Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Louis. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Louis. Pokaż wszystkie posty
poniedziałek, 22 lipca 2013
#13. Louis
Od Autorki :
Dostałam to krótkie opowiadanie od mojej przyjaciółki (nie wiedziałam , że jest taką duszą artystyczną :O ), pozwoliła mi je przerobić na wersję Directioner , a gdy pierwszy raz je przeczytałam to pomyślałam od razu o Lou , także macie kolejny imagin! :) Jeśli nie zauważyliście jeszcze to w zakładce "Imagin" , pojawiły się daty w których pojawią się najbliższe imaginy :)
[t.i] - Twoje imię
Maszerowałem ulicami Londynu. Wędrując swoją dzielnicą zauważyłem dziewczynę, która siedziała na ziemi i cicho łkała. Podejść do niej czy udawać, że nic nie widzę? Eh... Cholerna empatia. Idę.
- Przepraszam, czy coś się stało? - Podniosła głowę, wzrok miała dziki, makijaż rozmazany, a włosy potargane, ale była bardzo piękna. Zauroczyłem się jej słodkością.
- Odejdź. - Wypowiedziała to obdarowując mnie najmocniejszym jadem, jaki udało jej się z siebie wykrzesać, poczułem się spoliczkowany.
- Może mogę ci jakoś pomóc? - zaryzykowałem. Najwyżej wyciągnie nóż i będzie po mnie, dam sobie radę z tak kruchą istotą, jaką jest kobieta.
- Chcesz mi pomóc? Więc najzwyczajniej zejdź mi z oczu, tak będzie lepiej dla Ciebie i dla mnie.
- Nie odejdę. Musisz powiedzieć co cię gryzie, będzie ci lepiej. - Chyba zauważyłem błysk w jej oku, może przez chwile mi zaufała?
- Nie znam Cię, a ludzie są źli. - Nagle przypomniało mi się to, co od zawsze powtarza mi matka.
- Żeby dobro mogło istnieć, musi również istnieć zło. Zło jest pojęciem względnym. W każdej wiosce trafi się Gargamel, ale to chyba nie znaczy, że wszyscy są źli, prawda? Jakie jest prawdopodobieństwo, że cię wykorzystam?
- No cóż... Statystycznie? Ogromne. - No tak. Ma racje.
- Posłuchaj... ee... jak ci tam...
- [t.i] . Jestem [t.i]. - No cóż. Przyznaję, że imię ma nietypowe
- Tak, [t.i], posłuchaj. Gdybym chciał zrobić ci krzywdę już dawno bym to zrobił, a tymczasem grzecznie z tobą rozmawiam, w ciemnej uliczce, ciemnym wieczorem, gdy nikogo wokół nie ma. Jak myślisz? Jestem szkodliwy? - Zawahała się. Trzymała mnie w chwili niepewności.
- Masz rację, ale proszę, nie pytaj co się stało. Nie chcę o tym rozmawiać. Chodź, przejdziemy się. - Przez chwilę pomyślałem, że się przesłyszałem. Czy ona usiłuje nawiązać ze mną kontakt? Jak może mi ufać!? A co jeżeli kłamałem, jeżeli czekam na chwilę jej nieuwagi by ją skrzywdzić? Chyba czegoś tu nie rozumiem...
- Dobrze, więc chodź. - Pomogłem jej wstać i światło padło na jej zapłakaną twarz. Miała długie, blond włosy o ciemnym odcieniu. Zaczęła doprowadzać się do porządku, a ja delikatnie poprawiłem jej włosy. Nagle poczułem, że obudziło się we mnie nowe, nieznane mi dotąd uczucie. Martwiłem się o nią. W kilka minut stała mi się bardzo bliska. Zapragnąłem by mnie nigdy nie opuszczała.
- Więc co robisz na środku Londynu o tak późnej porze?
- Wiem jak trafić do domu, jestem już duża. - Obdarzyła mnie anielskim uśmiechem. Takim, jakiego się nie spodziewałem, z dzikiej twarzy czystego diabła zmieniła się w przeuroczą dziewczynę.
- Nie śmiem sugerować, że jest inaczej. Zastanawiałam się tylko, czy...
- Czy nie jestem dziwką zarabiającą na ucieczkę z kraju, która została zgwałcona?
- Tak. Gdzieś w głębi przemknęła mi taka opcja. - Zaśmiałem się najszczerszym śmiechem, takim, którego dawno od siebie nie słyszałem.
- Noc jeszcze młoda, zaszalejemy?
- O nie, młoda damo, nie zabiorę cię na żadną imprezę.
- Ohh. Nie miałam na myśli alkoholu - uśmiechnęła się niegrzecznie, przyznam, że miałem w głowie brzydkie myśli. - O TYM też nie myślałam! - I wybuchnęła długim, zabawnym śmiechem.
- A więc co chcesz robić?
- Najpierw zdradź mi jak masz na imię.
- Ee... Louis. Jestem Louis.
- A więc opowiedz mi o sobie, Lou.
Opowiadałem o wszystkim co mnie gryzie, wszelkich problemach, tych w domu, tych w szkole. Mówiłem, co mi ślina na język przyniosła. Mówiłem wszystko na co tylko miałem ochotę, a ona mnie słuchała! Nigdy nie byłem tak szczęśliwy. Pierwszy raz ktoś był zainteresowany tym, co mówię. Przegadaliśmy całą noc, usiedliśmy na cytadeli, oglądaliśmy gwiazdy i śmialiśmy się oboje z głupich historii jakie przeżyliśmy. Było tak pięknie. Nie chciałem żeby ta noc kiedykolwiek się skończyła. Wymieniliśmy się numerami telefonów i nad ranem powiedziała, że musi wracać. Mijały kolejne dni. Moja [t.i] nie odzywała się do mnie, traciłem zmysły, dzwoniłem, ale nie odbierała. Co się działo? Powoli znów gubiłem wiarę w siebie i w to, że może być kiedykolwiek dobrze. Po kilku tygodniach nie doskwierał mi aż tak ogromny ból, gdy o niej myślałem. W jedną z tych nudnych sobót, gdy wszyscy w moim wieku bawią się na imprezach, a ja zostaję w domu, usiadłem przed telewizorem i włączyłem jakiś film przyrodniczy. Z zamyślenia wyrwał mnie dźwięk telefonu. Moje serce zamarło. Czy to możliwe?
- Tak, słucham? - Oczywiście udawałem, że nie przejąłem się jej telefonem.
- Hej, Lou. Przejdziemy się?
- Ok, za 10 min będę. - Wbiegłem do swojego pokoju, w rekordowym czasie przebrałem się i poprawiłem włosy. Już za chwilę ją zobaczę. Czekałem na to z niecierpliwością. Przez chwilę jej wypatrywałem, ale po kilku sekundach zauważyłem. Oświetlała ją lampa, a na twarz padały jej włosy. Była uśmiechnięta, cóż, nie ukrywam, że ja też nie mogłem powstrzymać radości. Głęboki oddech. Przecież nie mogę pozwolić jej czekać. Ja też chcę już być blisko. Gdy byłem już w odległości kilku centymetrów, przytuliła mnie i pocałowała w policzek.
