Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Opowiadanie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Opowiadanie. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 10 marca 2014

Rozdział XVIII


Od Autorki : Witajcie kochani :) Wiem, że długo czekaliście na ten rozdział , ale ostatnio naprawdę nie miałam pomysłu co tu napisać, w końcu się udało, ale i tak nie jest to , to co oczekiwałam :c Przepraszam, że taki krótki i nieciekawy , postaram się w kolejnym zawrzeć trochę więcej akcji.W każdym razie muszę Was powiadomić o tym, że mój imagine przeszedł do kolejnego etapu w konkursie :) *TU* możecie głosować , chociaż bardzo mi zależy na tym , abyście to skomentowali. Jeśli jeszcze nie wiecie zaczęłam tłumaczyć FanFiction , które możecie przeczytać na Dark - Louis Tomlinson. Możecie również wklejać banner do tego FanFic. na swoje blogi  :) No i ostatnia informacja , jeśli jeszcze nie wiecie zmieniłam nazwę swojego Twittera na @MakeMeSmileLou
~Willyoumakemesmile~


Rozdział XVIII - "Amelie"


- Zastanę Cię kiedyś w łóżku zanim się obudzę ? - Zapytałem dziewczynę przecierając oczy.
- Wiedziałam, że za chwilę się obudzisz. - Odpowiedziała nachylając się nade mną , aby po chwili złączyć nasze usta.  - Wstawaj, niedługo śniadanie.
- Gdzie idziesz ? - Zapytałem widząc, że zamierza opuścić pomieszczenie.
- Spotkamy się na dole. - Westchnąłem sfrustrowany.
  Podniosłem się z łóżka odrzucając na bok hotelową pościel. Lekko zmrużyłem oczy starając się przyzwyczaić je do światłości jaka panowała na zewnątrz. Ruszyłem wolnym krokiem do łazienki, aby wykonać wszystkie poranne czynności. Spojrzałem na siebie w lustrze. "Robisz się coraz bledszy Tomlinson." Kto z kim przystaje takim się staje.
 Myślę, że stałem się taki anemiczny odkąd codziennie rano widzę na stole szklankę z czerwonymi zaciekami i dokładnie wiem co się w niej wcześniej znajdowało. " Spróbuj później coś po tym zjeść."
Byłem , a właściwie jestem zmęczony. Zmęczony wczorajszą nocą i każdą kolejną. "Tylko idiota poświęcałby się dla dziewczyny." Wyjątkowej dziewczyny, kretynie.
  Wyciągnąłem z torby czystą koszulkę i spodnie, po czym zarzuciłem je na siebie. Zaścieliłem łóżko i pozbierałem swoje rzeczy, które wczorajszego dnia porozrzucałem po pokoju. Zamknąłem spakowaną już walizkę i wyszedłem z pokoju wcześniej zamykając drzwi , a hotelową kartę do pokoju włożyłem do kieszeni bluzy.
 Wzdrygnąłem się kiedy obok mnie nagle pojawił się Niall , trzymający za ramię Amelie. Dziewczyna wyglądała na co najmniej znudzoną. Mój przyjaciel spojrzał na mnie i wywrócił oczami , co było oznaką tego, że miał dosyć tej dziewczyny. Mimika Niall'a mówiła za niego wszystko .
  Zeszliśmy schodami w dół , minęliśmy recepcje , a raczej bar z którego wampir odebrał wczoraj klucze do pokoju i znaleźliśmy się w niedużej sali zapełnionej stołami i krzesłami . Najwidoczniej goście hotelowi mieli osobną jadalnię. W pomieszczeniu nie było nikogo oprócz nas. Gdzie jest Vicki ?
 Usiedliśmy przy stole okrytym białym obrusem, na którym czekał już na nas posiłek. Niezręczna cisza przy stole , to chyba najgorsze wyjście w naszej sytuacji tzn. w naszych przyjacielskich stosunkach, które próbujemy ułożyć po bezpodstawnym zamachu na życie moje i Niall'a.
 Gdzie jesteś Vicki ?
 Miałem ochotę krzyknąć , kiedy nagle obok mnie pojawiła się blond czupryna. "Jezu dziewczyno , nie rób tego więcej!"
 Niall uśmiechnął się pod nosem , najprawdopodobniej z powodu mojej reakcji, ale w jego oczach widziałem ulgę. Wiedziałem co się zaraz wydarzy . Victoria jest zła , tylko dlatego że Amelia znalazła się w naszym towarzystwie, to wystarczyło aby irytacja była wypisana na jej twarzy. Poza tym samo przybycie blondynki numer 2 nie zostało wczoraj wyjaśnione , więc prawdopodobnie zaraz się dowiemy.
 Cisza.
Spojrzałem na Victorię i posłałem jej pytające spojrzenie. Uśmiechnęła się delikatnie, a po chwili znowu wróciła do wysyłania Amelie nienawistnych spojrzeń. Miałem ochotę się śmiać, ale wolałem uniknąć wpatrywania się we mnie 3 par oczów.
 Cisza.
Wtem drzwi do sali się otworzyły . Popatrzyłem w tamtym kierunku. Niemożliwe. Spojrzałem na Vicki, która uśmiechała się z wyższością. Amelie nagle skuliła się na krześle z zażenowaniem i przerażeniem patrząc na naszego gościa.
- Co on tu robi ?! - Krzyknął Niall. Najwidoczniej chłopak miał wyrobione zdanie o wilkołaku.
- Uspokój się Niall. - Burknęła moja blondynka. - Witaj Harry. - Uśmiechnęła się przyjaźnie. To dziwne, bo ostatnie ich spotkanie skończyło się raczej niezbyt przyjemną wymianą zdań.  Chłopak bez słowa usiadł na krześle i podejrzliwie patrzył się na blondynkę numer 2. Nie wiedziałem o co chodzi, ale mogłem się domyślać, że Victoria wymyśliła chytry plan.
- Nie znika się ot tak kochana. - Powiedział lokowaty do Amelie.
- Nie zniknęłam ...
- Tak jasne. - Przerwał jej.
Coś czuję, że ta rozmowa nie będzie komfortowa dla nich, tak samo jak dla nas.
Usiadłem wygodniej na siedzeniu, czekając na dalszy rozwój sytuacji.
- Nie Tobie to przyjdzie oceniać, poza tym nie rozumiem po co tu przylazłeś.
- Myślałem , że nie ma nikogo gorszego od niej. - Wskazał na Victorię. - Jednak jest. I nie przyjechałem tu dla Ciebie.
Zaskoczenie wymalowało się na twarzy blondynki numer 2.
- Powinnam była Cię już dawno zostawić. To mój pierwszy błąd.
Na jej miejscu nie podsycał bym bardziej atmosfery.
- Widać, że jesteś tak samo pojebana , jak twoja babka.
Usłyszałem cichy chichot obok siebie. Zawsze w takich sytuacjach , miałem wrażenie, jakby ciemna strona Victorii zaczynała się ujawniać. Była moim aniołkiem, jej niewinność i dobre serce, przeczyły temu, że kiedykolwiek mogłaby kogoś skrzywdzić. "Pozory mylą." Poza tym wyglądała jak ucieleśnienie dobra. Gdy opowiadała mi swoją historię , nie potrafiłem jej sobie zobrazować, choćbym nie wiem jak bardzo chciał. "Pamiętaj, że Twój aniołek ma zęby"
  Miałem wrażenie , że blondynka numer 2 rzuci się zaraz na Harry'ego , gdyby nie to, że wciąż trzymała ją ręka Niall'a.
- Cicho. - Usłyszałem głos obok siebie. - Nie po to tu jesteśmy, chociaż moglibyście kontynuować.- Uśmiechnęła się szyderczo. - Harry jest tu po to , żeby nam pomóc i po to aby zmusić Cię do gadania. - Zwróciła się do Amelie. Dziewczyna prychnęła cicho pod nosem.
- Mówiłam Ci już.
- Tak się składa, że Twój list do Harry'ego był bardzo ciekawy i pomocny.
Oczy dziewczyny się rozszerzyły.
- L.. List ?
- Yhm. Więc wiedz, że nie będziesz musiała się już tłumaczyć.
 Okej, nie mam pojęcia o co chodzi, najwidoczniej tak samo jak Niall, który zdezorientowany patrzył na moją dziewczynę.
- A więc , pomijając Twoje bazgroły na temat tego , że Ci przykro , że tak musisz postąpić , wyczytałam coś interesującego. Coś w stylu "Harry muszę jechać za nimi, mają coś co bardzo chcę". Jest jedno pytanie , co to takiego ?
- Nie Twój interes.
- Niall zabierz ją. - Chłopak wykonał jej polecenie i już po chwili we trójkę zostaliśmy przy stole. Zapadła niezręczna cisza.
- Jeszcze żyjesz ? Nie myślałem , że tak długo wytrzyma. - Tym razem głos chłopaka skierowany był w moją stronę.
- Zamknij się. - Mruknęła Victoria. - Przejdźmy do rzeczy.
Harry westchnął.
- Natalie musiała czuć się winna skoro Ci powiedziała. Nie chciała, żeby tak wyszło.
- O co chodzi ? - Zapytałem patrząc się na blondynkę, która nagle skuliła się na krześle.
- Nie powiedziałaś mu. - Oznajmił loczek.
Pokręciła przecząco głową. Co się znowu dzieje ?
- Victoria.
- Natalie od początku współpracowała z Zoey , to że spotkałam Daniela nie było przypadkiem, pojawienie się Zoey też nie. Specjalnie przyprowadziła Cię wtedy do klubu , Daniel miał Cię przekonać do tego , abyś im pomógł. Myśleli, że pojawię się z wilkołakami na spotkaniu z Cassie, nie było mnie tam, więc wpadła w szał i dlatego między innymi ucierpiał Harry. Najwidoczniej w to wszystko zaplątana jest też ona.
  Powoli analizowałem to co powiedziała. Wow. Już wiem dlaczego była taka wściekła. Straciła przyjaciółkę, a ty Tomlinson kazałeś jej jeszcze wczoraj gadać o swojej przeszłości. Puknij się w ten pusty łeb za Twój tok myślenia. Powinienem dostać jakiś medal za to , że tego nie zauważyłem.
- Po co nam on ? - Zapytał Niall, która w końcu się pojawił i wskazał na Harry'ego.
- Dotychczas o tym co się dzieje na zewnątrz informowała nas Natalie. Nie możemy teraz pojawiać się w centralnych punktach magicznego świata, skoro Cassie planuje coś z Michaelem musimy uważać. Teraz naszym szpiegiem będzie Harry...

***

- Przepraszam.
- Co ?
- Nie powinienem Cię zmuszać do tamtej rozmowy wczoraj.
- Nie musisz mnie za to przepraszać.
- Ale powinienem .
- Nie.
- Tak.
- Nie.
- Dlaczego ?
- Bo obiecałam , że Ci o tym opowiem i musiałabym zrobić to wcześniej czy później. Cieszę się, że mamy tą rozmowę za sobą. - Powiedziała podchodząc i wtulając się w moją koszulkę. Objąłem ją i westchnąłem. Czemu ona musi mieć taki trudny charakter.
  Nachyliłem się nad nią i delikatnie musnąłem jej usta. Cholera, jak ja dawno jej nie całowałem. Odwzajemniła pocałunek i przylgnęła do mnie bliżej.
- Vicki.
- Mmhhh... - Zamruczała cicho.
O mój Boże. Co ty ze mną robisz?
- Mieliśmy iść. - Powiedziałem , przerywając na chwilę pocałunek.
- Mieliśmy. - Westchnęła i odsunęła się ode mnie. Nie ! - Chodź.
"Sam tego chciałeś Tomlinson, nie narzekaj teraz."  Mógłbym się chociaż raz zamknąć.
  Chwyciłem nasze torby i wyszliśmy z pokoju. Oboje włożyliśmy Ray Ban'y i ruszyliśmy ku wyjściu z hotelu. Niall czekał już przy samochodzie.
- Zaraz przyjdę , idę oddać klucze. - Powiedziała dziewczyna . Skinąłem głową i ruszyłem w kierunku samochodu. Otworzyłem bagażnik i wrzuciłem do środka nasze bagaże, po czym podszedłem do Niall'a , który po raz kolejny zapalił papierosa. "Powtórka z rozrywki." Oparłem się o samochód.
- Gdzie Harry i Amelie ?
- Zaraz przyjdą, lepiej żeby wyzywali się nawzajem w cztery oczy. - Zachichotał, ale zaraz spoważniał. - Nie podoba mi się to wszystko ...

sobota, 18 stycznia 2014

Rozdział XVII


Od Autorki : No i mamy 17 rozdział. Mam nadzieję, że to Wam trochę rozjaśni historię ;) W tym rozdziale, nie jest jednak opowiedziane to dokładnie. W kolejnych rozdziałach będą się pojawiać wspomnienia Victorii, które będziecie mogli powiązać z tą historią. ;) Tekst pisany pogrubioną czcionką to wspomnienia. Po raz kolejny jest to krótki rozdział, ale chciałam dodać go jak najszybciej , czekaliście już wystarczająco długo ♥
                             ~Willyoumakemesmile~


Rozdział XVII - "Odrodzona"

- Może jesteś zmęczony ? - Moja intuicja podpowiadała mi, że granie na zwłokę , nic nie wniesie do naszej rozmowy. Czemu dzisiaj , czemu teraz ? Wybrał idealny moment na to, żebym opowiadała mu historię mojego życia. Świetnie.
- Nie.
"Dlaczego ty musisz być taki trudny."
- Co mam Ci powiedzieć ? - Zapytałam, kładąc się na łóżko.
- Wszystko. - Wzruszył ramionami.
- To nie odpowiedź.
-To dlaczego jej unikasz ?
Nie odpowiedziałam. Nie umiałam odpowiedzieć na to pytanie sama sobie. Poprawka . Umiałam, ale bałam się odpowiedzi. Każda moja słabość ujawniała się przy nim, a ja zaczęłam się zastanawiać czy on jest karą za moją przeszłość.

