sobota, 18 stycznia 2014

Rozdział XVII


Od Autorki : No i mamy 17 rozdział. Mam nadzieję, że to Wam trochę rozjaśni historię ;) W tym rozdziale, nie jest jednak opowiedziane to dokładnie. W kolejnych rozdziałach będą się pojawiać wspomnienia Victorii, które będziecie mogli powiązać z tą historią. ;) Tekst pisany pogrubioną czcionką to wspomnienia. Po raz kolejny jest to krótki rozdział, ale chciałam dodać go jak najszybciej , czekaliście już wystarczająco długo ♥
                             ~Willyoumakemesmile~


Rozdział XVII - "Odrodzona"

- Może jesteś zmęczony ? - Moja intuicja podpowiadała mi, że granie na zwłokę , nic nie wniesie do naszej rozmowy. Czemu dzisiaj , czemu teraz ? Wybrał idealny moment na to, żebym opowiadała mu historię mojego życia. Świetnie.
- Nie.
"Dlaczego ty musisz być taki trudny."
- Co mam Ci powiedzieć ? - Zapytałam, kładąc się na łóżko.
- Wszystko. - Wzruszył ramionami.
- To nie odpowiedź.
-To dlaczego jej unikasz ?
Nie odpowiedziałam. Nie umiałam odpowiedzieć na to pytanie sama sobie. Poprawka . Umiałam, ale bałam się odpowiedzi. Każda moja słabość ujawniała się przy nim, a ja zaczęłam się zastanawiać czy on jest karą za moją przeszłość.

*Lana del Rey - Body Electric*

- Zoey za każdym razem upewniała mnie, że to co robię jest słuszne. - Spojrzał na mnie. - Uważałam, że przemiana jest darem, nie klątwą. Patrząc na siebie w lustrze widziałam coś pięknego. I to doprowadziło do tego wszystkiego. Z każdym kolejnym rokiem, który mijał, po przemianie zapominałam kim byłam. Zamiast własnych poglądów , miałam wpojone zasady ustalone przez Zoey. Moja ciotka była dla mnie ucieleśnieniem dobra, byłam jej wdzięczna za to że przyprowadziła Michaela (od autorki: Michael przemienił Victorię, jakby ktoś nie pamiętał) i na każdym kroku starałam się jej pokazać moją wdzięczność. Nie bez powodu zostałam przemieniona.
 Położył się obok mnie i po raz kolejny obdarzył mnie błękitem tych przepięknych oczu.
- Każda kolejna zabita przeze mnie osoba sprawiała, że moja mroczniejsza strona wychodziła na wierzch. Czułam jak rosnę w siłę, a razem ze mną coś więcej. Coś co później okazało się być moją zgubą. Ale przecież cały czas o to chodziło. - Mój głos na chwilę się załamał. Loui przysunął się jeszcze bliżej i objął mnie jedną ręką w pasie.
- W 1739 roku , uliczki Bayswater* spłynęły krwią. Wampiry dobrze wiedziały, gdzie najłatwiej pozostać niezauważonym. W tej dzielnicy podobnie tak jak teraz było pełno hoteli. Pełno ludzi , którzy nie wiedzieli o tym, że mrok czai się między budynkami. W najciemniejszych zaułkach. W domu ćwiczyliśmy to tyle razy, więc musiało się udać. Moja przemiana , nigdy nie była przypadkowa. Powinnam się poczuć wykorzystana, więc dlaczego reagowałam inaczej ? Było coś o czym mało kto wie. Michael opowiadał nam historię.Każda z nich była niesamowita, choć trudno było w nie uwierzyć, były prawdziwe. Byłam jak dziecko słuchające opowieści matki. Zafascynowana, nieświadoma tego dlaczego w ogóle mi to opowiada. Michael jest starym wampirem, wiedział rzeczy o których większość nie ma pojęcia, wiele razy powtarzał opowieść o "Odrodzonych"... raz w stuleciu rodzi się ludzkie dziecko, którego prawdziwa natura ujawnia się dopiero po przemianie. Nie wiem jak Michael je rozpoznaje, po prostu to robi.
- Kim są Odrodzeni ? - Zapytał mnie.
- Miałeś mi nie przerywać.
- Nic nie mówiłaś. - Wzruszył ramionami.
Westchnęłam głośno.
- Byliśmy na Bayswater , ja ,Daniel ,Zoey i Michael. Chciał mnie sprawdzić , przetestować, dowieść swojej racji. Błądziliśmy pomiędzy tłumami i szukaliśmy ofiar. Ludzie znikali i nikt nie zwracał na to uwagi. Po co się martwić , skoro im na nich nie zależy , prawda ? Nie wiedziałam dokładnie co mam zrobić, Michael nie
mówił nic konkretnego. Minęła północ i nadal nic się nie wydarzyło. Straciłam nadzieję... I wtedy niebo rozbłysło. Fajerwerki, Lou. Ludzie wychodzili na ulice, na hotelowych balkonach stali ludzie. Wszyscy patrzyli w górę. Odwróciłam się i widziałam tylko strach w oczach Zoey i niepokój w Michaela. Spojrzałam w tym samym kierunku. Kałuże krwi, a w nich ludzie. Nie my to zrobiliśmy. To byli inni , starsi, silniejsi i wcale nie mieli ochoty rozmawiać, na temat tego co tu robimy. Zoey ciągnęła mnie za rękę, uciekaliśmy. Czemu ? Przecież podobno kiedy jesteśmy razem, jesteśmy silniejsi. To wampiry, które mają kilkaset lat, wyszkoleni łowcy, więc jakie były szanse, że im uciekniemy ? Żadne. Staliśmy obok siebie, otoczeni. Michael musiał coś zrobić, on przecież zawsze ma plan. Tym razem też miał. Ja nim byłam...