- Co się z tobą działo? Martwiłem się o ciebie, chciałem dzwonić po szpitalach! Nie odbierałaś, nie odzywałaś się...
- Mam dużo obowiązków na głowie, chciałam zadzwonić, ale miałam pełne ręce pracy, nauki i obowiązków, a w nocy, gdy już odnajdywałam chwilę, nie chciałam cię budzić. - Ona myślała, że byłbym zły gdyby zadzwoniła? Nie opuszczałem telefonu ani na chwilę. Gdyby tylko wiedziała...
- Mogłaś wysłać wiadomość, cokolwiek.
- Wybacz mi, skarbie.
- Wybaczam. - Uśmiechnęła się niegrzecznie, wzięła mnie za rękę i szła przed siebie - Dokąd idziemy? - Byłem ciekawy co dziś wymyśliła.
- Donikąd.
- Nie można iść donikąd.
- Jak to nie można? Przecież właśnie tam idziemy. - Mówiła to z tak wielkim zaangażowaniem, że przez chwilę na prawdę chciałem iść donikąd.
- Ok, prowadź więc donikąd. - I tak właśnie zrobiła, szliśmy przed siebie, od czasu do czasu skręcając, nie myśląc o tym gdzie trafimy. - Wiesz gdzie jesteśmy?
- Nie.
- Aha. Jak więc wrócimy?
- A dokąd chcesz wracać? Do ludzi, którzy głośno nazywają cię idiotą czy może do świata, w którym dzieci rodzą dzieci, analfabeci rządzą krajem, samobójstwo jest codziennością, a kibole manifestują, bo chcą stadiony, podczas gdy wielu żyje w ubóstwie nie mając za co żyć. Tam chcesz wracać? - Miała rację, przecież ja nie chce wracać. Chcę iść donikąd. Z nią.
- A wyobrażasz sobie zostawić wszystko? Jestem przywiązany do tego, co się tutaj dzieje. Możemy wszystko zmienić. Wystarczy chcieć.
- Chęci to nie wszystko, Louis W XXI w. nie mając władzy, pieniędzy i gdy nie potrafisz kłamać i gdy nie dajesz łapówek, jesteś nikim i nie masz nic do gadania, choćbyś pragnął i chciał, nie zrobisz nic. Taka jest prawda, przykro mi.
- Jest już późno. Odstawię cię do domu. - Tak na prawdę tego nie chciałem, ale wolałem, żeby wróciła dopóki nie wybiła jeszcze północ.
- Chcę zostać, nie chcę wracać do domu. Przyjechałam tu, żeby odpocząć, by z tobą znów porozmawiać.
- A więc rozmawiajmy. - Było tak wiele rzeczy, o które chciałem ją spytać, ale postanowiłem oddać jej głos.
- Masz jakieś hobby? Coś co kochasz ponad wszystko i coś czemu możesz się oddać?
- Mam, śpiewam, chociaż niestety ostatnio bardzo to zaniedbałem. Problemy zaprzątały mi głowę.
- To bardzo źle. Powinieneś się temu oddać, tak, jak ja oddałam się pisaniu. Śpiewanie musi być ucieczką od problemów. Tak będzie Ci lepiej, uwierz. - Wierzyłem, bo miała rację, jak zawsze zresztą. Może właśnie za to, że miała odpowiedź na wszystko, tak bardzo ważna dla mnie była? Spojrzała na mnie, wpatrywała się w moje oczy, miałem ochotę nigdy nie wracać. Byłem od niej o wiele wyższy, więc nachyliłem się, chwyciłem jej delikatną twarz i stanowczo do siebie przysunąłem. Poczułem jej ciepłe usta, chciałem coraz więcej. Łapczywie napawałem się każdą sekundą tej chwili, ale ona odsunęła się ode mnie i poszła przed siebie. Robiłem się niecierpliwy. Była taka tajemnicza, nie wiedziałem o niej niemalże nic. Wędrowała dumnie przede mną, jej długie włosy falowały.
- Chodź! - Jej krzyk wyrwał mnie z zamyślenia
- Nie wiem czy to dobry pomysł, zapuszczać się tak daleko, tu jest niebezpiecznie.
- Czy ty nigdy nie robisz nic spontanicznie? Nie bądź nudny! - Zbulwersowałem się. Nudny? Ja nie byłem nudny? Cóż za nieokrzesana, mała... Piękna istota. Pokażę jej czym jest spontaniczność. Szybkim krokiem dogoniłem ją, chwyciłem za rękę, przyciągnąłem do siebie i spojrzałem w oczy. Widziałem strach i podniecenie. Mocnym, zdecydowanym ruchem chwyciłem ją za brodę, całowałem ją nie mogąc się opanować.
- Dziś jesteś tylko moja. - Jej reakcja była nieco inna niż się spodziewałem. Popatrzyła na mnie, a z jej oczy zniknęły te urocze iskierki. Zaczęła się śmiać. Spojrzała na mnie diabelskim wzrokiem, wplotła swoje dłonie w moje włosy, jedną z nich zaczęła rysować po moim karku, co niesamowicie na mnie podziałało.
- Nie komplikuj tego, co między nami jest, Lou. - Delikatnie pocałowała mnie w usta i usiłowała delikatnie wysunąć się z mojego objęcia i gdyby nie krople deszczu spłynęły na moją rękę, nie pozwoliłbym jej odejść. Nagle rozpadało się mocniej i pobiegliśmy uchronić się przed deszczem, ale to nie był koniec...
środa, 3 lipca 2013
#10. Louis
Od Autorki : Jeśli chcecie mieć wpływ na to z kim piszę imaginy, głosujcie w ankietach :)
Ona była grzeczna, a on raczej był ... niegrzeczny ? Może właśnie dlatego tak ją do niego ciągnęło ? Mieszkali parę metrów od siebie, dlatego często na siebie wpadali. Umawiał się z innymi dziewczynami, nigdy z takimi jak ona, ale to ona właśnie była śliczna, spokojna, poukładana. Po kilku tygodniach wspólnych powrotów ze szkoły, zaczęła czuć do niego coś więcej. On chyba też. Był chorobliwie o nią zazdrosny, mimo że miał dziewczynę. Odkąd zaczął z nią rozmawiać, wzrosło zainteresowanie nią w szkole. Miała powodzenie u chłopaków, ale wolała właśnie jego. Powiedziała mu o swoich uczuciach, a on natychmiast zostawił swoją dziewczynę dla niej. Miała wyrzuty sumienia, to nie było wobec tamtej w porządku. Dzięki niemu przestała się martwić, to Tommo zapewniał ją, że między nimi już dawno się nie układało . "Teraz tylko ty się liczysz". Do dziś pamięta te słowa.
Wyszła ze szkoły wiążąc jeszcze szalik. Kiedy dochodziła do furtki, zauważyła, że stoi z kumplami. Trzymał w dłoni śnieżkę i momentalnie uśmiechnął się na jej widok.
-Nie waż się!- Krzyknęła w jego stronę. -Bo co? Zapytał z szelmowskim uśmiechem. Złapał ją i przyciągnął do siebie tak blisko, że wymieniali oddechy.