*Lana del Rey - Body Electric*

- Zoey za każdym razem upewniała mnie, że to co robię jest słuszne. - Spojrzał na mnie. - Uważałam, że przemiana jest darem, nie klątwą. Patrząc na siebie w lustrze widziałam coś pięknego. I to doprowadziło do tego wszystkiego. Z każdym kolejnym rokiem, który mijał, po przemianie zapominałam kim byłam. Zamiast własnych poglądów , miałam wpojone zasady ustalone przez Zoey. Moja ciotka była dla mnie ucieleśnieniem dobra, byłam jej wdzięczna za to że przyprowadziła Michaela (od autorki: Michael przemienił Victorię, jakby ktoś nie pamiętał) i na każdym kroku starałam się jej pokazać moją wdzięczność. Nie bez powodu zostałam przemieniona.
 Położył się obok mnie i po raz kolejny obdarzył mnie błękitem tych przepięknych oczu.
- Każda kolejna zabita przeze mnie osoba sprawiała, że moja mroczniejsza strona wychodziła na wierzch. Czułam jak rosnę w siłę, a razem ze mną coś więcej. Coś co później okazało się być moją zgubą. Ale przecież cały czas o to chodziło. - Mój głos na chwilę się załamał. Loui przysunął się jeszcze bliżej i objął mnie jedną ręką w pasie.
- W 1739 roku , uliczki Bayswater* spłynęły krwią. Wampiry dobrze wiedziały, gdzie najłatwiej pozostać niezauważonym. W tej dzielnicy podobnie tak jak teraz było pełno hoteli. Pełno ludzi , którzy nie wiedzieli o tym, że mrok czai się między budynkami. W najciemniejszych zaułkach. W domu ćwiczyliśmy to tyle razy, więc musiało się udać. Moja przemiana , nigdy nie była przypadkowa. Powinnam się poczuć wykorzystana, więc dlaczego reagowałam inaczej ? Było coś o czym mało kto wie. Michael opowiadał nam historię.Każda z nich była niesamowita, choć trudno było w nie uwierzyć, były prawdziwe. Byłam jak dziecko słuchające opowieści matki. Zafascynowana, nieświadoma tego dlaczego w ogóle mi to opowiada. Michael jest starym wampirem, wiedział rzeczy o których większość nie ma pojęcia, wiele razy powtarzał opowieść o "Odrodzonych"... raz w stuleciu rodzi się ludzkie dziecko, którego prawdziwa natura ujawnia się dopiero po przemianie. Nie wiem jak Michael je rozpoznaje, po prostu to robi.
- Kim są Odrodzeni ? - Zapytał mnie.
- Miałeś mi nie przerywać.
- Nic nie mówiłaś. - Wzruszył ramionami.
Westchnęłam głośno.
- Byliśmy na Bayswater , ja ,Daniel ,Zoey i Michael. Chciał mnie sprawdzić , przetestować, dowieść swojej racji. Błądziliśmy pomiędzy tłumami i szukaliśmy ofiar. Ludzie znikali i nikt nie zwracał na to uwagi. Po co się martwić , skoro im na nich nie zależy , prawda ? Nie wiedziałam dokładnie co mam zrobić, Michael nie
mówił nic konkretnego. Minęła północ i nadal nic się nie wydarzyło. Straciłam nadzieję... I wtedy niebo rozbłysło. Fajerwerki, Lou. Ludzie wychodzili na ulice, na hotelowych balkonach stali ludzie. Wszyscy patrzyli w górę. Odwróciłam się i widziałam tylko strach w oczach Zoey i niepokój w Michaela. Spojrzałam w tym samym kierunku. Kałuże krwi, a w nich ludzie. Nie my to zrobiliśmy. To byli inni , starsi, silniejsi i wcale nie mieli ochoty rozmawiać, na temat tego co tu robimy. Zoey ciągnęła mnie za rękę, uciekaliśmy. Czemu ? Przecież podobno kiedy jesteśmy razem, jesteśmy silniejsi. To wampiry, które mają kilkaset lat, wyszkoleni łowcy, więc jakie były szanse, że im uciekniemy ? Żadne. Staliśmy obok siebie, otoczeni. Michael musiał coś zrobić, on przecież zawsze ma plan. Tym razem też miał. Ja nim byłam...

- Victoria , jeśli nic nie zrobisz, zginiemy. Wszyscy. Pomyśl o tym, co zrobią z Zoey, chcesz widzieć jak cierpi ? - Słyszałam coraz to gorsze wizje najbliższej przyszłości. Wiedział, że tak będzie. Musiał wiedzieć, nie wpakował by nas w to ze świadomością, że może nas narazić. To dlaczego wszystko mi mówiło, żeby go posłuchać ? Oni chcą Cię skrzywdzić. Chcą skrzywdzić Twoją rodzinę. Najważniejsze osoby w Twoim życiu.
  Każda cząsteczka nienawiści w moim ciele, została skierowana w stronę przeciwników. Ogarnął mnie niesamowity chłód. Czułam jak moje dłonie robią się coraz zimniejsze. Przymknęłam oczy. Dziwne uczucie, zaczęło rozprzestrzeniać się po moim ciele. Nie było to przyjemne, bolało. Moje dłonie niemiłosiernie piekły, jakbym trzymała w rękach śnieg . Nie mogłam się pozbyć tego uczucia.
 Dźwięk. Pękający lód, jakby tafla zamarzniętej wody pękała pochłaniając wszystko wokół. Odważyłam się otworzyć oczy.

-
Wszystko było zamarznięte. Wszystko w promieniu 1 kilometra pokryte było lodem. W tym ludzie znajdujący się w pobliżu. Nie miałam pojęcia co się stało. Michael wybuchnął śmiechem i zaczął skakać wokół lodowych figur , niszcząc jedną za drugą... to są odrodzeni, Lou. Ja nią jestem.
- Ty ... nigdy nie robiłaś tego przy mnie.
- Bo już nie potrafię .
- Tak po prostu ?
- Nie. Sama tego chciałam. Po całym wydarzeniu , Michael tylko się upewnił. Nigdy nie powiedział mi do czego jestem mu potrzebna, ale dobrze wiedziałam. Nie musiałam pytać, mogłam to zauważyć. Zoey skakała w okół niego jak pies, była ślepo zakochana. Dopiero po kilkunastu latach zaczęłam patrzeć obiektywnie na całą sytuację.  Robiłam strasznie rzeczy, mam mnóstwo wrogów, a mimo to postanowiłam zrezygnować z moich umiejętności. Prawda była taka, że po 3 stuleciach chciałam, żeby ktoś mnie w końcu zabił. Żebym więcej nie musiała czuć poczucia winy i wyrzutów sumienia. Chciałam mieć święty spokój...
- Michael był tyranem. Chciał mieć władzę i ja dzięki mnie mógł ją zdobyć. "Odrodzeni" są to istoty potrafiące władać żywiołami. Ale skoro ja potrafię panować nad wodą i ogniem , to gdzie są pozostałe dwa żywioły ? I w tym momencie pojawiał się Michael, stwierdził, że jeśli chcemy coś osiągnąć, musimy pozbyć się reszty. Wytropienie kogoś takiego zajmowało nieraz kilka lat. A walka przynosiła mi coraz więcej bólu. Nie myśl, że nie było żadnych konsekwencji , po zaburzeniu równowagi natury. Każde starcie się żywiołów sprawiało ogromny ból. A poszukiwania się nie kończyły. Oprócz ludzi z każdego przyszłego stulecia, byli jeszcze Ci z przeszłego. Nikt nie próbował mu uświadomić, że to co robi jest niewłaściwe , nawet ja.
- Co się stało Vicki ? - Mimo, że nie sprecyzował pytania wiedziałam o co mu chodzi.
- Jedna noc ...

  Miałam wrażenie, że jeśli tylko się zatrzymam, nie dobiegnę na miejsce. Byłam wykończona, ale moim głównym celem było dotrzeć do ustalonego punktu kontrolnego. Westchnęłam głośno, mijając kolejny zaułek, ale zaraz uśmiech wpełzł na moją twarz kiedy zobaczyłam, że od mojego celu dzieli mnie zaledwie kilka metrów. Udało się.
 Oparłam się plecami o ścianę, starałam się nie zwracać uwagi na obolałe ciało i kilkanaście ran na moich rękach. Przymknęłam oczy tylko na chwilę.
- Ruszaj się, musimy się zbierać. - Spojrzałam na Michaela. Kolejny szalony bieg ?
- Nie dam rady , jestem wykończona.
Zmarszczył brwi i spojrzał na mnie srogo. Pociągnął mnie za rękę i zaprowadził za kolejny zaułek.
- Masz. - Powiedział, popychając mnie do przodu.
Byliśmy przy wejściu jakiegoś klubu, najwidoczniej zamkniętego, bo nikogo tu nie było ... oprócz małej, skulonej postaci siedzącej w kącie.
- Kto jest ? - Zapytałam.
- Twoja kolacja. Będę czekał na miejscu. - Pobiegł przed siebie.
 Podeszłam bliżej nieznajomego, który już po kilku moich krokach okazał się być kobietą. Twarz miała schowaną między kolanami, słyszałam jak łka. Na sobie miała jakąś porozrywaną koszulę i krótkie spodenki, nie miała butów, torebki , niczego przy niej nie było co mogłoby mi powiedzieć kim jest. Przykucnęłam, łkanie się nasiliło. Nic by mnie nie powstrzymało żeby ją zabić, ale w tej chwili coś mi mówiło, żebym się dowiedziała kim jest i co się stało.
  Dziewczyna podniosła głowę.
- Zabij mnie , nie chce tym być.
Zmrużyłam oczy. " Z chęcią bym Cię zabiła kochana ".
- Czym nie chcesz być ?

- Tobą. Nim. Żadnym z Was.
Zdziwienie malowało się na mojej twarzy. Mój wzrok pokierował się na jej szyję. Była ugryziona. Nie zwyczajnie, Michael próbował ją przemienić.
- Skąd wiesz o nas ?
- Wiemy o Was więcej niż myślisz . Może powinnaś przypomnieć sobie twarz małej dziewczynki, którą zabiłaś w 1867 , albo tamtego chłopaka, na którego chora matka czekała i umarła z nadzieją, że jej dziecko żyje.
- Myślisz, że głupią gadką i wyliczaniem moich ofiar , jakoś mnie poruszysz ? Kim jesteś ?
- Kimś kogo Michael się boi, dlatego nic o mnie nie wiesz, ale my wiemy o wiele więcej niż myślisz. Victoria Julia Blackburn , twoja ciotka powinna Cię chronić, a tymczasem sama wpadła w jego sidła. Zastanawiałaś się kiedyś co się stało z twoją matką ? Była katoliczką, uważasz , że rzeczywiście popełniła samobójstwo ? Pewnie też sama się pobiła i powiesiła, prawda ? Zapytaj tego potwora co się stało . Każdy kogo straciłaś to jego wina, może powinnaś zacząć zauważać, że wszyscy wokół Ciebie giną. Wiesz kto będzie następny, kiedy mu się znudzisz ? Daniel albo Z...
- Zabiłam ją ... tak jak prosiła. Nigdy nie dowiedziałam się kim była. Nie uzyskałam też odpowiedzi na pytania przez nią zadane. To nie było tak, że po prostu zrozumiałam, co robiłam Lou. Znienawidziłam Michaela, tylko dlatego, że ukrywał przede mną prawdę i zostałam wykorzystana. Później sama zapragnęłam mieć władzę. I wtedy poznałam Niall'a. W pewnym sensie poddał mnie terapii. Odwrócił moją uwagę od tego wszystkiego, robiliśmy razem szalone rzeczy na całym świecie i to był pierwszy raz kiedy tak naprawdę byłam szczęśliwa. Ale Foltar'owie nie odpuścili. Szukali mnie, a ja sprytnie ich unikałam gdziekolwiek byłam. Razem z Niall'em mieliśmy plan. Znaleźć w Hiszpanii Sapphire , prosić o pomoc i pozbyć się ich raz na zawsze. Chciałam pozbyć się mocy, aby uwiarygodnić to, że ją straciłam. Przez kilka miesięcy byłam zamknięta, nie dostawałam krwi ... nic, aż w końcu moje oczy przybrały swój naturalny kolor. Wiedziałam, że gdy tylko spróbuje się żywić, znów będą krwistoczerwone. Musiałam przestać zabijać, przerzuciłam się na taki tryb życia jaki prowadził Niall. Krew z torebki nie maskowała koloru do końca, musiałam się nauczyć jak to robić sama. Zapytasz się pewnie, po co to wszystko, przecież to nie ma żadnego związku . Jednak ma. Żeby więcej nie używać mocy, musiałam się osłabić. Wampiry mają czerwone oczy wtedy kiedy piją krew , przez całą metamorfozę jaką przeszłam , czerwony kolor zniknął. Oni nie mogli się dowiedzieć, że zrobiłam to specjalnie, dlatego musiałam się nauczyć to kontrolować. "Dieta" nie wystarczyła, Sapphire naznaczyła moją krwią kilkadziesiąt okręgów wokół swojego domu, wypowiadając przy tym zaklęcia. Nie wiem co dokładnie zrobiła , ale podziałało , nie potrafię już nic zrobić. Później sprawy potoczyły się prosto. Udało mi się przekonać ich , że to wina wiedźm. Uwierzyli. Przynajmniej tak mi się wydawało. Myślę, że Michael wie i prędzej czy później wykorzysta to przeciwko mnie. Teraz idziesz spać. Muszę jeszcze porozmawiać z Niall'em.
- Wracaj szybko.

