na nas , prawda ?
Pokręciła głową.
- Ale dlaczego ?
- Nie wiem. - Odpowiedziała szybko i pociągnęła mnie za sobą na górę.
Nie miałem pojęcia o co jej chodzi. Pomijając już fakt, że w salonie zostawiliśmy rannego wilkołaka i to wcale nie napawało mnie niepokojem. Czujecie ten sarkazm ?
Weszliśmy z powrotem do białej sypialni - jak w rzeźni. Spędzałem w tym pokoju większość swojego czasu i zaczynałem go traktować jak własny.
- Po co tu przyszliśmy ? - Zapytałem dziewczynę, zaraz po tym jak usiadłem na łóżku i przyglądałem się jak nerwowo bawi się swoimi palcami.
- Muszę wyjechać.
- Fajnie. Kiedy jedziemy ?
- Nie , nie , NIE. Ja jadę ty zostajesz. - Otworzyłem szerzej oczy, miałem nadzieję , że to jakieś omamy słuchowe, ale ona naprawdę to powiedziała.
- Co ? - Zapytałem , wiercąc się na swoim miejscu.
- Lou ... to naprawdę zaszło za daleko. Nie jesteś przy mnie bezpieczny .
- Odkąd Cię pierwszy raz zobaczyłem nie byłem bezpieczny.
- Ale teraz to jest coś o wiele gorszego, to już nie jest Zoey czy Daniel . Teraz mam naprawdę poważne kłopoty.
- Vicki , proszę... - Oparłem czoło o jej, a moje oczy się zaszkliły , mimo to nie płakałem. Nie przy niej.
- Lou ... - Jęknęła. - Potrafiłabyś mnie zostawić ? Teraz , kiedy wreszcie wszystko sobie wyjaśniliśmy . Nie rób mi tego. Westchnęła głośno. Odważyłem się spojrzeć jej w oczy. Unikała mojego wzroku, ale
wiedziałem ,że rozważa to co przed chwilą powiedziałem. Przymrużyła oczy, przytuliła się do mnie , po czym wypowiedziała te magiczne słowa.
- Co powiesz swojej mamie ? No wiesz ... kiedy wyjedziemy z miasta.
Wzruszyłem ramionami.
- Coś wymyślę. - Delikatnie ucałowałem jej usta.
- Nie rozumiem Cię. - Szepnęła.
- Nie próbuj ...
***
*Włącz*
Patrzyłem jak zostawiamy za sobą coraz to więcej ulic rodzinnego Doncaster. Czy żałowałem ? Może trochę, ale i tak się do tego nie przyznam. Właśnie poświęciłem dla kobiety pół mojego dzieciństwa, ale sam się o to prosiłem. Pozostało mi czekać na dalszy rozwój wydarzeń.
Starałem się wymazać z głowy obraz płaczącej matki. Nie spodziewała się takiego obrotu spraw. Jeśli wcześniej uwielbiała Victorię, to teraz ją znienawidziła. Stwierdziła, że to za szybko, żebym to przemyślał. A gdy skończyły mi się argumenty , powiedziałem prawdę , a przynajmniej jej część, powiedziałem o tym , że mam kłopoty i muszę wyjechać. Rozpłakała się jeszcze bardziej. Ściskało mnie w żołądku ,kiedy wyobraziłem sobie jak mama mówi o moim wyjeździe dziewczynkom.- Kochanie przestań . - Zamruczała blondynka, łapiąc moją dłoń i splatając ją ze swoją.
Spojrzałem się na nią w taki sposób , aby zrozumiała, że nie wiem o co jej chodzi.
- Przestań się tak krzywić, przez Ciebie mam ochotę zawrócić.
- Przepraszam. - Oparłem głowę o szybę, mocniej ściskając rękę dziewczyny.
- Hey , w porządku. W pewnym sensie Cię rozumiem... - Westchnęła głośno . - ... nie tak to miało wyglądać Lou. Nie po to tu wróciłam, żeby znów uciekać.
Zaintrygowały mnie jej słowa, ale już nie miałem ochoty pytać, oboje byliśmy w podłych nastrojach i wiem , że tylko bym ją wkurzył, biorąc pod uwagę fakt, że nie lubiła opowiadać o swojej przeszłości , więc mogłem się tylko domyślać, że było to coś mrocznego.
- Gdzie tak właściwie jedziemy ?
- Do Irlandii ... będę potrzebowała pomocy.



Biedne dziewczynki i mama Lou ;cc No ciekawe przed kim uciekają... CO TU SIĘ W OGÓLE DZIEJĘ!!!
OdpowiedzUsuńPEWNIE ŻE BYŁAM! CIARKI PŁACZ ŚMIECH WSZYSTKO <333 ZAKOCHAŁAM SIĘ W NICH PO RAZ 93243769183295614318645184376475914163745.
ROZDZIAŁ ŚWIETNY!!!!
Nie gadaj głupot że nie masz weny, bo piszesz cały czas tak samo świetnie jak nie lepiej ;**
Czekam na następny @imaginoholic
P.S. Jeśli znajdziesz chwilę to chciałabym usłyszeć twoją opinię o moim opowiadaniu. Co prawda dopiero zaczynam ale byłabym ci bardzo wdzięczna za szczerą opinie... Więc zapraszam http://help-me-find-me.blogspot.com/ i dodawaj jak najszybciej następny !!! ^^
Uhuhu nie jestem pewna ale chyba spotkają Nialla xD a co do rozdziału to extra.
OdpowiedzUsuńUhuhu nie jestem pewna ale w Irlandi chyba spotkają Nialla xD a co do rozdziału to extra.
OdpowiedzUsuńOłł. Niall♥
OdpowiedzUsuńPodobał mi się Hazza jako wilkołak.....szkoda mi bardzo Lou, że musiał wyjechać. To okropne, ale jestem ciekawa co zdziałają w Irlandii...już nie mogę się doczekać.
OdpowiedzUsuń