-Proszę?- Zrobiła smutną minę. Już myślała, że ją pocałuje, gdy nagle znalazła się na ziemi, ze śniegiem na twarzy. Było cholernie zimno! Usiadł na niej okrakiem i śmiał się w najlepsze.
- Złaź ze mnie!- Warknęła.
-Oj, nie denerwuj się tak. Złość piękności szkodzi.- Wciąż się śmiał.
-A jak zachoruję?- Zapytała smutno. Spoważniał i powiedział cichutko.
- To będę Twoim osobistym lekarzem.- Nachylił się do pocałunku. Jakie było jego zdziwienie, gdy na ustach poczuł zimy śnieg. Zwaliła go z siebie i pognała pędem do samochodu, w którym czekała jej siostra. Spojrzał na nią wnerwiony i pogroził palcem. Wysłała mu buziaka. We wstecznym lusterku widziała, jak się śmiał.
- Mówiłam, że będziesz przez niego cierpieć. - Zachichotała jej siostra.
- Mówiłaś , a ja jak zwykle nie słuchałam. - Puściła jej perskie oko i wróciła do spoglądania na spadający śnieg.
Wzięła do ręki swój telefon i odczytała wiadomość , którą dostała kilka sekund wcześniej.
"Uciekłaś, ale i tak Cię kocham." - Uśmiechnęła się do ekranu telefonu, po czym szybko odpisała.
"Wiem to. "
niedziela, 23 czerwca 2013
# 7. Louis 2/2
Od Autorki :
W końcu druga część :) To chyba najdłuższy imagin jaki napisałam . Oczywiście musiałam pozmieniać niektóre sceny z filmu , tak aby odpowiadały osobowości Lou .Ta część też jest napisana w formie wspomnieć głównej bohaterki :3 Końcówkę zmieniłam , także nie jest ona taka sama jak w filmie :)
Liczę , że Wam się spodoba :)
[t.i] - twoje imię
[i.n.p] - imię najlepszej przyjaciółki
- Co teraz będzie z Sophie ? - Zapytałam prawnika, który siedział naprzeciwko mnie.
- Spędziła noc w rodzinie zastępczej. Uważamy, że najszybciej dojdzie do siebie tutaj. Rozważamy jej przeniesienie do domu. Ktoś musi ją przywieźć.
- Dobrze, ale kto ma to zrobić ? - Zapytał Lou , pochylając się w stronę mężczyzny.
- Czy [i.n.p] i Stanley wspominali coś o opiece prawnej nad dzieckiem ? - Zapytał , nie udzielając Louis 'owi odpowiedzi na wcześniejsze pytanie.
- Nie. - Odpowiedzieliśmy oboje.
- Ehm ... w testamencie ... jako opiekunów Sophie ... w razie ich śmierci , umieścili ... Was... oboje. - Prawnik spuścił wzrok na swoje dłonie oparte o drewniany stół. Potrząsnęłam głową, żeby wyrwać się z chwilowego szoku.
- Przepraszam ,że co ?!
- Jak to my oboje ?!
- Wiem z pewnością nie tak chcieliście założyć rodzinę.
- To chyba pomyłka , my razem ... nie. - Lou , pokręcił głową.
- Nie jesteśmy małżeństwem. - "I całe szczęście" Dodałam w myślach.
- Wiem , że to szok. Odradzałem im to . Wiecie ... dziecko to poważna sprawa. - Przymknęłam oczy, po czym wybiegłam do ogrodu. Najwidoczniej Louis zrobił to samo, bo usłyszałam trzaśnięcie frontowych drzwi.
Kochałam Sophie. I sama nie wiem czy udałoby mi się pogodzić prace z "macierzyństwem" to trudna decyzja. Miałabym wychowywać Sophie z Lou ?! Tym idiotą ! Nie potrafiłabym oddać Sophie obcym ludziom. Teraz dla mnie nie do pomyślenia jest, że w przyszłości za rękę ,do przedszkola czy do szkoły , prowadzał by ją ktoś inny niż [i.n.p]. Widok obcej rodziny z Sophie przyprawiał mnie o dreszcz. Nie umiem jak tak po prostu oddać. To ta sama mała Soph .
Wróciłam do środka, obaj mężczyźni siedzieli przy stole i na mnie czekali.
- Sąd przyzna Wam tymczasowe prawo do opieki nad dzieckiem. Proponuję, żebyście się tu wprowadzili.
- Mamy tu zamieszkać ? Razem ?! - Popatrzyłam na niego jakby zwariował .
- Tak będzie najlepiej dla Sophie. Dopóki sąd nie podejmie decyzji.
***
Po podpisaniu odpowiednich dokumentów, co chwila zerkałam na drzwi z nadzieją, że za chwilę zobaczę w nich mojego szkraba. W końcu ... starsza kobieta wniosła do sali na rękach Soph. Od razu zerwałam się z krzesła i przytuliłam do siebie. Dziewczynka płakała . Podałam ją Louis 'owi , a ta wtuliła się w jego tors.
- Zabierzmy ją do domu. - Powiedział głaskając małą po głowie. Przytaknęłam lekko i ruszyłam za nim .
***
Nie odbyło się oczywiście bez kłótni między nami. Głównym tematem , było obwinianie Stan 'a i [i.n.p] oto , że nic nam nie powiedzieli. To wszystko zwaliło nam się na głowy, trzeba było ustalić kto zostanie z małą, harmonogram spania. Lou nie przywykł do takiego życia i najwidoczniej nie chciał nawet próbować, ponieważ głównie takich drobnostek dotyczyły nasze konflikty. Drugim naszym problemem były rachunki . Stan był partnerem w jednej z największych firm prawniczych. Co prawda hipoteka domu jest spłacona, ale sami nie wiemy ile wyniosą rachunki . Nie chodzi też wcale o kwestie materialne, ale oboje chcemy inaczej wychowywać Sophie. Ja uważam, że dziecko powinno się samo uspokoić - wyczytałam to w jakimś poradniku dla matek - on sądzi, że trzeba je bujać , aż obrzyga mu koszulę ... znowu. I jeszcze te ciągłe docinki na temat mojego życia osobistego. Nie jestem matką i nigdy nie byłam, żadne z nas nie potrafi tak jak [i.n.p] rozpoznać czego chce Soph po płaczu. Coraz więcej wątpliwości pojawiało się w naszych głowach , czy aby na pewno jesteśmy odpowiednim wyborem dla niej.
***
Nadszedł ten smutny dzień. Pogrzeb. Wszyscy żałobnicy znajdowali się w ich domu.
- Dziękuję, że przyjechałaś mamo. - Powiedziałam do swojej rodzicielki, która usypiała Sophie w swoich ramionach, tak jak niegdyś mnie. - Zajmiesz się nią jeszcze przez chwilę ? Muszę pogadać z Lou. - Kobieta skinęła głową, a ja uśmiechnęłam się czule. Wśród gości w domu znajdowała się idealna rodzina zastępcza dla Soph, musieliśmy ją tylko znaleźć. Okazało się to nie lada wyzwaniem, żadna rodzina nie spełniała naszych oczekiwań.