***
- Nie wiem czy dobrze zrobiłam, Niall.
- Przestań się tym tak zamartwiać. Według mnie dobrze zrobiłaś, przynajmniej nie będziesz musiała się tym później martwić. - Wzruszył ramionami. - Co robimy z Amelie ?
- Jestem ciekawa, po co Sapphire ją tu wysłała.
- W sumie niezła z niej laska...
- Niall ! - Rzuciłam w niego poduszką.
- Ty masz Lou, a ja mam dosyć patrzenia na was. - Pokazał mi język. - Dlaczego rzuciłaś we mnie poduszką ? Przez Ciebie czuję się jak w amerykańskim filmie. - Prychnął pod nosem.
- Czemu wyjechaliśmy ?
Cisza.
- Victoria, co Ci powiedziała Natalie ?!
A miałam mieć już spokój.
__________________________
Bayswater - dzielnica Londynu.

czwartek, 26 grudnia 2013

Rozdział XVI


Od Autorki : Przepraszam , że taki krótki, ale starałam się wyrobić w czasie ;3

Rozdział XVI - " Kim jesteś ? " 

- Niall ! - Chłopak spojrzał na mnie , słysząc wściekły głos mojej dziewczyny. Pokiwałem przecząco głową, na znak , że nie mam pojęcia o co chodzi. Po chwili drzwi z hukiem się otworzyły. Widziałem w jej spojrzeniu, że wcale nie jest zadowolona, jest wściekła. Cokolwiek zrobił Niall, mógł się pożegnać z "życiem" .
- Załatw nam bilety na samolot, byle daleko stąd. - Oboje wpatrywaliśmy się w nią z zaskoczeniem. - Na co czekasz ? Już!
 Nim się obejrzałem , chłopak zniknął za drzwiami.
- Coś się stało ? - Liczyłem na to ,że nie zdenerwuje jej jeszcze bardziej swoim pytaniem.
 Nie odpowiedziała.
Sytuacja z przed kilkunastu dni znów się powtarzała, kiedy Victoria biegała po pokoju pakując nasze rzeczy, a ja po raz kolejny siedziałem i patrzyłem na nią w zastanowieniu. Więc teraz zaczynamy etap "nic Ci nie powiem, dopóki nie upewnię się , że jesteś bezpieczny". To zaczyna robić się nudne.
Wyszedłem z pokoju podążając za Niall'em. Znalazłem go dopiero na zewnątrz stojącego przy srebrnym Audi. Przez chwilę się wahałem czy pociągnąć za klamkę i wyjść na dwór, przy okazji łamiąc zakaz Victorii w tym temacie. O DAJ SPOKÓJ TOMLINSON ! Nigdy nie byłeś taki grzeczny !
 Szarpnąłem za klamkę i podszedłem do przyjaciela. Opierał się o drzwi samochodu. Po jego minie mogłem zauważyć, że on również nie jest zadowolony z nagłego wyjazdu. Przyjąłem taką samą pozę co on i westchnąłem głośno , dając upust mojej frustracji z bycia ignorowanym przez dziewczynę.
 Niall wyciągnął z kieszeni bluzy paczkę fajek, po czym wyciągnął jednego papierosa i przyłożył do ust, przysunął go w moją stronę , ale odsunąłem się dając chłopakowi jasno do zrozumienia, że nie palę. Zerknąłem na niego, wydawał się być nieobecny, ale dobrze wiedziałem, że jeśli coś go dręczyło to wcześniej czy później sam do mnie przyjdzie.
- To nie pasuje do Ciebie. - Mruknąłem w jego stronę zdając sobie sprawę z tego, że to usłyszał.
- Niby co ?
- Papierosy. Wyglądasz jak dzieciak.
Zaśmiał się.
- To akurat nie moja wina - Uśmiechnął się. - Jestem o jakieś 300 lat starszy od Ciebie.
- Ale w USA alkoholu byś nie kupił. Przykro mi. - Rzekłem z udawanym smutkiem, chłopak dalej prowadził to krótkie przedstawienie robiąc minę jak do płaczu.
- Nawet szampana w hotelu ? - jęknął.
- Nawet. - Nie mogliśmy już dłużej wytrzymać, dlatego obydwoje wybuchnęliśmy śmiechem.
- Nie wiesz o co może chodzić Victorii ? - Zapytał mnie, co było dziwne, bo to ja chciałem o to zapytać go, z nadzieją, że udzieli mi odpowiedzi.
Pokręciłem przecząco głową.
- Miała się spotkać z Natalie i ... - Nie zdążyłem dokończyć, gdyż dziewczyna szybkim tempem wyszła z domu i trzasnęła drzwiami. Niall usiadł na miejscu kierowcy, a już po chwili wszyscy znajdowaliśmy się w samochodzie.
 Zdążyłem już zauważyć, że dzielnica na której mieszkaliśmy zmieniała się wraz ze wschodem słońca. W dzień mimo, że nie było już tak ponuro, a w cieniu potrafiło być nawet 30 stopni, to i tak miejsce to przyprawiało o gęsią skórkę. Pustki na ulicach , które przypomniały nieraz sceny z "The Last of Us", niezliczone plamy krwi. Z tej odległości mogłem uznać, że wyglądają jak rozlana farba czy coś podobnego i tak wolałem sobie to wyobrażać. Przypuszczałem, że będzie zupełnie odwrotnie, że to za dnia, będą tu tłumy, jednak było inaczej. Myślałem, że paraliżujący strach i brak poczucia bezpieczeństwa, będą działać na ludzi w taki sposób, że będą barykadować się w swoich domach.
  Zapytałem o to Victorię, kiedy już drugiego dnia zastałem miasto wyglądające jakby było pod kwarantanną. Wzruszyła tylko ramionami.
"Większość ludzi sprzedaje swoją krew. Mało ekskluzywne wampiry". Niedobrze mi się zrobiło na te słowa. Ale dzięki temu przez cały dzień o tym rozmyślałem. Mogłem się przekonać, że to miasto to były głównie fawele i większość ludzi wiedziała na co się godzi mieszkając tu. Coś mnie zakuło w serce myśląc o tym ile osób musiało to robić . Moje refleksje sprawiły, że chciałem się dowiedzieć więcej, ale tamtego dnia Vicki nie miała najwidoczniej ochoty na dłuższą rozmowę, bo wyszła z pokoju zaraz po pierwszym pytaniu jakie padło z mojej strony.
 Skoro robili coś takiego , to czy to bolało ?
Zaraz potem w mojej głowie pojawił się obraz, kiedy Stan , gdy mieliśmy może około 5 lat ugryzł mnie, tylko za to, że miałem lepsze Pokemony od niego. "Ten facet musi nauczyć się przegrywać".
 Ale wampiry mają kły. Ostre kły, więc czy to nie powinno być jak zastrzyk czy coś ?
"Jezu o czym ty myślisz Tomlinson."
Powinienem nauczyć się jak zajmować sobie swój wolny czas, bo jeszcze tego brakowało, abym sam po sobie jeździł.
- Gdzie lecimy ? - Zapytałem bardziej Niall'a niż Victorię. Siedziała cicho, gapiąc się w okno i najwidoczniej nie miała zamiaru się odezwać. Choć pewnie ona też nie wiedziała, w końcu to Niall zamawiał bilety.
- Niedaleko. Jakoś nie specjalnie mam ochotę opuszczać słońce. Co powiecie na Portugalię ?

***

Podróż przeminęła tak jak ostatnio. Po dotarciu na miejsce, wyczułem niepokój Victorii. Nerwowo bawiła się palcami i co chwila zerkała za siebie. Nie wiedziałem po co to robi. Poprawka . Wiedziałem. Ale nie chciałem w to wierzyć. Niall tak jak ostatnio nie zawiózł nas do hotelu w okolicy centrum, a raczej wywiózł nie wiadomo gdzie.
 Zatrzymaliśmy się w przydrożnym barze, ale z góry założyłem że to nie jest ostateczny cel naszej podróży. Victoria wyjrzała za okno i zamiast wyjść, spojrzała pytająco na Niall'a.
- To tylko na chwilę. - Spojrzał na nią błagalnym wzrokiem, najwidoczniej nie tylko ja miałem dosyć tej podróży. - Dopóki nie dotrzemy do Argentyny.
No i właśnie poznałem cel naszej podróży ! Czyli czeka nas wyjazd do Ameryki.
- W porządku.
Wszyscy wyszliśmy z samochodu, przy okazji biorąc z bagażnika nasze torby.
Zaraz po wejściu do budynku, poczułem się jak jeden z uczestników western'owego filmu. Wnętrze było zrobione w kolorach brązu i czerni. Oprócz stojących tam kilkunastu stołów z krzesłami, był tam też wielki bar, za którym stała kobieta w kowbojskim kapeluszu. Za barem oprócz wisiało kilka półek, na których ustawiono różnorodne alkohole, choć wątpiłem czy któregoś z panów znajdujących się tutaj stać było na Grey Goos czy Cristal  *. Na ścianach wisiały obrazy z kowbojami na koniach, trzymających lasso, albo z rewolwerami w ręku. W pomieszczeniu znajdowało się kilkoro mężczyzn. Byli to głównie kierowcy tirów, przejeżdżających tą trasą, którzy zatrzymali się na chwilę "odpoczynku" , jeśli określimy ten odpoczynek jako płacenie za seks paniom do towarzystwa, które dosiadały się co chwila do stołów. "Raczej będziesz jadł obiad w pokoju , Lou."
Na stołkach barowych , siedziało też kilkoro chłopaków, którzy totalnie wpasowali się w klimat tego miejsca. Podobnie jak kobieta za barem mieli kapelusze, przez co zastanawiałem się czy przypadkiem nie są tu kelnerami czy kim podobnym. Na ramionach mieli skórzane kamizelki z frędzlami i do tego podobne spodnie. Najbardziej chyba spodobały mi się ich buty , na których widok powstrzymywałem chichot.
 Victoria chwyciła mnie za rękę i pociągnęła w stronę schodów, nawet nie spostrzegłem kiedy Niall wziął dla nas klucze.
- Muszę pogadać z Niall'em , zaraz przyjdę. - Szepnęła mi do ucha i ucałowała mój policzek. Komuś tu wrócił dobry humor ...
 Pokiwałem głową i wziąłem od niej klucz. Ruszyłem przez korytarz skręcając co chwila w kolejny hol. Trzeba było przyznać , całkiem spory ten motel.
 Byłem właśnie przy swoich drzwiach i kiedy miałem już wejść do środka, coś mnie pociągnęło za ramię. Walnąłem głową i plecami o ścianę, tak że przez chwilę miałem mroczki przed oczami.
"Jeśli to Victoria i jest teraz napalonym wampirem, to coś mi się zdaje, że wisi mi porządny masaż... "
Próbowałem odzyskać ostrość wzroku, a kiedy już to zrobiłem ... to nie była moja Vicki. Podobna, ale nie ona.
Dziewczyna, niższa ode mnie, ale wyższa od mojej dziewczyny.  Blond włosy odstawały jej na wszystkie strony, oczy miała duże i zielone, usta lekko otworzone . Była człowiekiem. Widziałem, że się bała. Mnie ?
 Dopiero teraz ogarnąłem, że trzyma w ręku nóż, ostry metalowy przedmiot, przyciśnięty do mojej szyi. "Zamiast obczajać laskę, możesz byś tak próbował ratować swoje życie."
- Kim jesteś ? I dlaczego nie mogę nic zrobić ?- Odezwała się.
- Zawsze tak zaczynasz rozmowę ?
- Pytałam się o coś. Nie jesteś wampirem ?
Pokręciłem głową. Jej uścisk zelżał.  "Jezu Tomlinson, nie bądź taką ciotą. Jesteś od niej silniejszy."
Jeszcze raz oceniłem sytuację i wykorzystałem wszystko to , co moje życie towarzyskie nauczyło mnie na studiach. No co ? Takich umiejętności uczysz się przy okazji .
Chwyciłem jej łokieć i pociągnąłem najmocniej jak mogłem w bok, dzięki czemu miałem pewność, że zamach na moje życie nie skończy się tragicznie. Moja druga ręka chwyciła jej nadgarstek, wykręciłem go w drugą stronę, tak że dziewczyna stała teraz do mnie tyłem. Nóż który musiał wypaść nieznajomej leżał teraz na ziemi, kopnąłem go dalej, aby nie mogła go dosięgnąć. Po czym puściłem ją i popchnąłem lekko do przodu, odsuwając się przy tym .
Dziewczyna spojrzała na mnie , nie wiedząc co ma zrobić. Nim się obejrzałem leżała na ziemi , przyciśnięta ciałem Victorii. "Co tak długo ?" Moje drugie ja właśnie prychnęło pod nosem.
Niall stał obok i najwidoczniej przyglądał się całej sytuacji z rozbawieniem.
- Twoja babka nie była by z Ciebie dumna , gdyby to zobaczyła. - Victoria rzekła do dziewczyna z dziwną wyższością w głosie. Nieznajoma wywróciła oczami, by po chwili je zamknąć. Emanował od niej dziwny spokój.
Nie na długo , bo gdy tylko z powrotem je otworzyła , Niall zgiął się w pół i upadł na kolana , zaciskając pięści. Popatrzyłem z niepokojem na Vicki, ale ta tylko wzruszyła ramionami. Dziewczyno twój przyjaciel wije się z bólu na podłodze !
- Zapomniałaś Amelio , że na mnie to nie działa. - Vicka zeszła z dziewczyny i pomogła jej wstać.
- Tak się nie traktuje przyjaciół ! - Wysyczał Niall, wciąż leżąc na podłodze.
Amelia - bo tak miała na imię, z tego co powiedziała Victoria - po raz kolejny zamknęła oczy.
Niall położył się na ziemi głęboko oddychając.
- To było wredne. - Wyburczał chłopak. Dziewczyna wzruszyła ramionami.
- Co wy tu robicie ? - Przymrużyła oczy. - Mieliście być w Argentynie.
- To my powinniśmy Cię o to zapytać. I skąd wiesz , że tam jedziemy ?
Amelia zmieszała się trochę i cofnęła krok do tyłu. Victoria złapała jej ramię i pociągnęła w moją stronę. Otworzyła drzwi od naszej sypialni i wepchnęła dziewczynę do środka. Zamknęła za nami drzwi i uważnie przyjrzała się nieznajomej. Dlaczego miałem wrażenie, że mimo sytuacji na korytarzu, w której Victoria nie użyła swojego sarkazmu, te dwie i tak się nie lubią. Usiadłem na krześle , nie chcąc brać w tym udziału. Niall najwidoczniej doszedł do tego samego wniosku co ja, bo usiadł zaraz obok mnie.
- Wyjaśniaj to z Sapphire, mnie w to nie mieszaj. - Odezwała się dziewczyna.
- A ja myślę, że doskonale wiesz, po co tu jesteś . Jeśli usłyszę to od Twojej babki to ...
- Victoria ! - Niall postanowił się wtrącić. - Porozmawiamy o tym jutro.
Wampirzyca obdarzyła Amelie jednym z tych swoich nienawistnych spojrzeń i otworzyła szeroko drzwi , wypuszczając ją i Niall'a, a przy okazji szepcząc mu coś.
Zamknęła za nimi drzwi i jej spojrzenie spoczęło na mnie. Uśmiechnęła się delikatnie.
- Nic Ci się nie stało ? - Zapytała pochylając się nade mną.
Pokręciłem głową.
- Myślę, że poradziłbym sobie z jedną dziewczyną.
Zachichotała.
- Pewnie tak.
- Powiedz mi wszystko. - Zamarła na chwilę. Widziałem , że analizuje sobie wszystko. Choćby nie wiem jaka była jej decyzja... dowiem się tego dzisiaj.
- Sam chciałeś ...
________________________
*Grey Goos - luksusowa, francuska wódka
*Cristal - wino