- Victoria , jeśli nic nie zrobisz, zginiemy. Wszyscy. Pomyśl o tym, co zrobią z Zoey, chcesz widzieć jak cierpi ? - Słyszałam coraz to gorsze wizje najbliższej przyszłości. Wiedział, że tak będzie. Musiał wiedzieć, nie wpakował by nas w to ze świadomością, że może nas narazić. To dlaczego wszystko mi mówiło, żeby go posłuchać ? Oni chcą Cię skrzywdzić. Chcą skrzywdzić Twoją rodzinę. Najważniejsze osoby w Twoim życiu.
  Każda cząsteczka nienawiści w moim ciele, została skierowana w stronę przeciwników. Ogarnął mnie niesamowity chłód. Czułam jak moje dłonie robią się coraz zimniejsze. Przymknęłam oczy. Dziwne uczucie, zaczęło rozprzestrzeniać się po moim ciele. Nie było to przyjemne, bolało. Moje dłonie niemiłosiernie piekły, jakbym trzymała w rękach śnieg . Nie mogłam się pozbyć tego uczucia.
 Dźwięk. Pękający lód, jakby tafla zamarzniętej wody pękała pochłaniając wszystko wokół. Odważyłam się otworzyć oczy.

-
Wszystko było zamarznięte. Wszystko w promieniu 1 kilometra pokryte było lodem. W tym ludzie znajdujący się w pobliżu. Nie miałam pojęcia co się stało. Michael wybuchnął śmiechem i zaczął skakać wokół lodowych figur , niszcząc jedną za drugą... to są odrodzeni, Lou. Ja nią jestem.
- Ty ... nigdy nie robiłaś tego przy mnie.
- Bo już nie potrafię .
- Tak po prostu ?
- Nie. Sama tego chciałam. Po całym wydarzeniu , Michael tylko się upewnił. Nigdy nie powiedział mi do czego jestem mu potrzebna, ale dobrze wiedziałam. Nie musiałam pytać, mogłam to zauważyć. Zoey skakała w okół niego jak pies, była ślepo zakochana. Dopiero po kilkunastu latach zaczęłam patrzeć obiektywnie na całą sytuację.  Robiłam strasznie rzeczy, mam mnóstwo wrogów, a mimo to postanowiłam zrezygnować z moich umiejętności. Prawda była taka, że po 3 stuleciach chciałam, żeby ktoś mnie w końcu zabił. Żebym więcej nie musiała czuć poczucia winy i wyrzutów sumienia. Chciałam mieć święty spokój...
- Michael był tyranem. Chciał mieć władzę i ja dzięki mnie mógł ją zdobyć. "Odrodzeni" są to istoty potrafiące władać żywiołami. Ale skoro ja potrafię panować nad wodą i ogniem , to gdzie są pozostałe dwa żywioły ? I w tym momencie pojawiał się Michael, stwierdził, że jeśli chcemy coś osiągnąć, musimy pozbyć się reszty. Wytropienie kogoś takiego zajmowało nieraz kilka lat. A walka przynosiła mi coraz więcej bólu. Nie myśl, że nie było żadnych konsekwencji , po zaburzeniu równowagi natury. Każde starcie się żywiołów sprawiało ogromny ból. A poszukiwania się nie kończyły. Oprócz ludzi z każdego przyszłego stulecia, byli jeszcze Ci z przeszłego. Nikt nie próbował mu uświadomić, że to co robi jest niewłaściwe , nawet ja.
- Co się stało Vicki ? - Mimo, że nie sprecyzował pytania wiedziałam o co mu chodzi.
- Jedna noc ...