Po kilku godzinach sprzątania i usypiania dziecka, zrozumieliśmy , że nie mamy innego wyjścia , jak sami się nią zająć .
***
*WŁĄCZ*
Sąd przyznał nam tymczasowe prawo opieki nad Soph. Lou jak zwykle dramatyzował , miałam dosyć tekstów typu "Zabezpieczam się , a i tak mam dziecko" . Coraz częściej się zastanawiałam czy na pewno będziemy odpowiednimi rodzicami dla niej. W tej chwili zwykła zmiana pieluchy była dla nas wyzwaniem . Louis 'owi , Soph nie raz wypadła z nosidełka, ale nie doznała żadnych poważniejszych urazów. Kilkanaście nie przespanych nocy ... dziewczynka miała dziwne przyzwyczajenia, potrafiła się uspokoić przy dźwięku wentylatora , a gdy to nie pomagało, mogliśmy całą noc jeździć samochodem po osiedlu, aż dziecko by zasnęło. Po otrzymaniu rad od naszych kochanych sąsiadów - jeśli wyczuwacie tu sarkazm, to świetnie - przestałam być taka pewna co do decyzji sądu, ale z drugiej strony , nie mogliśmy być aż tak źli. Jestem kobietą , posiadam chyba instynkt macierzyński . Wychowywanie dziecka z Lou , nie było najgorsze, przez spędzanie czasu razem zbliżyliśmy się do siebie i udawało nam się dogadać, a czasem nawet dobrze się ze sobą bawić, ale mimo to i tak niekiedy skakaliśmy sobie do gardeł. Udało nam się ustalić harmonogram, wiedzieliśmy już kto w jakie dni zostaje z małą. Nie zawsze dawało się dostosować do tego, co również było powodem konfliktów. Lou nieraz musiał brać Soph ze sobą do pracy, za co nieraz mu się dostało od manager 'a. Mimo to nie złościł się na mnie tak, jak ja bym to zapewne zrobiła. Nieraz zastałam go siedzącego na bujanym fotelu z dzieckiem na rękach , podśpiewującego Little Things. Naprawdę słodki widok.
Nie mogłam wziąć relaksujące kąpieli, gdyż w wannie pływało pełno zabawek . Louis też nie miał łatwo , przez płacz dziecka nie mógł obejrzeć meczu , a gdy tylko w oczach Sophie pojawiły się pierwsze łzy , natychmiast trzeba było przełączyć na pierwszy lepszy kanał z bajkami. Kolejnym problemem było to , że dziewczynka nie chciała jeść nic co jej przygotowałam , a biorąc pod uwagę że mam własną cukiernię i jestem kucharzem , była to moja mała klęska. Dla zrelaksowania wieczorami piłam lampkę czerwonego wina, ale nie popadłam w żaden nałóg i nie miałam z tym problemu, gorzej gdy za pierwszym razem troszeczkę przesadziłam i się upiłam. I wtedy jak nazłość do naszych drzwi zapukał kurator , który miał sprawdzić jak sobie radzimy. Gdy Lou zagonił mnie na górę, żebym się jakoś ogarnęła , zaczęłam mieć wyrzuty sumienia, że przez moją lekkomyślność , Soph może trafić do domu obcych ludzi.
- Masz pięć minut, żeby wytrzeźwieć i być znów nad opiekuńczo upierdliwa. - Powiedział chłopak , zamykając kuratorce drzwi przed nosem, by po chwili do nich wrócić. Pokiwałam głową i ruszyłam schodami na górę.
Szczerze ? Mało co pamiętam z tej wizyty, co tylko dowodzi tego, że musiałam gadać głupoty, a biorąc pod uwagę poczucie humoru Lou - które według mnie jest beznadziejne - nie wypadliśmy zbyt dobrze. Pamiętam tylko jej słowa kiedy wychodziła.
"Nie jestem pewna czy sobie poradzicie"
***
-- Nie zniosę więcej twojego pesymizmu ! - Warknęłam na chłopaka.
- Dla niej - Wskazał na drzwi pokoju Sophie - zniszczyłem sobie życie. Może Tobie się to podoba, bo twoje życie wcześniej było do bani .
- Wcale nie ! Miałam czas dla siebie ... - Nie dał mi dokończyć.
- Nie wiesz co to świetne życie ! Ja takie miałem . - Zbiegł po schodach na dół, po drodze zabierając kluczyki.
- Nie dorastałeś Stanley 'owi do pięt. - Spojrzałam na niego surowo - Zostawiasz mnie samą , z dzieckiem ? - Zapytałam
- Chyba zapominasz, że ona NIE JEST MOIM DZIECKIEM. - Powiedział , akcentując ostatnie słowa. Spojrzałam na niego z niedowierzaniem, nie mogłam uwierzyć , że to powiedział. Spojrzał mi w oczy ,po czym wyszedł trzaskając drzwiami. Nie miałam zamiaru za nim biec, byłam wściekła, ale wiedziałam, że potrzebuje teraz samotności, powinien przemyśleć kilka rzeczy.
***
Łzy cisnęły mi się do oczu, a ja nie chciałam dać im ujścia. Siedziałam na kanapie w salonie ze złożonymi rękami.
W pewnym momencie poczułam , jak kanapa po mojej prawej stronie się zapada. Wyłączyłam telewizorem i nie wiedziałam od czego zacząć.
- Emm ... Lou ... przepraszam , nie chciałam Ci tego wszystkiego wygarnąć.
- W porządku . - Westchnął głośno i objął ramieniem. - Też przepraszam ... nie chciałem tego powiedzieć .
- Znalazłam ich stare filmy . Wiesz ... żeby usłyszeć ich głos... chociaż przez chwilę. Spójrz. - Powiedziałam włączając z powrotem telewizor. Nagranie przedstawiało [i.n.p] z Sophie na rękach. Musiał to być pierwszy dzień , kiedy wrócili ze szpitala do domu. Po chwili ja i Lou chichotaliśmy , słysząc kłótnie pomiędzy nimi o to , że Stan źle pomalował ściany.
- Tym filmem , sugerujesz, że to dobrze, że chcemy się pozabijać przez połowę czasu ? - Zapytał Lou , śmiejąc się i opierając o kanapę.
- Nie starajmy się ich naśladować. - Uśmiechnęłam się.
- Nie cierpię tego domu , przypomina mi kostnicę... wszędzie wiszą ich zdjęcia. - Powiedział ogarniając wzrokiem pokój. - I nienawidzę tego obrazu. - Wskazał na ścianę , na której w drewnianej ramie widniał jakiś czarno -biały bohomaz . Tym razem to ja się zaśmiałam.
- Chcę się go pozbyć. - Popatrzyłam na Louis 'a. - Skoro mamy tu mieszkać, musimy przestać zachowywać się , jakby mieli zaraz u przyjść.
Przygarnął mnie do siebie i oparł brodę o moją głowę.
***
Kilka tygodni później ...
Zdjęcia rodziców Soph zniknęły, a na ich miejscu pojawiły się nasze wspólne. Zmieniliśmy wystrój całego domu, tak aby jak najmniej nam o nich przypominał.