piątek, 29 listopada 2013

Rozdział XV


Od Autorki : Wracam z nowym rozdziałem , nie wiem czemu , ale lepiej czuję się pisząc z perspektywy Lou ... dziwne ;3 Nie podoba mi się ten rozdział , ale enjoy :3 Oglądałyście 1D Day ? Ja wytrwałam do końca i przespałam przez to tylko 4 godziny , ale było warto :3 Wszyscy się cieszą, że była Polska, a ja się śmieję z tego co Lou narysował Pudzianowskiemu na czole ;3
                                            ~willyoumakemesmile~


Rozdział  XV - "Odwaga jest najpiękniejszym rodzajem szaleństwa"

~Oczami Victorii~

  Po co ja to cholerstwo wzięłam ? Pytanie zdawało się krzyczeć w mojej głowie , czekając na odpowiedź. Nie wiem.
  Siedziałam na łóżku - ciągle byliśmy w domu Sapphire - do mojego boku był przytulony Louis. Spał. I dobrze , powinien. Odkąd wyjechaliśmy z Irlandii nie zmrużył oka, był człowiekiem więc brak snu raczej nie wyszedł by mu na zdrowie. Spojrzałam na niego, wydawał się być spokojny, do czasu aż się nie poruszyłam lub coś. Nie miałam szans wydostać się z jego uścisku.
  Odkąd weszliśmy do tego pokoju, czekałam aż Lou zaśnie na tyle, abym mogła bez obawy , że się obudzi zbadać obiekt , który dostarczał mi tylko nowych zmartwień. Minęła kolejna godzina, a w moich palcach obracał się co chwila sztywny papier. Przyjrzałam się chyba po raz setny białemu smokowi  i miałam wrażenie, że już gdzieś widziałam podobny rysunek.
  Tommo usłyszał już wystarczająco dużo dzisiejszego dnia i skłamałabym mówiąc, że wcale nie widziałam jak przez chwilę na jego twarzy zagościło przerażenie. Sapphire nie powinna była tego mówić przy nim. Stara jędza...
Pomogła mi nieraz, ale mimo to nasze relacje były dosyć skomplikowane. Odkąd czarownica ma wnuczkę, stała się bardziej zaciekła w tym co robi i wiem , że byłaby zdolna zabić nawet mnie , gdybym próbowała zrobić coś Amelie'i lub jej rodzinie. Co prawda wiedźma w jakimś stopniu przejawiała oznaki szaleństwa i wcale bym się nie zdziwiła gdyby naprawdę była obłąkana.
  Czarownice należały do naszego świata, ale były śmiertelne , więc każda choroba może je dopaść. Całą tajemnicę zabierały do grobu. Nikomu nie mówiły o mocach ... właściwie nie musiały. Większość ludzi kręcących się w tej okolicy wie o wszystkim. Wiedźmy mają pakt milczenia, więc wszystko co ludzie wiedzą wypływa od innych istot. Wampiry w tej dzielnicy są ... takie jak ja kiedyś ...
  Odłożyłam "białego smoka" na pobliską szafkę, miałam zamiar się położyć , ale przeszkodził mi w tym głos Lou. "
- Dlaczego nie śpisz ? - Przysunął się do mnie , kładąc rękę na mojej talii.
- Od 300 lat nie śpię.
- Użyłem personifikacji powinnaś mi dziękować i takie tam . - Uśmiechnął się, spojrzał na zegarek i z powrotem położył głowę na poduszce.
- Dziękuję ... że jesteś. - Ucałował mnie.

***
  Z góry mogłam założyć, że Sapphire nie będzie chciała mi pomóc, przynajmniej nie w taki sposób jaki bym chciała. Problem z wiedźmami polegał na tym , że za bardzo przestrzegały zasad. Żadnych czarów na oczach innych i inne głupie zakazy. Zdziwieniem było dla mnie w ogóle to , że nie zganiła mnie za to , że jest ze mną Lou.
  Ulżyło mi gdy czarownica powiedziała mi o tym , że Natalie nic nie jest . Jakaś dobra wiadomość. Miałam drobne wyrzuty sumienia, że przez ostatnie tygodnie o niej zapomniałam. To było okrutne z mojej strony zwłaszcza , że była moją przyjaciółką , a poza tym powinna wiedzieć coś więcej na temat tej chorej sytuacji.    Siedziałam z Lou przy stole , w ciszy. Tylko dlatego , że Sapphire nie spuszczała z nas wzroku i miałam wrażenie, że próbuje nas zabić, a może raczej mnie ? Zdziwiłabym się , gdyby nie próbowała. Chciała mi jasno przekazać, że mam zostawić Tommo w spokoju, bo to co robię jest niewłaściwe. Miała dziwną potrzebę pomagania innym. W moim przypadku postąpiła podobnie, ale po jej minie i dziwnym wzroku , którym traktuje mnie odkąd tu przyszłam , odnoszę wrażenie, że utwierdzam ją w przekonaniu , że ostatnim razem wcale mnie nie zmieniła i dalej czynię to czego czynić NIE powinnam. Nawet nie wiesz w jakim błędzie jesteś Sapphire ...
  Widziałam ,że chłopak czuje się tak samo niekomfortowo co ja. Westchnęłam głośno , opierając się o oparcie krzesła i kierując swój wzrok na czarownicę.
- Możesz przestać ?      
- Nic nie robię.- Wzruszyła ramionami i przeszła do innego pokoju.
"Przynajmniej zrozumiała aluzje"
- W porządku ? - Spojrzałam przed siebie i od razu się uśmiechnęłam.
- Chyba tak. - Przysunęłam się bliżej niego.

 Odkąd tylko zeszliśmy na śniadanie, starałam się uniknąć odpowiadania na jego pytania. Nie wiedziałam jak mam mu powiedzieć, że nie wiem co dalej robić, że jestem w tej chwili bezradna.


Gdzieś w ciemnościach słyszałam wołające mnie głosy , ale wciąż biegłam tak szybko, jak tylko zdołałam. 

  Wkrótce głosy pochłonęła cisza.

Dopiero teraz zauważyłam , że już kiedyś byłam w tym miejscu . Las wyglądał całkiem znajomo. Nie mogłam go z niczym skojarzyć.
 Nie wiedziałam dokąd biegnę , ani po co , ale moja podświadomość kazała mi się nie zatrzymywać. 
Kątem oka zauważyłam ruch gdzieś po mojej prawej stronie. Przystanęłam , tylko po to , żeby za chwilę usłyszeć groźny , niski warkot. Coś za drzewami po raz kolejny się poruszyło, ale było zbyt szybkie , żebym mogła to rozpoznać. Miałam przeczucie, że nie jest to jedno stworzenie.
  W powietrzu można było wyczuć zapach mokrego psa. Był tak intensywny i nieprzyjemny , że musiałam w pewnym momencie zatkać nos. 
  Coś się zbliżało , a ja nagle zapomniałam o tym , że miałam biec. Czekałam aż istota podejdzie bliżej, abym mogła dowiedzieć się kim jest. Popatrzyła mi w oczy. 
  Cisza. 
Natalie patrzyła na mnie, a mi ulżyło widząc przemienioną przyjaciółkę. 
- Jezu , dziewczyno , przestraszyłaś mnie. 
Podeszłam bliżej , delikatnie przejeżdżając ręką po jej sierści. Podniosłam dłoń , czując coś ciepłego i lepkiego , co wcześniej wzięłam za wodę. Moją dłoń pokrywała czerwień , a ja z przerażeniem patrzyłam na wilkołaka. Rozpoznałam zapach czerwonej cieczy , mogłam nawet stwierdzić czyja ona była. Momentalnie w moich oczach zebrały się łzy. 
- Co ty zrobiłaś ?! - Wydarłam się na nią, a do moich uszu doszedł warkot. Mogłam się domyślać, że Natalie nie będzie sama.
 Na jej czarnej sierści nie było tak widać czerwonych śladów, ale teraz kiedy na przeciwko mnie stanęły śnieżnobiałe psy , wyraźnie widziałam krew. 
 Wyczułam nie tylko zapach Louis'a , ale i kilkunastu innych ludzi...
  Nie uwierzę , póki nie zobaczę. Upadłam na kolana, modląc się w duchu , aby on żył. 
Dźwięk niebezpiecznego kłapania szczękami , doszedł za moich pleców. Było ich więcej niż myślałam. Coraz więcej zapachów. Rozpacz zaczęła przeradzać się w pragnienie. Czułam jak moje tęczówki zmieniają kolor, a instynkt szuka ofiary...

Obudziłam się.



  Jak dziwne było moje zachowanie, kiedy podczas powrotu Natalie, zamiast coś powiedzieć spojrzałam na nią smętnie i odeszłam. Koszmary dręczyły mnie coraz częściej , a ja zasypiałam tylko dlatego , żeby poznać kolejne szczegóły. Za każdym razem mam ten sam sen, za wyjątkiem tego , że gdy chcę już się obudzić obejmuje mnie przerażający chłód.
  Próbowałam przypomnieć sobie skąd znam wyśniony las , ale nie potrafiłam. Czułam się w nim całkiem swobodnie i najwidoczniej doskonale znałam drogę , którą biegłam. 
 - Zapytam się ostatni raz i teraz odpowiedz mi szczerze. - Tommo chwycił moje ramiona i obrócił w swoja stronę. - Na pewno wszystko w porządku ? - Widziałam troskę w jego oczach i gdybym go teraz okłamała, zatrząsł by mi się głos,a kłamstwo i tak wyszło by na jaw.
 Pokręciłam głową.
- O co chodzi ? Od kilku dni dziwnie się zachowujesz. Nie rozmawiasz z Natalie i większość czasu spędzasz w pokoju.
Wzruszyłam ramionami.
- Mam po prostu ... złe przeczucia.
Spojrzałam na niego, patrzył się na mnie jakbym miała zamiar powiedzieć coś jeszcze.
- Vicki zacznij rozmawiać ze mną normalnie.
- Przecież rozmawiam. - Po raz kolejny tego dnia wzruszyłam ramionami.
- Nie . Każdą rozmowę kończysz szybko spławiając mnie zwykłym "w porządku".
- W takim razie przestań się o to ciągle pytać ! Oczywiście , że nic nie jest w porządku! Nie wiem co robić ! Każdej nocy widzę coś , czego nie powinnam widzieć, bo nie jest normalne, a moja przyjaciółka może być potencjalnym mordercą! - Swój wywód zakończyłam głośnym szlochem.
 Wziął mnie w swoje ramiona, sadzając na swoich kolanach i przytulając do piersi. Delikatnie głaskał moje ramiona.
- Nie masz wyjścia kotku. Musisz mi wszystko powiedzieć.- Mocniej ścisnęłam w dłoni jego koszulkę.
"Wiem".
- Nie wiem co się dzieję. Sapphire nie ma zamiaru mi nic wyjaśniać. Niedługo będziemy musieli stąd wyjechać, a ja nadal nie mam planu.
- O co chodzi z Natalie ?
Opowiedziałam mu koszmar , który śni mi się każdej nocy. Momentalnie poczułam jak jego mięśnie się napinają, kiedy wspominam czyją krew na futrze miała wilczyca.
- Wiesz , że to tylko sen ? - Zapytał , gdy skończyłam swoją opowieść.
- Sny często mają znaczenie prorocze.
- Ale nie zawsze .
- Nie zawsze. -  Powtórzyłam , pragnąc w to uwierzyć.