- Zadzwonię później. - Powiedział Lou , całując jakąś ciemną brunetkę , która spędziła noc w naszym domu. Nie czułam zazdrości, ale też specjalnie nie uśmiechało mi się widzieć codziennie inną dziewczynę, wychodzącą z naszego mieszkania.
Naszym kolejnym celem , było nauczenie Sophie chodzić. Według książek po półtora roku powinna zacząć chodzić .
- Po półtora roku, powinnaś mieć już męża .Nauczy się chodzić, jak będzie miała dokąd pójść. - Zaśmiał się Lou, biorąc dziecko ode mnie.
- Ha- ha- ha. Ta biedaczka co rano wychodziła, myśli , że zjecie razem kolacje. Gdzie ty spotykasz te wszystkie kobiety. Cały czas jesteś w pracy , albo tutaj.
- Mam swoje sposoby. - Puścił mi perskie oko , po czym wyszedł z kuchni.
***
Brałam akurat kolejną relaksującą kąpiel, kiedy ten idiota zaczął się drzeć.
- [t.i] ! [t.i] !
- Co ?!
- Ona stoi , zaraz zrobi pierwszy krok !
- Teraz ?!
- Pośpiesz się ! - Chwyciłam za szlafrok , po czym szybko zbiegłam na dół.
Emmm ... cieszyłam się gdy mała zaczęła chodzić, ale później okazało się to problemem. Dziewczynka biegała i nie można jej było na chwile spuścić z oka. Całymi dniami chodziliśmy za nią pilnując aby się nie przewróciła. Kolejnym moim zwycięstwem było to , że Soph zaczęła jeść moje posiłki.
Widziałam zazdrość w oczach Louis 'a kiedy dowiedział się, że idę na randkę - z lekarzem Sophie. Przez cały dzień słuchałam jego wywodów, na temat jakie to nie etyczne umawiać się z doktorem , który leczy twoje dziecko.
Widziałam również błysk w jego oczach, kiedy przerwał moją randkę , pod pretekstem tego, że mała ma gorączkę, sprytnie wykorzystał moją nadopiekuńczość , wiedział , że gdy tylko się dowiem, że dziewczynka jest u lekarza, natychmiast przerwę wspólny wieczór, dlatego zadbałam o to , aby widział jak całuje naszego lekarza.
Chyba dostałam mini zawału serca , kiedy Tommo zaprosił mnie na kolację. Czyżby próbował sobie coś udowodnić ? Zgodziłam się , mimo tego co o nim myślałam, naprawdę miło spędziliśmy wieczór.
- Nie chciałam jej przenosić. - Oznajmiła nam opiekunka , gdy weszliśmy do domu, a Sophie leżała na kocyku w salonie. - Tworzycie naprawdę uroczą parę. - Powiedziała , po czym wyszła. Ustałam nad Soph , przyglądając się jej, a obok mnie stanął Lou . Odwróciliśmy się do siebie i już po chwili poczułam jego ciepłe wargi na swoich. Mruknęłam cicho w jego usta, na co się uśmiechnął. Nieśmiały całus przeszedł w pełen pasji i pożądania pocałunek.
***
- Myślisz , że to zaplanowali ? - Zachichotałam , przesuwając kołdrę i wtulając się w jego tors.
- Nieee. Już raz próbowali. I wiemy jak to się skończyły. - Oboje się zaśmialiśmy. - Mam dla Ciebie niespodziankę . - Puścił mi perskie oko. - Znalazłem to , gdy się tu wprowadzaliśmy. - Powiedział , pokazując mi paczkę narkotyków.
- Nie wolno nam. Sophie jest w pokoju obok. - Powiedziałam , mimo , że miałam ochotę się teraz zabawić i zignorować fakt , że w domu jest dziecko.
- Oj no weź. - Przesunął nosem po moim ramieniu.
- Nie wolni nam tego palić, więc zrobimy z tego ciastka. - Zaśmiałam się w myślach z mojego pomysłu, spojrzałam na chłopaka, który nie bardzo wiedział o co mi chodzi. Pociągnęłam go za rękę , po czym zbiegliśmy schodami w dół.
Siedzieliśmy na podłodze i śmialiśmy się z bajek, które akurat leciały w telewizji. Trawa , którą dosypałam do czekoladowej masy , dawała o sobie znać. Śmialiśmy się oboje z najgłupszych rzeczy, a później tańczyliśmy. Taaaak to dziwnie brzmi. Aż w końcu zasnęliśmy dzięki kołysance "Niedźwiedzia w niebieskim domu"*
*Bajka dla dzieci , na końcu niedźwiedź zawsze śpiewał kołysankę.
***
Nasza sielanka nie trwała długo , a dokładniej od momentu ,kiedy dowiedziałam się, że Louis musi jechać w trasę. Kiedy miał mi zamiar powiedzieć ?! W dzień wyjazdu ?!
- Powiesz mi wreszcie o co chodzi ?
- Ehm ... Z chłopakami musimy wyjechać w trasę...
- Czemu mi nie powiedziałeś ?
- I tak będę musiał coś wymyślić, żeby się Wami zająć, nie chciałem żebyś się denerwowała.
- Chcesz jechać ?
- Myślę nad tym, wcześniej bym się nie zastanawiał.
- Wcześniej ? To znaczy przed tym jak poznałeś Sophie i mnie. - Pokiwał głową. - Ok. - Wzięłam z jego rąk Soph i ruszyłam przodem.
- [t.i] !
- Jak to sobie wyobrażałeś ? Zabierzesz nas ze sobą czy zostaniemy same.
- Nie wiem . Nigdy nie musiałem myśleć za troje. [t.i] to tylko trasa.
- Nieee , czekałeś tylko na taką formę ucieczki ...
- Nie ! - Zaprzeczył szybko. - Poświęciłem wszystko dla tej gry ...
- Dla Ciebie jesteśmy tylko grą ?
- Nie o to mi chodzi. Mieszkamy w ich domu, śpimy w ich łóżku , udajemy małżeństwo.
- Udajesz miłość do Sophie ?
- Nie ! Kocham ją!
- A więc udajesz tylko do mnie. - Pokiwałam głową , odwróciłam się i cicho załkałam. - Jedź z zespołem ! Zostaw nas w spokoju. Przytuliłam Soph do siebie , po czym przyciągnęłam ją do siebie, a z moich oczu zaczęły spadać łzy.
Od tamtej pory , Sophie przebywała raz u mnie, raz u niego i tak przez kilka kolejnych tygodni...
***
Przyjechał w odwiedziny do Soph i myśli , że wszystko będzie dobrze.
- Sprzedajesz dom ?!
- Nie stać nas na jego utrzymanie.
- Chcieli, żeby ona tu dorastała !- Wskazał na Sophie. - Nie zapytałaś się mnie.
- Tak jak ty mnie w sprawie trasy koncertowej. - Zmrużyłam oczy.
- Od początku chciałaś ją wychowywać sama, ale nie potrafiłaś, dlatego zaczęłaś umawiać się z pediatrą!
- On przynajmniej w ogóle Cię nie przypomina, jest troskliwy, opiekuńczy i nie ucieka kiedy sprawy przybierają poważny obrót !
- Uciekłem ! Martwy przyjaciel zostawił mi dom i swoje dziecko! Przepraszam jeśli ...
- Jeśli co ?!
- Obleciał mnie strach !
- A mnie nie ?! - Nie zauważyłam nawet kiedy głos zaczął mi się jąkać.
- Tobie było łatwiej , ty chciałaś tak żyć!
- Ale nie w taki sposób, nie z kimś kto mnie nie kocha ...
- Kochałem Cię . - Przerwał mi. Popatrzyłam na niego z niedowierzaniem. - Nadal Cię kocham. - Przekrzywił głowę , by spojrzeć na mnie czule.
- Nie. - Pokręciłam głową. - Miałeś racje ... udawaliśmy ich tylko , bo potrzebowaliśmy siebie, żeby to wszystko jakoś przetrwać. - Sama nie wiedziałam dlaczego to właśnie mówię, przecież darzyłam Lou tym samym uczuciem .
Trzasnął drzwiami.
***
Gdybym wiedziała, że będę teraz siedzieć w samochodzie i jechać na lotnisko, łamiąc przy okazji wszystkie przepisy drogowe, tylko po to , żeby zobaczyć tego dupka , przeprosić go i powiedzieć "Kocham Cię" , nie uwierzyłabym.
Kupiłam bilety na samolot, tylko dlatego, żeby dostać się na terminal. Miałam ochotę zabić ochronę, która kazała mi zdejmować buty przy odprawie, miałam wrażenie , że mijają godziny, podczas gdy były to sekundy.
Przebiegłam długi korytarz z Soph na rękach, w szpilkach . Dlaczego ja je założyłam ?!
-[T.I] !
- Lou. - Uśmiechnęłam się.
- Nie obchodzi mnie po co tu przyszłaś. - Zamarłam. -Po prostu mnie wysłuchaj. - Pokiwałam głową. - Już wiem po co [i.n.p] i Stan nas wybrali. Nie dlatego, że znaliśmy ich najlepiej, tylko dlatego ,że ty, ja i Sophie tworzymy rodzinę, taką jak oni . Gdy mnie nie ma , nie tęsknie za nią czy za tobą, tylko za nami , za naszą małą rodziną. Zakochałem się w Tobie i mam to gdzieś , że najpierw powinniśmy się poznać, a dopiero później mieć dziecko. - Złapał mnie za obie ręce.
- Lou ... - Uciszyłam go. - A myślisz, że po co tu przyjechałam.
- Słyszałaś jak mówiłem , że Cię kocham ? - Złapał moją twarz w obie dłonie. - Bo mogę powtórzyć.
Nasze usta po raz kolejny się zetknęły.
- Kocham Cię.
piątek, 24 maja 2013
# 6. Louis 1/2
Od Autorki :
Ten imagin miał być z Zayn'em , ale po przeczytaniu go stwierdziłam, że bardziej pasuje tutaj Lou :) Wzorowałam się na pewnym filmie, spróbujcie zgadnąć na jakim :D Imagin podzieliłam na 2 części , ponieważ gdy zaczęłam to pisać, stwierdziłam, że jest za długie :) Jest on napisany trochę inaczej, w formie wycinków z życia głównej bohaterki, ale na pewno zrozumiecie o co chodzi. Liczę na wasze komentarze i przepraszam, za moje błędy i za to , że czasem nadużywam słowa "po czym" i "lecz" :D
[t.i] - twoje imię
[i.n.p] - imię najlepszej przyjaciółki
Założyłam na siebie czerwoną sukienkę, która idealnie eksponowała moje długie nogi, a włosy zaplotłam w wysokiego kucyka, by następnie zacząć robić makijaż. Efekt był zadowalający. Pozostało mi tylko czekać.
Usiadłam na kremowym fotelu , plecy opierając na białej poduszce. Dla zabicia czasu przeglądałam strony nowego numeru Vogue. Zanim usłyszałam pukanie do drzwi , zdążyłam przejrzeć dodatkowo dwie prenumeraty innych tego typu pism. Poprawiłam sukienkę i westchnęłam głośno otwierając drzwi .
- [t.i] ! - Ujrzałam za drzwiami wysokiego szatyna z grzywką zaczesaną do góry , o niebiesko hipnotyzujących oczach.
- Louis . - Odpowiedziałam wyciągając rękę w jego stronę.
- Lou. - Odwzajemnił mój gest.
- Lou ? - Zapytałam nie bardzo wiedząc co ma namyśli.
- Lou. Wszyscy tak do mnie mówią. - Uśmiechnął się słodko . - Spóźniłem się ?
- Raptem godzinę , albo dwie. [i.n.p] ostrzegła mnie. - Rzekłam z nutą sarkazmu w głosie.
- Stan uprzedzał , że będziesz się czepiać . - Wywrócił oczami.
Zapanowała niezręczna cisza, którą po chwili przerwałam.
- Pójdziemy już ?
- Jasne.
Wymieniliśmy się podstawowymi informacjami schodząc na dół , między innymi ile mamy lat, co robimy i skąd jesteśmy . Gadaliśmy o takich rzeczach o jakich się rozmawia na pierwszych randkach.
Otworzył mi drzwi od swojego samochodu, po czym sam wsiadł z drugiej strony.
- Ok. A więc dokąd ? - Zapytał mnie, na co odwróciłam się w jego stronę.
- Gdzie zarezerwowałeś stolik ? - Przeniósł swój wzrok na szybę, jego milczenie uznałam za odpowiedź - nie zrobił tego. - Miałeś to zrobić. - Przypomniałam mu. Wzruszył ramionami.
- Możemy jechać gdziekolwiek . Ty zadecyduj , po prostu znajdziemy wolne miejsce.
- Okej. Może ... - Nie dane mi było dokończyć gdyż w samochodzie rozległ się dźwięk telefonu. Jego telefonu .
- Odbierz. - Mruknęłam niezadowolona w jego stronę. Jak powiedziałam , tak też zrobił.
- Nic ważnego... 11.30 ? Dobrze będę. - Uśmiechnął się sam do siebie. - Emm ... chora przyjaciółka. - Zwrócił się do mnie wskazując na telefon. Idiota. Dopowiedziałam w myślach. Myśli, że jestem taka głupia , żeby się na to nabrać.
- Ok, wiesz co ? Nie musimy tego robić. - Wzruszyłam ramionami.
- Naprawdę ? To świetnie ! - W tym momencie otworzyłam usta.
- Mówisz poważnie ?
- Oboje wiemy, że to nie ma sensu.
- Nasi przyjaciele nas umówili ... - Przerwał mi.
- Nie spodobałem Ci się od pierwszej chwili . Pogawędzilibyśmy przez kilka godzin , a następnie prawdopodobnie nawet byśmy się nie pożegnali, w najlepszym wypadku upilibyśmy się i wylądowali w łóżku. - Mruknął.
- Naprawdę jesteś idiotą. Jeśli nie chcesz beznadziejnego wieczoru ... nie spóźniaj się o godzinę i nie umawiaj się z kimś przy mnie!
- Okej . - Spojrzał na mnie błagalnie. - Możemy gdzieś wyjść.