***
 - Chcę wiedzieć wszystko .
- Jak zawsze.
Od kilkudziesięciu minut siedziałam naprzeciwko Natalie , wyczekując jakiś wyjaśnień , ale do tej pory żadne konkretne słowo nie wypadło z jej ust. Zrezygnowana opierałam się plecami o krzesło i patrzyłam się w oczy dziewczyny. Mogłam wyczuć , że relacja między nami się pogorszyła , tylko ... dlaczego ? Miałam świadomość, że Natalie się czegoś dowiedziała, dlatego jest do mnie tak nastawiona, chciałabym tylko wiedzieć co ona wie.
- Nat , dobrze wiesz , że musimy pogadać. Jesteśmy przyjaciółkami.
- Byłyśmy. - Burknęła.
- Dlaczego ?
- Dobrze wiesz.
- No właśnie nic nie wiem ! Powiedz mi Natalie ! Daniel musiał wiedzieć, o tym co robisz , dlatego powiedział wszystko Cassie. Chciałam Ci pomóc, a teraz sama mam kłopoty. Tak się kończy moja bezinteresowna pomoc.
- Dlaczego go tu ze sobą zabrałaś ? - To ja miałam zadawać pytania.
- Daniel próbował by się zemścić.
- Masz pewność ?
- Tak !
- Nie masz !
- Natalie ! Daniel nie dopuszcza do siebie myśli , że mogę być z kimś innym. Ma swoje plany co do mnie i dobrze wiem po co wrócił.
- Po co ?
- Nie chcesz odpowiedzieć na moje pytania, to ja nie mam zamiaru odpowiadać tobie.
  Cisza.
- W porządku , powiem Ci ...

niedziela, 3 listopada 2013

Rozdział XIV



Od Autorki : Dziękuję za 12.000 wyświetleń ! ♥ Swoją drogą blog ma już 69 komentarzy , hah ♥ Dziękuję :)

Rozdział 14. - "Nadzieja matką głupich "

 - Wy tak na poważnie ? - Zapytałem ukochaną. Spojrzała na mnie z pytaniem w oczach. - No wiesz ... wiedźmy, czarownice ...
- Jak ostatnio sprawdzałam to byłam wampirem , więc myślę , że czarownice istnieją. - Uśmiechnęła się do mnie i wróciła do wcześniej przerwanej czynności.
  Wciąż byłem pod wrażeniem z jaką gracją poruszała się po pokoju , zbierając nasze rzeczy i wkładając je do walizek. Żeby nie było , zaoferowałem swoją pomoc, ale kazała mi usiąść i nic nie robić, bo tak będzie szybciej. No i na tym moje dobre maniery się skończyły.
  Zaczynałem się powoli przyzwyczajać do tego miejsca i może dlatego informacja , że musimy je opuścić , delikatnie zakuła mnie w serce. Czułem się tu w jakiś sposób bezpiecznie. Poza tym Niall okazał się całkiem równym gościem i znalazłem w nim przyjaciela. Wydawał się w porządku i nie zachowywał się jakoś nadzwyczajnie , dzięki czemu miałem niewielkie poczucie normalności w tej już i tak dziwacznej sytuacji.
  Niestety ciągle dręczyły mnie obrazy zapłakanej matki , zastanawiałem się co teraz robią i zadawałem sobie głupie pytanie : Czy tęsknią ? Było to oczywiste. Miałem wyrzuty sumienia , w końcu gdybym został nie było by tej całej sytuacji. Coraz częściej obwiniałem się o to w co wpakowałem moją dziewczynę - wyszedłem z takiego założenia, że to moja wina. Miałem świadomość, że mimo tego co mi powiedziała, byłem dla niej w jakiś sposób ciężarem. Gdyby mnie tu nie było może byłoby jej łatwiej. Na pewno .
  Nie zdążyłem skończyć moich wewnętrznych przemyśleń , kiedy poczułem znów te miękkie usta na swoich.
- Po twojej minie widzę, że nad czymś intensywnie myślisz. Przestań. Znowu się zasmucasz.
 Pokiwałem głową , sam nie wiem dlaczego , ale dziewczyna uśmiechnęła się na mój gest i wróciła do wcześniej wykonywanej czynności. Po raz kolejny miała rację.
  Zszedłem po schodach , wcześniej uprzedzając Victorię o tym , że idę na dół. Podążyłem średniej długości korytarzem , wyłożonym drewnianymi panelami , wprost do gabinetu Niall'a .
 Blondyn siedział przy biurku i zawzięcie klikał coś na klawiaturze swojego laptopa. Przestał dopiero , kiedy zauważył , że siadam na kanapie w rogu pokoju. Podszedł do mnie i rzucił we mnie białą kopertą , zamkniętą niebieską pieczęcią z jakimś niezrozumiałym dla mnie wzorem. Nie widziałem wcześniej tego symbolu i zastanawiałem się po co on mi w ogóle to dał.
- Co to ?
- Twoje nowe dokumenty. - Kąciki jego ust uniosły się ku górze. - Przez granice , raczej bez paszportu nie przejdziesz. - Powiedział , po czym z powrotem wrócił do komputera, całkowicie ignorując moją obecność.
  Znając pomysły i brak ograniczeń tych wampirów, wcale się nie dziwiłem , że załatwią mi fałszywki. Westchnąłem głośno, w duchu modląc się, bym nagle nie nazywał się jakoś tandetnie. Victoria uprzedzała, że coś takiego może nastąpić, zwłaszcza , jeśli moja rodzicielka zgłosi sprawę na policję.
  Otworzyłem pakunek i wziąłem do ręki paszport. Na okładce widniał herb UK , więc mogłem się tylko domyślać, że póki co jestem jeszcze obywatelem tego kraju. Otworzyłem na stronę , która najbardziej mnie interesowała.

WILLIAM TOMLINSON 

Odetchnąłem z ulgą , widząc że zostałem jedynie pozbawiony jednego imienia, reszta bez zmian. Dowód osobisty również niczym się nie różnił , dlatego wrzuciłem wszystkie dokumenty z powrotem do koperty . Kilka sekund później , drzwi się uchyliły, a do pokoju weszła Victoria.
- Chyba wszystko. - Mruknęła , siadając na moich kolanach i opierając głowę o moją klatkę piersiową. Niall spojrzał na nią, a widząc moje zdezorientowanie , starał się hamować śmiech.
- Założę się, że i tak czegoś zapomniałaś. - Chłopak wydawał się być rozbawiony i widziałem , że specjalnie stara się zdenerwować Vicki. Robi to odkąd tu jesteśmy, a mi pozostaje popierać moją dziewczynę i starać się opanowywać napad śmiechu. Co jak co , ale wampirzycę łatwo było wyprowadzić z równowagi, chociaż była osobą cierpliwą. Sposób w jaki za każdym razem marszczyła nosek i mrużyła oczy , sprawiał , że miałem ochotę wziąć ją w ramiona i już nigdy nie wypuszczać.
  Dziewczyna fuknęła tylko w stronę blondyna , co było dziwną reakcją zwłaszcza, że we wcześniejszych dniach , między nimi dochodziło albo do szaleńczej gonitwy po całym domu , albo do rękoczynów. Niall chyba również zauważył to dziwne zachowanie, więc zaczął pomału wychodzić z pokoju, obserwując każdy ruch dziewczyny. Niestety działał zbyt wolno, bo gdy tylko miał już chwycić za klamkę, pozostawiając nas samych, Vicka zeskoczyła z moich nóg i sięgnęła po stos książek leżących na stoliku obok. Zdążyłem tylko zarejestrować jak jeden z tomów Lindy Grant* trafia w blondyna. Chłopak zaczął mruczeć coś pod nosem i trzasnął drzwiami .
- Nigdy mi się to nie znudzi. - Zaśmiałem się w stronę dziewczyny. Skrzyżowała ręce na piersi i patrzyła na mnie przez dłuższą chwilę. Poczułem się skrępowany, no bo który mężczyzna chciał by oceniała go kobieta, a już zwłaszcza taka jak Victoria. Dziewczyna przygryzła dolną wargę i podeszła do mnie z powrotem zajmując swoją stałą pozycje. Przysunęła swoją twarz do mojej .
- Kocham jak się śmiejesz . - Mruknęła wprost w moje usta , a ja byłem niemal pewien , że przez sekundę widziałem jej kły. I nie wiem dlaczego w tamtej chili wydała mi się jeszcze bardziej seksowna. Jesteś jakimś fetyszystą Tommo ? Zapytałem sam siebie .
- Musimy iść. - Szepnęła po raz kolejny.