- Oszalałeś ?! Nigdzie z tobą nie idę! - Wyszłam z samochodu i trzasnęłam drzwiami .
Z torebki wyciągnęłam telefon.
-[i.n.p] obiecaj mi , że już go nigdy więcej nie zobaczę!
***
Miałam taką nadzieję, że już go nigdy więcej nie spotkam , ale los chciał inaczej i pokarał mnie tymi kilkunastoma spotkaniami. Zaręczyny . Wesele. Święta . Poród. Urodziny. Jeśli teraz ktoś z Was myśli, że mówię o sobie to się myli. To [i.n.p] ułożyła sobie tak życie, a że Lou to przyjaciel jej męża, muszę go widywać na każdym kroku. Nawet teraz, kiedy [i.n.p] i Stanley'owi urodziła się córka , Sophie.
Cały dzień byłam zabiegana, gdyż moja przyjaciółka poprosiła mnie o zorganizowanie pierwszych urodzin Sophie.
- Byłam ostatnio w nowej przychodni razem z Soph... - Zaczęła [i.n.p]. - ... pracuje tam bardzo przystojny lekarz, nie miał obrączki na palcu, więc pogadałam z jedną z pielęgniarek ...
- Przestań ! - Wrzasnęłam na nią.
- No co ?
- Podsuwasz mi samych najgorszych kandydatów. - Powiedziałam dosyć ironicznie.
- To nieprawda ! - Zaprzeczyła oburzona. Spojrzałam na nią w dość znaczący sposób. - No dobra, ale to tylko kilka nieudanych randek.
- Masz być moją przyjaciółką, a nie dręczyć mnie z powodu braku obrączki. - Uśmiechnęłam się. - Lepiej żebyś ty miała więcej dzieci, bym ja mogła piec takie rzeczy. - Wskazałam na tort , który sama zrobiłam dla małej Sophie.
- Wow ! Lepsze niż mój tort weselny. - Na twarzy [i.n.p] malował się zachwyt .
- To ja upiekłam twój tort weselny . - Wywróciłam oczami .
***
Siedziałam z Sophie na krześle.
- Nie przejmuj się Soph. Nie pierwsza rzygasz na wujka Louisa. - Zachichotałam w stronę dziewczynki, jednocześnie patrząc jak mężczyzna radzi sobie z plamą na koszuli. Żeby nie było ostrzegałam, żeby nie skakał z niemowlakiem na rękach.
- Weź coś z szafy Stanley'a . - Rzekła moja przyjaciółka w stronę Lou.
- Która godzina ? - Zapytał.
- Jedenasta . - Odpowiedziała.
- Dziw , że już wstałeś. - Mruknęłam
- Zanim goście przyjdą ... wznieśmy toast za dwóch ulubieńców Sophie . - Zaczęła [i.n.p]
- I naszych najlepszych przyjaciół. Nie oszaleliśmy tylko dzięki Wam - Dopowiedział Stan.
- Płaczesz ? - Zapytał Lou , [i.n.p]
- Matki płaczą. - Powiedziała przecierając oczy.
***
Dziwnie się czułam w towarzystwie tych wszystkich matek. Nie chciałam się nawet przysłuchiwać ich rozmowom , gdy ostatni raz to zrobiłam dowiedziałam się jak się wykonuje cesarskie cięcie. Trauma do końca życia. Dostałam też kilka wykładów na temat życia oraz tego jak być dobrą żoną i matką. Wzdrygnęłam się. Poza tym wszystkie dzieci , były starsze od Sophie, miały klejące łapy i co chwila dało się słyszeć krzyk, albo płacz.
Przyjrzałam się swojemu dziełu. Z sufitu zwisały serpenty, a po całym domu latały balony, zaraz po wejściu do jadalni, gdzie stał tort, można było zauważyć wielki napis "Happy Birthday Sophie" . Uśmiechnęłam się na widok [i.n.p ] z Soph na rękach. Powoli zapaliłam świeczki na torcie , a goście zaczęli śpiewać "Sto lat" .
Dziewczynka ładnie zdmuchnęła świeczki, oczywiście wraz z pomocą swojej mamy, a całe towarzystwo zaczęło klaskać. Imprezę czas zacząć ...
Kilka miesięcy później ...
Udało się ! W końcu otworzyłam własną cukiernię ! Jedyny minus był taki, że cały dniami musiałam słuchać zażaleń jednego z moich pracowników. Ten człowiek chyba się mnie bał, bo co chwila słyszałam , że coś mu nie wychodzi, coś trzeba poprawić.
Spojrzałam w stronę szyby i mało nie dostałam zawału. On ... moje myśli spoczęły na jego osobie. Przegoniłam kasjerkę, a sama ustałam na jej miejscu.
- To co zwykle ? - Uśmiechnęłam się do studenta medycyny
- Staje się przewidywalny ? - Kąciki jego ust uniosły się ku górze.
Po zapakowaniu ciastek, zaczęliśmy flirt, który odbywał się jak zawsze. Więc dlaczego jeszcze mnie nie zaprosił na tą głupią randkę ?! Usłyszałam dźwięk telefonu, po czym szybko go odebrałam.
- Panna [t.i] [t.n] ?
- Tak to ja .
- Przykro mi ... - Po tych słowach moja mina zrzedła.
***
Łzy spływały po moich policzkach .
- Ma pani numery do ich najbliższych ?
- Tak mam... Mieli małą córkę Sophie ... czy ... - Głos mi się załamał. - Czy była wtedy z nimi ?
- Nie. - Odetchnęłam z ulgą, na te słowa. - W chwili wypadku , zajmowała się nią opiekunka. Teraz zajmuje się nią opieka społeczna. Oni są specjalistami w takich przypadkach .
- W takich przypadkach ? - Wiedziałam co miał namyśli, ale potrzebowałam usłyszeć to z ust funkcjonariusza. Nie mogłam pozbierać myśli, wszystkie krążyły wokół zmarłych przyjaciół, a po chwili zaczęłam martwić się o Soph.
- Zajmują się osieroconymi dziećmi. - Kolejny potok łez, spłynął po mojej skórze, by bezdźwięcznie uderzyć o podłogę.
***
Spędziłam kilka godzin na komisariacie, funkcjonariusze spisywali moje dane.
- Lou ... - Rzekłam do chłopaka, który wszedł do budynku. Widziałam cierpienie na jego twarzy, zapewne domyślał się co się stało. Co ja gadam ?! Wystarczyło, że spojrzał mi w oczy i już niczego nie musiał się domyślać. Podszedł do mnie i objął ramionami, przyciągając do swojej klatki piersiowej.
***
Weszliśmy do ich domu, był cichy i od razu można było poczuć jaki jest pusty. Brakowało w nim ich chichotu, dreptania małych nóżek Sophie po pokoju. Teraz powinien do nas podejść Stan i podać piwo, a zaraz za nim przybiegła by [i.n.p] z Soph na rękach i uściskała... nie zrobią już tego.