***

Powiedzmy , że miałem lekką obawę gdy na lotnisku sprawdzali moje dokumenty , starałem się wyglądać jak najbardziej naturalnie i chyba mi się to udało , bo stewardesa spojrzała tylko na mnie i kazała iść dalej.
Swoją drogą zastanawiałem się jak wygląda paszport Vicki. Z pewnością gdyby miała tam wpisaną datę 1717 , obsługa lotniska trochę by się zdziwiła. Bardziej zastanawiało mnie to czy dziewczyna ma swoje imię i nazwisko. Dlaczego miałem przeczucie, że to nie jest moja ostatnia podróż samolotem ? Z pewnością nie zostaniemy w Hiszpanii długo , przynajmniej do czasu , aż znajdziemy jakieś rozwiązanie.
  Kolejna męcząca podróż za mną i nie miałem co liczyć na ciepłe łóżko przez najbliższe kilka godzin. Od razu po wyjściu z lotniska, czekało na nas czarne BMW , swoją drogą czy wszystkie ich samochody muszą być czarne ? Bynajmniej zmierzaliśmy do hotelu, z tego co mogłem wywnioskować po znakach drogowych i tablicach informacyjnych , to jechaliśmy gdzieś na obrzeża miasta.
 Okolica coraz bardziej przypominała brazylijskie fawele. Większość budynków zbudowana była z czerwonej cegły, niewysokie schodki przed drzwiami frontowymi, na których siedzieli jacyś ludzie. Mimo później pory -właściwie nie miałem pewności która jest godzina, ale patrząc na to , że słońce już dawno zgasło , a mieliśmy środek sierpnia - pewnie późna. Większość ludzi , których mijaliśmy wyglądała podobnie jak to miejsce . Nie żebym był jakimś rasistą czy Bóg wie czym . Przynajmniej Ci , których widziałem kilka minut wcześniej, bo w tej chwili dopiero zorientowałem się, że Niall i nasz kierowca - o którym zapomniałem wspomnieć- wysiedli z samochodu , niestety było zbyt ciemno , bym mógł cokolwiek zobaczyć. Nie wiedziałem czy kierowca , bądź przyjaciel moich wampirów, również był jednym z nich. Nie zwróciłem na to uwagi wcześniej , gdyż sądziłem , że ma on po protu dostarczyć nas na miejsce.
  Spojrzałem na Vicki i dopiero teraz zrozumiałem , że od dłuższej chwili mi się przypatruje.
-Tam nie jest bezpiecznie i nie każdy kogo widzisz to człowiek. - Uśmiechnęła się pocieszająco. - Proszę , trzymaj się blisko mnie.
  Wysiedliśmy z samochodu , dziewczyna naciągnęła mi kaptur na głowę i to samo zrobiła z kapturem swojej bluzy. Natychmiastowo chwyciła moją dłoń i prowadziła w tylko sobie znanym kierunku.
  Znajdowaliśmy się w dosyć szerokiej uliczce , która rozgałęziała się na samym końcu. Po obu stronach stały domy . Dopiero teraz mogłem się przyjrzeć ludziom/istotom . Nie chciałbym znaleźć się w którejś z mniejszych uliczek , pomiędzy domami. Oczami wyobraźni widziałem czerwone ślepia, które się tam czaiły , choć być może to wcale nie była moja wyobraźnia. Widziałem kilku chłopaków i na pewno nie były to wampiry , między innymi dlatego , że widziałem jak paraliżował ich strach , kiedy kilka metrów dalej przyglądało im się kilka wampirzyc. Nie wyglądały jak Victoria , pod tym względem, że moja Vicki , wyglądała jak anioł i nie miała w sobie nic diabolicznego, w przeciwieństwie do potworów, które najprawdopodobniej polowały na biedaków , o których wspomniałem wcześniej. Wampirzyce mogłem porównać do Zoey , podobieństwo było zaskakujące. Czarne ciuchy , oko mocno podkreślone kredką i czerwone usta. Wzdrygnąłem się, gdy jedna z nich spojrzała się na mnie , po chwili znów patrzyłem w ziemię. Moja dziewczyna w ogóle tu nie pasowała , więc skąd znała to miejsce ? Wiedziałem , że nie mówi mi do końca całej prawdy , a obiecała , że to zrobi. Ufałem jej , dlatego cierpliwie czekałem , aż w końcu poukłada sobie wszystko w głowie i dowiem się o co tak naprawdę chodzi.
  Od dłuższej chwili zastanawiałem się , gdzie jest Niall. Patrząc na Victorię, raczej teraz mi nie odpowie, jej zacięty wyraz twarzy , coś na wzór "Nie podchodź, gryzę" sprawiał , że istoty szybko odwracały od nas wzrok. Przez co miejsce pobytu Niall'a  pozostawało do ustalenia jedynie przez moje domysły. Przecież skoro dziewczyna puściła go samego , to raczej nic mu się nie stanie. A nie wspominając już o nieznajomym z samochodu ,więc w zasadzie nie był sam.
 Mijaliśmy kolejne kamienice, aż w końcu zatrzymaliśmy się przed jedną. Nie wyglądała lepiej niż inne. Dom był piętrowy, na samym dole granatowe drzwi , do których prowadziły kamienne schodki. Zaraz obok dwa okna , szczelnie zasłonięte jakimś czarnym materiałem. Piętro od zewnątrz wyglądało o wiele gorzej. W obu oknach nie było szyby , przez co taki sam czarny materiał jak na dole przecinał powietrze. Swoją drogą pogoda diametralnie się pogorszyła, wiatr wiał coraz mocniej , co zwiastowało to , że zaraz lunie. A myślałem, że chociaż trochę oderwę się od angielskiej pogody. Nadzieja matką głupich.
 Dziewczyna pchnęła drzwi , które od razu ustąpiły, wepchnęła mnie do środka i zatrzasnęła za mną drzwi. Dlaczego mnie to nie zdziwiło , że nie widziałem nic co było dalej niż metr ode mnie. Ktoś tu nie zapłacił rachunków za prąd ...
 Vicka po raz kolejny chwyciła moją dłoń , natomiast drugą sięgnęła po coś na szafce. Przynajmniej wydawało mi się ,że jest to szafka. Po chwili delikatne światło rozświetliło mrok.  Nim się spostrzegłem kilka kolejnych świec rozświetliło korytarz. Wow , ten dom jest o wiele większy niż się wydaję. Cisza jaka tu panowała była przerażająca, a mój niepokój wzrastał z myślą, że ktoś w tym domu jest. No bo był , prawda ? Victoria raczej nie weszłaby tu bez powodu. Wciąż oboje milczeliśmy. Ja chyba dlatego, że starałem się zachować spokój i nie zacząć panikować, a mój umysł próbował przetworzyć wszystkie informację i poukładać fragmenty układanki , na temat magicznego świata.
- Nie przestrasz się. - Mruknęła.
  Miałem zapytać co miała namyśli , ale nim zdążyłem to zrobić , brutalnie pociągnęła mnie za sobą przez cały dom, aż dotarliśmy do kuchennych drzwi , prowadzących na podwórze.
  Nie było to zwyczajne podwórko, było to coś na wzór dworku. Plac otoczony takimi samymi kamienicami jak ta , w której się znajdowaliśmy.
  Oboje wyszliśmy na zewnątrz. I teraz dopiero mogę powiedzieć co charakteryzowało ten jakże prześliczny plac. To się nazywa ironia. Na środku paliło się wielkie ognisko, coś na wzór tego , gdy pod koniec roku w liceum , razem ze znajomymi wrzucaliśmy zeszyty do ognia i patrzyliśmy jak w ten sposób rozpoczynamy kolejne szalone wakacje.
 Wokół płomieni stało kilkadziesiąt kobiet w różnym wieku. Zauważyłem nawet dziewczynę, która najprawdopodobniej była młodsza ode mnie. Słyszałem jak mówią coś ,co nawet nie brzmiało jak angielski. Każda z nich wyglądała podobnie jeśli chodzi o stroje. Wszystkie miały czarne szaty coś na wzór habitu, a na szyi długi, metalowy naszyjnik z czerwonym oczkiem na samym końcu. Ręce miały wyciągnięte w górę, niektóre zamknęły oczy , natomiast te które tego nie zrobiły , wyglądały wręcz przerażająco.
  Zajęło mi kilka minut , aby zrozumieć , że znajduję się w samym środku sabatu. Moja wiedza o tego typu "imprezach" ograniczała się do tego , że w trakcie tego wszystkie wiedźmy przywoływały demony i zmarłych , albo rzucały klątwy.
  Nim się obejrzałem , ogień zgasł, a nas znowu ogarnął mrok. Ścisnąłem dłoń Victorii , aby upewnić się , że wciąż jest przy mnie. Zazdrościłem jej umiejętności widzenia w ciemnościach. Uczucie niepokoju szybko mnie ogarnęła zaraz po tym, jak koło nas coś przeszło. Miałem cichą nadzieję, że żadna z tych czarownic nie będzie wyglądać jak któraś z postaci Silent Hill . Jezu tego tylko mi brakowało , aby moja miłosna historia przerodziła się w survival horror. Być może Victoria mówiąc mi , żebym się nie bał nie miała wcale namyśli czarownic , tylko coś gorszego. "Wiedziałeś na co się piszesz Tomlinson."
  Czy dziwne jest to , że moje alter ego zawsze podsuwało mi jakąś ironię ? Sam nie wiedziałem , że w podświadomości mogę być tak sarkastyczny.
  Na całym placu rozbłysły latarnie. O dziwo nikogo na nim nie było , oczywiście oprócz nas. Mój umysł jak zwykle snuł swoje teorie , przez co wydawało mi się, że wiedźmy czają się gdzieś w ciemnym koncie i przyglądają się nam.
  Po raz kolejny to ona prowadziła, przeszliśmy przez dziedziniec zmierzając do kolejnego z domów.  Ten wydawał się być bardziej przyjazny od poprzedniego , między innymi dlatego , że paliły się w nim światła, a cały budynek był w ogólnie lepszym stanie.
  Weszliśmy do środka. Dom był podobny również pod tym względem , że rozmieszczenie pokoi było takie samo jak w poprzednim. Przeszliśmy korytarzem , jak zakładam do salonu - Przynajmniej według mnie miejsce z telewizorem i co najmniej jedną paprocią to salon.
  Na podłodze leżał czerwony dywan z mnóstwem wzorów, przez chwilę naprawdę wyobraziłem sobie jakbym odwiedzał dziadków. Ściany były kremowym kolorze , który naprawdę pasował do dywanu. Moja sarkastyczna strona daje mi się we znaki ... znowu. Co ty się tak przyczepiłeś tego dywanu Tommo ?! Jesteś w domu wiedźmy / czarownicy czy Bóg wie czego , a jedyne co Ci przeszkadza to dywan nie pasujący do ścian ? Jezu , jestem bardziej płytki niż myślałem.
 Przy samym oknie , gdzie znajdował się drewniany stół , na jednym z krzeseł siedziała kobieta. I nie wiem jakim cudem jej wcześniej nie zauważyłem ?
 Była na pewno w podeszłym wieku. Białe włosy do ramion splecione w tej chwili w warkocza. Kobieta miała na sobie taką samą szatę jak uczestniczki sabatu , także mogłem się tylko domyślać, że jest to osoba której szukamy. Wiedźma rozkładała na stole karty tarota, a gdy położyła ostatnią skupiła swój wzrok na nas. Miałem ochotę skulić się pod jej spojrzeniem. Czy starsze panie nie powinny być miłe i częstować Cię ciasteczkami ? Przeszedł mnie lodowaty dreszcz , kiedy popatrzyła na mnie i lekko się uśmiechnęła. Czyżby moja teoria na temat starszych pań się sprawdzała ?
- Przeszkodziliście nam , będę musiała się tłumaczyć Victorio. - Ponownie spojrzała na moją dziewczynę. - Usiądźcie. - Westchnęła.
- Nie miałam czasu , żeby powiadomić Was o naszej wizycie. Poza tym skąd miałam wiedzieć, że dzisiaj urządzicie sobie swoje czary mary.
- Powinnaś liczyć księżyce , nauczyłam Cię tego. Zachowuj się moja panno , skoro chcesz mojej pomocy . - Czarownica o dziwo była naprawdę spokojna, a jej ton przypominał mi Matyldę z "Ani z Zielonego Wzgórza". Uśmiechnąłem się na samą myśl o Victorii , jako o Ani. W sumie charakter ma trochę podobny.
- Nie wysilaj się , żeby mi wszystko opowiedzieć. I tak już wszystko wiem. - Mruknęła kobieta, uśmiechając się przebiegle.
  Victoria przymrużyła oczy , jakby nie wierząc czarownicy.
- Skąd ?
- Myślisz moja droga, że po tym jak postanowiłaś wrócić do domu, zostawiłabym Cię bez nadzoru. Pff , jeszcze zrobiłabyś jakieś głupstwo.
- Natalie ... nie przypadkowo natknęłam się na nią w lesie, prawda ?
- Skorzystałam z okazji , skoro i tak miała wykonać tam zadanie. Uprzedzając Twoje pytanie, po ataku na Cassie nic jej nie jest. Ukryła się w twoim domu. Razem z Harrym powinni niedługo tu przyjechać. Miło Cię w końcu poznać , Louis. Natalie zdała mi całkowitą relację z tego co jest między Wami. Wiecie , że to niebezpieczne ? Ale karty mówią, że tak miało być , jakaś większa siła od mojej tak postanowiła. W każdym razie przyszłaś tu szukać pomocy.
- Dlaczego oni mnie szukają ?
- Nie wiem. Możliwe, że Daniel przekonał Cassie , że to był twój plan. Powiem Ci kochana , że TAM  nie dzieje się najlepiej . Kilku pierwotnych zawiązało niebezpieczne układy, coraz więcej zła się dzieje. My wszystkie tylko czekamy , aż wybuchnie coś poważniejszego.
- Nie mówisz mi wszystkiego, Sapphire. - Victoria pochyliła się nad stołem.
- Nie mogę Ci powiedzieć wszystkiego Vicki . Przynajmniej nie teraz , kiedy nic nie jest pewne, ale większość z nas czuję, że zło się zbliża i to coś o wiele gorszego niż możesz sobie wyobrazić.
  Sapphire odsunęła się od kart i przesunęła je w naszą stronę. Palcem wskazała na kartę z białym smokiem. Znajdował się w jaskini, a jego ogon oplatał pobliski kamień. Zwierzę na głowie miało koronę, a białe kły były niemal niezauważalnie przez jego białe łuski. Z jaskini padało na niego światło , a jego łeb skierowany był ku górze.
- Najgorsze jest to , że jesteście w to zamieszani. - Vicka wstała gwałtownie z krzesła.
- Lou, idziemy !
- Dobrze wiesz Vicki , że jeśli teraz to zrobisz znajdą Cię. - Spojrzałem na nią i widziałem jak próbuję podjąć decyzję. Była wytrącona z równowagi i byłaby w tej chwili skłonna zabić, jej ofiarą prawdopodobnie byłaby wiedźma.
- Co z Niall 'em ? - Zapytała po chwili.
- Dobrze się spisał , niedługo tu będzie.




________________________
*Linda Grant - pisarka urodzona w Liverpool'u .

poniedziałek, 30 września 2013

Rozdział XIII



Od Autorki: Liczę, że Wam się spodoba . Cierpię na brak weny w dalszym ciągu, ale staram się pisać to tak ,żeby wam się podobało :)

Rozdział XIII - "Kiedy wracasz do miejsca, które ostatni raz widziałeś jako dziecko"

~Oczami Victorii~


  Trzasnęłam drzwiami czarnego porsche , jednocześnie upewniając się, że jest zamknięte , po czym chwyciłam rękę mojego ... hmmm ... chłopaka ? Jeśli tak można określić relacje między nami, byłam święcie przekonana, że będąc ze mną zrujnuje sobie życie , mimo że usilnie starałam się mu to uświadomić on dalej nie zdawał sobie z tego sprawy. Nie że chciałam się go pozbyć, bo towarzystwo Lou to najlepsza rzecz jaką mogłam sobie wymarzyć, ale nie chciałam mieć kolejnej osoby na sumieniu , było już ich wystarczająco dużo.Widziałam ,że był zmęczony kilku godzinną podróżą, dlatego chciałam jak najszybciej dojść do domu przyjaciela i położyć Louis 'a w łóżku.
  Znaleźliśmy się w środkowej Irlandii w hrabstwie Westmeath, a ja modliłam się , żeby mój irlandzki przyjaciel był w domu , bo w tej chwili był moim jedynym ratunkiem.
  Stanęliśmy przed drzwiami , dosyć sporej Villi , w tej okolicy to nie dziwne, a dodatkowo wspomagał to fakt, że ten dom znajdował się w głębi lasu , także tylko niektórzy o niej wiedzieli . Delikatnie zapukałam.
  Minęło kilka minut, za nim w drzwiach pojawił się roześmiany Irlandczyk.
- Victoria ? - Przymrużył oczy , jakby nie mógł się we mnie dopatrzeć swojej przyjaciółki. Pokiwałam głową, starając się  zignorować jego -według mnie - głupie pytanie. - Wejdźcie. - Otworzył przed nami drzwi.
  Od razu po wejściu poczułam lekką woń alkoholu , więc mogłam się tylko domyślać, że przez kilka dni Niall imprezował. Ignorując jego obecność , pognałam po schodach do najbliższej sypialni , zastanawiając się czy nie znajdę na łóżku martwej prostytutki czy czegoś podobnego, ale takie coś nie pasowałoby do tego spokojnego farbowanego blondyna. Dopiero upewniając się, że możemy zostać w tym pokoju, puściłam rękę Lou, który i tak mało kontaktował. Ten dzień był dla nas obojga ciężki. Popchnęłam go delikatnie na łóżko.
- Jak bardzo będę zła , jeśli poproszę Cię, żebyś tu został , najlepiej zasnął , a ja obiecuję, że zaraz wrócę.
- Tym razem Ci odpuszczę. - Westchnął głośno. Jak najdelikatniej musnęłam jego usta , czując przy tym jak się uśmiecha.
  Zatrzasnęłam za sobą drzwi , zbiegłam po schodach, aby już po chwili znaleźć się obok przyjaciela.
Niall 'a poznałam chyba w najgorszym momencie życia, kiedy stałam się zbędna dla mojej pseudo rodzinki. Pomógł mi i od tamtej pory jest moim prywatnym aniołem stróżem.
- Potrzebuję pomocy. - Mruknęłam w jego stronę, siadając obok niego na skórzanej kanapie.
- Tego się domyśliłem. - Zachichotał , a ja mimowolnie się uśmiechnęłam. - W co się znowu wpakowałaś ? - Westchnął głośno , rozkładając się na sofie.
- Chciałam pomóc przyjaciółce , ale idioci z Londynu się mszczą i teraz mam dosyć spory problem. To tak w skrócie. - Spojrzał na mnie.
- A ten spory problem to ... ?
- Cassie Riley.
- O kurwa. - Patrzyłam jak Niall , próbuje oswoić się z nowymi informacjami i dopiero po dłuższym czasie odważyłam się odezwać.
- Sam widzisz ,potrzebuję zostać tu kilka dni, aż czegoś nie wymyślę. Musimy się gdzieś ukryć.
- My ? Tak w ogóle kim jest ten chłopak ?
Opuściłam głowę, ten temat był dla mnie krępujący , a ja nie potrafiłam gadać o swoich uczuciach, zwłaszcza z Niall 'em.
- Dobra nie mów. - Wzruszył ramionami. - Lubisz go ? Ale tak wiesz "lubisz, lubisz". - Zachichotał.
- Niall , nie będę z Tobą o tym rozmawiać.
- Hey ! Potrafię być całkiem dobrą "przyjaciółką" . - Znów śmiech. - Zostańcie ile chcecie i tak już brakowało mi tej adrenaliny w czasie przygód z tobą. - Tym razem to ja się zaśmiałam.
- Dobranoc. - Mruknęłam i równie szybko , jak zeszłam , tak równie szybko znalazłam się z powrotem w sypialni.
  Tak jak się spodziewałam szatyn już dawno spał. Wsunęłam się pod jego ramię i przytuliłam do umięśnionego torsu.

***

Spałabym zapewne jeszcze kilka godzin , gdyby nie fakt, że moja dłoń napotkała pustą przestrzeń obok siebie. Szybko otworzyłam oczy . Tak jak myślałam chłopaka nie było obok mnie. Pierwsza fala paniki przybyła , a zniknęła dopiero wtedy , kiedy usłyszałam dochodzące z dołu śmiechy. Odetchnęłam z ulgą słysząc głos mojego chłopaka. Wyciągnęłam z walizki komplet ubrań. Dobrze pamiętałam , że nie brałam walizek z samochodu , więc zakładam , że przyniósł je któryś z chłopców.
  Założyłam na siebie , krótkie , czerwone spodenki , biorąc pod uwagę to , że Irlandia przywitała nas
niesamowitą pogodą. Do tego narzuciłam na siebie koronkową bluzkę, a pod spód krótki top.  Zaczesałam włosy do tyłu i spięłam je czerwoną kokardą, która wesoło podskakiwała z każdym moim krokiem. Przynajmniej jakaś optymistyczna rzecz.
  Zbiegłam swoim tempem po schodach . Byłam zaskoczona widokiem jaki zastałam w kuchni. Do przewidzenia było to , że Niall i Lou się zaprzyjaźnią, biorąc pod uwagę fakt , że wampir był naprawdę sympatyczną osobą, ale nie myślałam , że nastąpi to tak szybko.
  Oboje siedzieli przy stole , śmiejąc się i najwidoczniej popijając kawę. Usiadłam obok Tommo i delikatnie ucałowałam jego policzek , chłopak lekko się zaczerwienił , a ja uśmiechnęłam się pod nosem.
- Niedługo muszę wyjść. - Mruknął Niall , zerkając na zegarek , który miał na nadgarstku.
- Dokąd ? - Zapytałam , unosząc brew w górę.
- Do miasta. - Nie specjalnie zdziwiła mnie ta odpowiedź. Niall często jeździł do Mullingar. U tego wampira wrażliwa strona górowała, dlatego często odwiedzał grób rodziców , co chyba zamiast tradycją stało się obsesją. Przestałam się tym przejmować, kiedy zrozumiałam , że i tak nic na to nie poradzę.
  Poza tym Niall był na tyle sprytny , że załatwił sobie dyplom z medycyny i teraz pod pretekstem prywatnej kliniki zdrowia załatwia sobie krew.
  Zaraz po tym jak pokiwałam ze zrozumieniem głową , wampir wstał od stołu i ostatnim co słyszałam było trzaśnięcie drzwiami.
- Co o nim myślisz ? - Zapytałam Louis 'a , zaraz po tym jak upewniłam się, że Niall 'a nie ma w pobliżu.
- Wydaję się być całkiem w porządku. - Wzruszył ramionami. Słyszałam smutek w jego głosie. Chwyciłam jego dłoń i splotłam nasze palce. Usilnie unikał mojego wzroku, przez co musiałam złapać jego brodę , jednocześnie zmuszając go by na mnie spojrzał.
- Powiesz mi o co chodzi , skarbie ?
- Nic ważnego. Ja po prostu ... - nie dokończył.
- Wiesz, że jeśli tylko będziesz chciał wrócić, poproszę Niall 'a , żeby odstawił Cię do domu. - Rzekłam szybko, modląc się w duchu , żeby nie o to chodziło. Z jednej strony uważałam ,że bezpieczeństwo chłopaka jest najważniejsze, ale z drugiej naprawdę nie chciałam , żeby odchodził. Zdążyłam się przywiązać i rozważałabym czy to przypadkiem JA nie rozpaczałabym bardziej , gdyby go zabrakło.
- Nie chcę wracać! - Podniósł się. "No świetnie Vicki , zdążyłaś go nienaumyślnie zdenerwować". Lou wstał od stołu i ruszył głównym korytarzem w tylko sobie znanym kierunku. Natychmiast zrobiłam to samo , nie odszedł daleko, bo przeniósł się tylko do salonu. Usiadłam na przeciwko niego , czekając na jakąkolwiek reakcję. To był pierwszy, a właściwie drugi raz kiedy tak się zachował. Nie miałam mu tego za złe , ani teraz, ani przedtem.
- Odpowiedz mi. Naprawdę mogłabyś mnie zostawić ? - Spytał, po dość długiej chwili milczenia.
- Co ?
- Wtedy w Doncaster... gdy powiedziałaś mi , że musisz wyjechać, gdy musiałem Cię przekonywać ...
- Lou to nie tak ...
- A jak Vicki ? Jeśli chcesz żebym wrócił , to mi to powiedz. Po prostu nie musiałaś najpierw mnie w sobie rozkochiwać... najzwyczajniej w świecie Ci się znudziłem .
- Ale ja nie chcę żebyś wracał ! - Warknęłam. Patrzył się na mnie swoimi niebieskimi oczami i byłam pewna tego , że liczy , że jeszcze coś powiem. - Nie chcę , żebyś wracał , żebyś ... mnie zostawił... - uspokoiłam się i objęłam swoimi ramionami. , siadając z powrotem na sofie. - Nie chcę, ale jeśli mam ryzykować twoje życie, ze względu na moje potrzeby , to ... lepiej będzie...
- Nie nie będzie! Zamknij się i mnie posłuchaj ! - Usiadł obok mnie i chwycił moje dłonie. - Vicki , pozwól mi , że sam zadecyduję co dla mnie najlepsze. - Ucałował delikatnie kącik moich ust. - A teraz odpowiedz. Potrafiłabyś mnie zostawić ? - Założył kosmyk moich blond włosów za ucho.
  Wzięłam głębszy oddech.
- Wtedy w Doncaster , gdy próbowałam Cię przekonać ... modliłam się , żebyś mnie nie posłuchał.
  Widziałam jak łobuzersko się uśmiecha. Nachylił się nade mną i po raz kolejny złączył nasze usta. To nie był pocałunek taki jakim obdarzaliśmy się w ostatnich dniach. Tommo mocno przyciągnął mnie do siebie, cały czas pieszcząc moje usta, przeniosłam swoje ręce na jego kark . Łaskotał mnie zarostem , przez co próbowałam się nie śmiać, ale marnie mi to wychodziło, bo co chwila uśmiechałam się przez pocałunek.
Przeniósł swoje usta na moją szyję, a ja niekontrolowanie jęknęłam , czułam jak się uśmiecha, dlatego mocniej przyciągnęłam go do mojego ciała. Włożyłam moje zimne ręce pod jego koszulkę, przez co chłopaka przeszedł dreszcz. Zrzuciłam z niego biały t-shirt i rzuciłam w kąt pokoju. Błądziłam rękami po jego klatce piersiowej co kilka chwil skupiając się na ustach Lou. Chłopak sięgnął po skrawek mojego topu i ściągnął go , odrzucając na bok. Widząc , że pocałunek przeradza się w coś bardziej namiętnego  , chłopak zaprzestał. Spojrzałam na niego pytająco , starając się unormować oddech.
- Jeszcze nie. To za wcześnie. - Odetchnął głęboko, czekając na moją reakcję.
 Pokiwałam głową, na znak , że ma rację. Uśmiechnęłam się delikatnie i ostatni raz musnęłam jego usta. Miał rację, a ja nie chciałam naciskać. To wszystko działo się za szybko i oboje byliśmy zdania, że powinniśmy trochę zwolnić.
  Chwyciłam swoją koszulkę, która leżała na szklanym stoliku.
- Mało Ci wrażeń ? - Zachichotałam , wychodząc z salonu i ubierając się. Przed tym słysząc śmiech chłopaka.

***
Zeskoczył z dosyć wysokiego pagórka , łapiąc mnie w pasie i jednocześnie pomagając zejść, mimo tego , że gdybym zeskoczyła nie stała by mi się żadna krzywda.
  Siedzieliśmy tu już dwa tygodnie i monotonia dnia zaczynała nam doskwierać, wybieraliśmy się na popołudniowe spacery , wcześniej upewniając się, że w pobliżu nie ma żadnego z Foltar'ów. Niall starał się obmyślić plan , właściwie to oboje próbowaliśmy wymyślić coś, dzięki czemu będziemy bezpieczni. Miałam dosyć uciekania, a kryjówka mojego wampirzego przyjaciela też nie była najbezpieczniejszym miejscem. Kwestią czasu było to , że w końcu nas znajdą. Miałam świadomość, że Daniel wpadnie na pomysł , że mogłam znaleźć sojusznika, jakim był Niall. Wystarczyło, że go znajdzie. Nurtowały mnie pytania, typu dlaczego Daniel chce się zemścić, dlaczego cała popieprzona rodzinka chce się zemścić ? Pozwolili mi odejść, bo stałam się bezużyteczna, więc dlaczego teraz ubzdurali sobie, że jest inaczej ?
  Splotłam swoje palce , z palcami mojego chłopaka , powoli ruszając w stronę domu .  Szliśmy w ciszy, nie była ona niezręczna, wręcz przeciwnie. Jeszcze zanim wymyśliliśmy wspólne spacery, czas spędzaliśmy na kanapie w salonie i chyba już w tamtym tygodniu skończyły nam się tematy.
  Pomysł z wieczornym wędrowaniem między drzewami był Louis'a, z początku byłam przeciwna, ale do naszej dyskusji na ten temat wtrącił się Niall i dzięki temu byłam na straconej pozycji , przez co musiałam się zgodzić.
  Tommo przepuścił mnie w drzwiach , jak na gentlemana przystało, a następnie zamknął za nami drzwi na cztery spusty. Nie miałam serca powiedzieć mu , że to nie ochroni nas , przed atakiem wampirów, ale jeśli dzięki temu miał jakieś tam poczucie bezpieczeństwa, to nie będę niszczyć jego wyobrażeń.
   Weszłam do gabinetu blondyna , ściągając przy okazji buty w przedpokoju. Niall stał nad swoim biurkiem, przy otwartym laptopie , co kilka chwil klikając coś na klawiaturze.
- Jakiś nowy pomysł ? - Zapytałam z nadzieją chłopaka, licząc na to , że otrzymam jakąś inną wiadomość, niż "Nic nowego".
- Zarezerwowałem trzy bilety do Barcelony , zacznijcie się pakować. - Rzekł z uśmiechem.
- Ale po co ?
- My nie potrafimy nic wymyślić, ale wiem kto będzie wiedział. - Niall uśmiechnął się tajemniczo.
- Nie rozumiem. - Powiedział mój chłopak, który dołączył do nas w czasie tej krótkiej rozmowy.
- Niall , chce zaangażować w to czarownice...



piątek, 13 września 2013

Rozdział XII


Od Autorki :
Witajcie ! Kolejny rozdział , starałam się go napisać jak najszybciej . Ten tydzień był bardzo stresujący, w każdym razie w piątek /30 sierpnia/ wróciłam do domu i starałam się odespać męczącą podróż , dodatkowo na lotnisku pojawiły się problemy , dzięki moim rodzicom , którzy zapomnieli napisać listu, w którym wyrażają zgodę na moją podróż z moim nieprawnym opiekunem , ale w końcu wróciłam ! :D
 Byliście na premierze TIU ? Ja byłam i moja mama też , hah ! Powiedziała, że chce zobaczyć czym jestem tak zafascynowana ;D
  Nie podoba mi się ten rozdział , pisałam go strasznie długo , brak weny daje się we znaki :C

Rozdział XII -  Nie próbuj mnie zrozumieć , po prostu mnie kochaj...