Ogarnęło mnie przygnębienie, wszystkie rzeczy stały tak jak je zostawili. Zwracałam uwagę na każdy najmniejszy szczegół, który teraz wyjątkowo mi o nich przypominał. Poskładane i wyprasowane rzeczy stały w białym koszu przy szafce, na środku pokoju leżał koc z mnóstwem zabawek, co oznaczało, że któreś z nich przed wyjazdem bawiło się z Sophie. Sophie. To nią teraz musimy się zająć.
poniedziałek, 3 grudnia 2012
# 1. Louis.
Od Autorki :Będzie on trochę krótki i nudny, gdyż to mój pierwszy imagine. Znacznie lepiej idzie mi w pisaniu opowiadań ;)
Imagine #1
- Tomlinson puszczaj ! – Darłaś się na niego , w momentach w których starałaś
się przestać śmiać. Nie mogłaś pojąc rozumowania Louisa , sam nie lubił być
łaskotany , a ciągle łaskotał ciebie. - Na pewno mam Cię puścić ? – Zapytał patrząc się w twoje niebieskie oczy.
- Tak ! – Odparłaś stanowczo. – Jestem umówiona na spotkanie z [i.t.ch.]. – Lou krzywo na Ciebie spojrzał, ale po chwili postawił Cię na ziemię.
- Nie wiem co ty w nim widzisz. – Odparł krzyżując ręce i opierając się o kuchenny blat.
- Louis nie zaczynaj znowu. – Nie mogłaś pojąć dlaczego Twój przyjaciel tak nie toleruje twojego chłopaka. Zawsze gdy o nim wspominałaś, stawał się zły i nie dało się z nim dalej prowadzić normalnej rozmowy. – Ja wychodzę, później wpadnę. – Powiedziałaś i pocałowałaś go w policzek, po czym żwawo wyszłaś do swojej ulubionej kawiarni.
Już po kilkunastu minutach byłaś na miejscu, gdzie z oddali zauważyłaś już swojego chłopaka. Chciałaś go pocałować, ale ten się odsunął i z powrotem usiadł na krześle.
- Coś nie tak ? – Zapytałaś zdziwiona jego zachowaniem .
- [t.i] ciężko jest mi to mówić, ale … nie kocham Cię już. Pokochałem kogoś bardziej niż Ciebie … - Ze zdziwienia otworzyłaś usta, sama nie wierzyłaś , że to co słyszysz jest prawdą. Przez chwilę zrobiło Ci się ciemno przed oczami. – Poza tym za dużo czasu spędzałaś z Louisem , więc sądzę, że długo nie będziesz musiała szukać pocieszenia. – Na jego twarzy pojawił się kpiący uśmiech, który wytrącił Cię z równowagi.
- Myślisz, że Cię zdradziłam idioto ! – Zaczęłaś się drzeć , tak , że ludzie wokół popatrzyli się na Ciebie. – Nigdy bym czegoś takiego nie zrobiła, bo Cię kocham! – Wstałaś po czym pobiegłaś w przeciwną stronę. Chcąc czy nie , z twoich oczu popłynęły łzy. Zatrzymałaś się przy parku, aby po chwili usiąść na ławkę. Schowałaś twarz w dłoniach i cicho szlochałaś, zaczęłaś zastanawiać się dlaczego ? Przecież było dobrze, a nagle wszystko legło w gruzach. Opanował Cię niesamowity gniew, skierowany w stronę Louisa. Wmawiałaś sobie, że to jego wina, że to przez niego, bo to on zatrzymywał Cię , przez co poświęcałaś za mało czasu [i.t.ch.] , a w towarzystwie znajomych zachowywał się jakby coś między wami było. Więc nic dziwnego , że takie plotki mogły się roznieść.
Ruszyłaś do domu. Chwyciłaś za klamkę, na przedpokoju zastałaś Louisa. Uśmiechnął się do Ciebie promiennie , ale ty obdarowałaś go lodowatym spojrzeniem.
- Hej , co jest ? – Zapytał widząc twoje zapłakane oczy.
- Nic. Zostaw mnie ! – Złapał Cię za rękę .
- Powiedz co się stało . – Oznajmił surowo.
- Zerwał ze mną …
- [t.i.] …
- … przez Ciebie. – Chłopaka wmurowało, a tobie udało się wyswobodzić z jego uścisku, po czym pobiegłaś szybko na górę. Lou nie przychodził do Ciebie, za to dzwonił, gdy po raz kolejny sprawdziłaś komórkę, zobaczyłaś 17 nieodebranych połączeń, a z godziny na godzinę ta liczba się powiększała. Ignorowałaś go, nadal byłaś na niego zła, nie docierało do Ciebie, że to tak naprawdę mogła być twoja wina.
*TYDZIEŃ PÓŹNIEJ*
Wstałaś, po czym poszłaś na dół coś zjeść. Rozległ się dźwięk dzwonka. Poszłaś otworzyć, w drzwiach ujrzałaś listonosza , który z radością podał ci do rąk kilka listów, podziękowałaś, po czym zaczęłaś je przeglądać. Większość z nich to były rachunki, ale jeden w szczególności przykuł Twoją uwagę. Natychmiast go otworzyłaś.
„Przepraszam, że zniszczyłem Ci życie. 12 lipca wyjeżdżam , więcej mnie nie zobaczysz. Przepraszam. Twój Lou.”
Odruchowo zatkałaś ręką usta. W jednej chwili zrozumiałaś jak go potraktowałaś, winiłaś go za coś, co tak naprawdę było Twoją winą. Spojrzałaś w kalendarz… to dzisiaj ! Natychmiast zadzwoniłaś do Louisa, tak jak myślałaś nie odbierał, spróbowałaś jeszcze raz , i jeszcze raz , ale za każdym razem brak odpowiedzi. Postanowiłaś zadzwonić do Harry’ego.
- Gdzie on jest ?! – Niemal się na niego wydarłaś.
- [T.I]… uspokój się. Jest na lotnisku ma zamiar wrócić do Doncaster. Lot jest za godzinę. Lepiej się pośpiesz. – Chłopak od razu zrozumiał o kogo chodzi.
- Dzięki ! – Szybko się rozłączyłaś i pobiegłaś do samochodu. Na lotnisku byłaś 40 minut przed czasem. Pobiegłaś tam gdzie zauważyłaś tłum fanek. Paul Cię rozpoznał , a na jego twarzy pojawił się promienny uśmiech, po czym przepuścił Cię przez ochronę.
Niemal rzuciłaś się na Louisa, by po chwili złączyć swoje usta z jego. Nie wiedziałaś dlaczego to zrobiłaś, to było odruchowe. Twoje ciało przeszły dreszcze, a na sumieniu nie pojawiło się żadne poczucie winy. Byłaś szczęśliwa , że to zrobiłaś, tym bardziej , że Lou odwzajemnił pocałunek.
- Nie zniszczyłeś mi życia głupku. Przepraszam za to jak Cię potraktowałam. – Wtuliłaś się w niego.
- Kocham Cię [T.I] .
- Też Cię kocham. – Lou znów Cię pocałował , tym razem bardziej namiętnie. Zgromadzeni wokół zaczęli klaskać, a ty uśmiechałaś się jak jeszcze nigdy, gdyż zrozumiałaś , że Twoja druga połówka, od zawsze była przy tobie.
Subskrybuj:
Posty (Atom)