~Oczami Lou~

  Miała zamknięte oczy , a jej drobne ciało wtulało się we mnie, mimo to wiedziałem , że nie spała. Co chwila delikatnie ściskała moją koszulkę , jakby chciała się upewnić, że wciąż tu jestem. Jeśli ktoś pomyślał , że to wszystko skończyło się dobrze, to się mylił. Przed nami była chyba najtrudniejsza część . Obiecała , że wszystko mi wyjaśni , ale najpierw ona sama musi to wszystko sobie poukładać. Jej obietnica nie do końca mnie usatysfakcjonowała, ale lepsze to niż nic . Kazała mi odpocząć , więc dlaczego tego nie robię ? Jestem zbyt zafascynowany widokiem , który jest przede mną. To wszystko wydaję mi się dziwne , historię , które opowiadała dziewczyna nie należą do najprzyjemniejszych , a między nami jest ... coś - tylko oboje nie
potrafimy powiedzieć co to jest. To zdecydowanie za szybko , ale oddalając się od niej chociażby na metr , mam wrażenie jakbym ją tracił. Nieprzyjemne uczucie pustki , które pogłębia się za każdym razem , gdy nie ma jej przy mnie .
  Westchnąłem i przyciągnąłem ją jeszcze bliżej , zatapiając nos w jej włosach. Powoli czułem jak odpływam...

Przeraźliwy krzyk.
Otworzyłem szerzej oczy. Spojrzałem na Victorię. Siedziała na łóżku , niespokojnie spoglądając na drzwi. Ktoś ponownie krzyknął , byłem przynajmniej pewien , że to nie jest sen. Dziewczyna popatrzyła na mnie , nie byłem do końca pewien czy dopiero teraz zauważyła, że nie śpię . Podniosła się.
- Zostań tu . - Mruknęła.
- Vicki ... - Zatrzymała się w pół kroku i po raz kolejny obdarzyła mnie tym niesamowitym spojrzeniem.- Miałaś tego ...
  Pokiwała głową , jednocześnie przerywając mi .
- Dobra , chodź.
  Niczym małe dziecko zeskoczyłem z łóżka i podążyłem za nią. Zaczynałem się już powoli przyzwyczajać do spania w ubraniach . Mimo , że wcale nie musiałem tego robić . Od kilku dni nie zwracałem nawet uwagi na to w co się ubieram .
  Vicki nie śpieszyła się specjalnie schodząc po schodach, co było dla mnie dziwne, bo okropne jęki ciągle się nasilały. Twarz dziewczyny przeszła z niepokoju do obojętności, nie miałem pojęcia czy to dobry znak , równie dobrze jej zamiarem mogło być uspokojenie mnie.  Mój wzrok powędrował w tym samym kierunku co jej.
   Podwójne drzwi były otwarte na oścież , a na klamkach były wyraźne czerwone ślady, nie to było najbardziej zaskakujące . Na samym środku , w przejściu leżała postać. Chłopak , młodszy ode mnie , burza loków na głowie i wyraźne , błyszczące zielone oczy - między innymi dzięki nim nie rozpoznałem w nim człowieka. Jedyna cecha dzięki której można odróżnić ich od człowieka.
  Dzieciak leżał na podłodze w kałuży ciemnej cieczy. W ciągu kilku dni widok krwi przestał mnie obrzydzać. Miałem ochotę podejść i mu pomóc , odruchowo zszedłem z ostatniego schodka i powoli postawiłem krok do przodu.
- Stój. - Mruknęła Victoria, widząc brak reakcji z jej strony na widok chłopaka , byłem zdezorientowany, mimo to posłuchałem i wróciłem z powrotem na swoje miejsce. - Nic mu nie będzie. - Wzruszyła ramionami, za kilka godzin będzie w porządku. Na razie nie podchodź.
- Chcesz go tu zostawić ? - Wyobraziłem sobie swoją matkę i jej minę , gdyby zobaczyła to co ja.
- Nie. Sam pójdzie. - Zmarszczyłem nos i spojrzałem na nią. Nie zdążyłem zapytać o co jej chodzi .
 Chłopak na podłodze podniósł się , właściwie nie do końca , bo klęczał , a jego głowa nadal opuszczona była w dół. Kręgi kręgosłupa widocznie się odznaczały, a w ciągu kilku następnych sekund dzieciak rósł w oczach , jego ręce pokryły się futrem, a twarz zmieniła w psi pysk. Zastanawiałem się kiedy te rzeczy przestały mnie dziwić. Pies podniósł się i powoli poczłapał w stronę salonu , przy okazji obdarzając nas szybkim spojrzeniem.
- Nie mów , że jesteś zdziwiony . - Zachichotała blondynka.
- Śmieszy Cię to ? - Przymrużyłem oczy.
- Może trochę. - Uśmiechnęła się i cmoknęła mnie w czubek nosa, a ja w jednej chwili zapomniałem o wydarzeniach z przed kilku chwil, póki dziewczyna nie zeszła ze schodów i nie ruszyła w kierunku w którym poszła bestia. Musiałem podbiec, żeby dorównać jej kroku. Wyszliśmy z domu . Chłopak-pies leżał pod drzewem z huśtawką. Nie mógł znaleźć sobie lepszego miejsca . Vicki uklękła na jednym kolanie przed zielonookim .
- Harry. - Mruknęła , gładząc jego łeb. - Mógłbyś ... to przyśpieszyć. - Westchnęła głośno.
 Zwierzę powoli się podniosło , na futrze miało ślady zaschniętej krwi , ale żadnej rano nie było . Gdyby nie to ,że chłopak -  Harry jak się okazało - nie skierował swoich zielonych oczu na mnie, miałbym wątpliwości czy to na pewno ta sama osoba.
   Potwór stanął na tylnich łapach , był ode mnie o wiele wyższy , żeby na niego spojrzeć musiałem podnieść głowę . Bestia warknęła i ruszyła w stronę domu . Nie miałem pojęcia jak zwierzak chce przejść przez drzwi, w których najprawdopodobniej by utknął , ale po chwili problem sam się rozwiązał. Harry wracał do swojej dawnej postaci jednocześnie podążając do drzwi.
  Pokręciłem z nie dowierzaniem głową, a otrząsnąłem się dopiero wtedy kiedy dziewczyna złapała mnie za rękę .
- W porządku ? - Zapytała , gdy spojrzałem jej w oczy. Pokiwałem głową , bo tylko tyle bylem w stanie zrobić. Pociągnęła mnie za sobą do środka .
  Chłopak siedział na kanapie , a biorąc pod uwagę, że jego ubrania były całe w błocie , miałem pewność , że pedantyczna część Victorii właśnie się włączyła i moja ukochana wychodzi z siebie. Uśmiechnąłem się sam do siebie.
- Powiesz wreszcie co się stało ? - Blond włosa , została obdarzona przez Harry'ego nienawistnym spojrzeniem.
- Myślę, że dobrze wiesz.
- Co ?
- To ty nas tam wysłałaś , więc to wszystko Twoja wina!- Wysyczał , a ja mogłem tylko przyglądać się, jak ta dwójka zabija się spojrzeniami.
- Słuchaj dzieciaku ... - Moje oczy nie zarejestrowały nawet kiedy dziewczyna złapała Harry'ego za szyje i przykuła rękami do ściany. - ... zrobiłam tylko to co mi kazała Natalie , a teraz bądź tak uprzejmy i powiedz mi co się stało.
  Stałem tam i bałem się cokolwiek zrobić, nie powiem , że mroczna strona Vicki nie była pociągająca , bo którego faceta nie kręciłaby ostra laska, ale gdy widzisz tą słodką istotę w takim stanie , zastanawiasz się jak można być tak bipolarnym. W jasnych oczach, pojawia się dziwny błysk, a cała empatia względem świata znika.
  Położyłem jej rękę na ramieniu, a ta na chwilę zamarła. Odsunęła się trochę i oparła o moją klatkę piersiową.
- Słucham . - Ponagliła go dziewczyna.
 Na jego szyi widniały dosyć mocno zarysowane ślady palców, które zauważyłem dopiero gdy chłopak przestał pocierać kark.
- Nie wierzę , że Natalie Ci o tym powiedziała.
- Najwyraźniej mało ją znasz . - Mruknęła dziewczyna.
- Poszliśmy do miejsca , które nam wskazałaś , ale nikogo tam nie było. Nat ostro się wściekła ... przemieniła się. I wtedy zaatakowali nas oni.
- Kto ?
- Twoja popieprzona rodzinka i ludzie od Cassie.  -Victoria po raz kolejny tego dnia zamarła na kilka chwil, zresztą nie tylko ona . Na wspomnienie o Danielu i Zoey przeszedł mnie dreszcz.
- Gdzie Natalie ? - Zapytała w końcu.
- Nie wiem . - Spuścił głowę. - Nie mieliśmy szans , każdy uciekał w swoją stronę. - Chłopak przerwał, widząc nieprzytomny wzrok Vicki. - Oni nie czekali na nas , prawda ?
 Pokręciła głową.
- Ale dlaczego ?
- Nie wiem. - Odpowiedziała szybko i pociągnęła mnie za sobą na górę.
 Nie miałem pojęcia o co jej chodzi. Pomijając już fakt, że w salonie zostawiliśmy rannego wilkołaka i to wcale nie napawało mnie niepokojem. Czujecie ten sarkazm ?
  Weszliśmy z powrotem do białej sypialni - jak w rzeźni. Spędzałem w tym pokoju większość swojego czasu i zaczynałem go traktować jak własny.
- Po co tu przyszliśmy ? - Zapytałem dziewczynę, zaraz po tym jak usiadłem na łóżku i przyglądałem się jak nerwowo bawi się swoimi palcami.
- Muszę wyjechać.
- Fajnie. Kiedy jedziemy ?
- Nie , nie , NIE. Ja jadę ty zostajesz. - Otworzyłem szerzej oczy, miałem nadzieję , że to jakieś omamy słuchowe, ale ona naprawdę to powiedziała.
- Co ? - Zapytałem , wiercąc się na swoim miejscu.
- Lou ... to naprawdę zaszło za daleko. Nie jesteś przy mnie bezpieczny .
- Odkąd Cię pierwszy raz zobaczyłem nie byłem bezpieczny.
- Ale teraz to jest coś o wiele gorszego, to już nie jest Zoey czy Daniel . Teraz mam naprawdę poważne kłopoty.
- Vicki , proszę... - Oparłem czoło o jej, a moje oczy się zaszkliły , mimo to nie płakałem. Nie przy niej.
- Lou ... - Jęknęła. - Potrafiłabyś mnie zostawić ? Teraz , kiedy wreszcie wszystko sobie wyjaśniliśmy . Nie rób mi tego.   Westchnęła głośno. Odważyłem się spojrzeć jej w oczy. Unikała mojego wzroku, ale
wiedziałem ,że rozważa to co przed chwilą powiedziałem. Przymrużyła oczy, przytuliła się do mnie , po czym wypowiedziała te magiczne słowa.
- Co powiesz swojej mamie ? No wiesz ... kiedy wyjedziemy z miasta.
  Wzruszyłem ramionami.
- Coś wymyślę. - Delikatnie ucałowałem jej usta.
- Nie rozumiem Cię. - Szepnęła.
- Nie próbuj ...

***
*Włącz*

Patrzyłem jak zostawiamy za sobą coraz to więcej ulic rodzinnego Doncaster. Czy żałowałem ? Może trochę, ale i tak się do tego nie przyznam. Właśnie poświęciłem dla kobiety pół mojego dzieciństwa, ale sam się o to prosiłem. Pozostało mi czekać na dalszy rozwój wydarzeń.
  Starałem się wymazać z głowy obraz płaczącej matki. Nie spodziewała się takiego obrotu spraw. Jeśli wcześniej uwielbiała Victorię, to teraz ją znienawidziła. Stwierdziła, że to za szybko, żebym to przemyślał. A gdy skończyły mi się argumenty , powiedziałem prawdę , a przynajmniej jej część, powiedziałem o tym , że mam kłopoty i muszę wyjechać. Rozpłakała się jeszcze bardziej. Ściskało mnie w żołądku ,kiedy wyobraziłem sobie jak mama mówi o moim wyjeździe dziewczynkom.
- Kochanie przestań . - Zamruczała blondynka, łapiąc moją dłoń i splatając ją ze swoją.
 Spojrzałem się na nią w taki sposób , aby zrozumiała, że nie wiem o co jej chodzi.
- Przestań się tak krzywić, przez Ciebie mam ochotę zawrócić.
- Przepraszam. - Oparłem głowę o szybę, mocniej ściskając rękę dziewczyny.
- Hey , w porządku. W pewnym sensie Cię rozumiem... - Westchnęła głośno . - ... nie tak to miało wyglądać Lou. Nie po to tu wróciłam, żeby znów uciekać.
Zaintrygowały mnie jej słowa, ale już nie miałem ochoty pytać, oboje byliśmy w podłych nastrojach i wiem , że tylko bym ją wkurzył, biorąc pod uwagę fakt, że nie lubiła opowiadać o swojej przeszłości , więc mogłem się tylko domyślać, że było to coś mrocznego.
- Gdzie tak właściwie jedziemy ?
- Do Irlandii  ... będę potrzebowała pomocy.