  Miałam wrażenie, że jeśli tylko się zatrzymam, nie dobiegnę na miejsce. Byłam wykończona, ale moim głównym celem było dotrzeć do ustalonego punktu kontrolnego. Westchnęłam głośno, mijając kolejny zaułek, ale zaraz uśmiech wpełzł na moją twarz kiedy zobaczyłam, że od mojego celu dzieli mnie zaledwie kilka metrów. Udało się.
 Oparłam się plecami o ścianę, starałam się nie zwracać uwagi na obolałe ciało i kilkanaście ran na moich rękach. Przymknęłam oczy tylko na chwilę.
- Ruszaj się, musimy się zbierać. - Spojrzałam na Michaela. Kolejny szalony bieg ?
- Nie dam rady , jestem wykończona.
Zmarszczył brwi i spojrzał na mnie srogo. Pociągnął mnie za rękę i zaprowadził za kolejny zaułek.
- Masz. - Powiedział, popychając mnie do przodu.
Byliśmy przy wejściu jakiegoś klubu, najwidoczniej zamkniętego, bo nikogo tu nie było ... oprócz małej, skulonej postaci siedzącej w kącie.
- Kto jest ? - Zapytałam.
- Twoja kolacja. Będę czekał na miejscu. - Pobiegł przed siebie.
 Podeszłam bliżej nieznajomego, który już po kilku moich krokach okazał się być kobietą. Twarz miała schowaną między kolanami, słyszałam jak łka. Na sobie miała jakąś porozrywaną koszulę i krótkie spodenki, nie miała butów, torebki , niczego przy niej nie było co mogłoby mi powiedzieć kim jest. Przykucnęłam, łkanie się nasiliło. Nic by mnie nie powstrzymało żeby ją zabić, ale w tej chwili coś mi mówiło, żebym się dowiedziała kim jest i co się stało.
  Dziewczyna podniosła głowę.
- Zabij mnie , nie chce tym być.
Zmrużyłam oczy. " Z chęcią bym Cię zabiła kochana ".
- Czym nie chcesz być ?

- Tobą. Nim. Żadnym z Was.
Zdziwienie malowało się na mojej twarzy. Mój wzrok pokierował się na jej szyję. Była ugryziona. Nie zwyczajnie, Michael próbował ją przemienić.
- Skąd wiesz o nas ?
- Wiemy o Was więcej niż myślisz . Może powinnaś przypomnieć sobie twarz małej dziewczynki, którą zabiłaś w 1867 , albo tamtego chłopaka, na którego chora matka czekała i umarła z nadzieją, że jej dziecko żyje.
- Myślisz, że głupią gadką i wyliczaniem moich ofiar , jakoś mnie poruszysz ? Kim jesteś ?
- Kimś kogo Michael się boi, dlatego nic o mnie nie wiesz, ale my wiemy o wiele więcej niż myślisz. Victoria Julia Blackburn , twoja ciotka powinna Cię chronić, a tymczasem sama wpadła w jego sidła. Zastanawiałaś się kiedyś co się stało z twoją matką ? Była katoliczką, uważasz , że rzeczywiście popełniła samobójstwo ? Pewnie też sama się pobiła i powiesiła, prawda ? Zapytaj tego potwora co się stało . Każdy kogo straciłaś to jego wina, może powinnaś zacząć zauważać, że wszyscy wokół Ciebie giną. Wiesz kto będzie następny, kiedy mu się znudzisz ? Daniel albo Z...
- Zabiłam ją ... tak jak prosiła. Nigdy nie dowiedziałam się kim była. Nie uzyskałam też odpowiedzi na pytania przez nią zadane. To nie było tak, że po prostu zrozumiałam, co robiłam Lou. Znienawidziłam Michaela, tylko dlatego, że ukrywał przede mną prawdę i zostałam wykorzystana. Później sama zapragnęłam mieć władzę. I wtedy poznałam Niall'a. W pewnym sensie poddał mnie terapii. Odwrócił moją uwagę od tego wszystkiego, robiliśmy razem szalone rzeczy na całym świecie i to był pierwszy raz kiedy tak naprawdę byłam szczęśliwa. Ale Foltar'owie nie odpuścili. Szukali mnie, a ja sprytnie ich unikałam gdziekolwiek byłam. Razem z Niall'em mieliśmy plan. Znaleźć w Hiszpanii Sapphire , prosić o pomoc i pozbyć się ich raz na zawsze. Chciałam pozbyć się mocy, aby uwiarygodnić to, że ją straciłam. Przez kilka miesięcy byłam zamknięta, nie dostawałam krwi ... nic, aż w końcu moje oczy przybrały swój naturalny kolor. Wiedziałam, że gdy tylko spróbuje się żywić, znów będą krwistoczerwone. Musiałam przestać zabijać, przerzuciłam się na taki tryb życia jaki prowadził Niall. Krew z torebki nie maskowała koloru do końca, musiałam się nauczyć jak to robić sama. Zapytasz się pewnie, po co to wszystko, przecież to nie ma żadnego związku . Jednak ma. Żeby więcej nie używać mocy, musiałam się osłabić. Wampiry mają czerwone oczy wtedy kiedy piją krew , przez całą metamorfozę jaką przeszłam , czerwony kolor zniknął. Oni nie mogli się dowiedzieć, że zrobiłam to specjalnie, dlatego musiałam się nauczyć to kontrolować. "Dieta" nie wystarczyła, Sapphire naznaczyła moją krwią kilkadziesiąt okręgów wokół swojego domu, wypowiadając przy tym zaklęcia. Nie wiem co dokładnie zrobiła , ale podziałało , nie potrafię już nic zrobić. Później sprawy potoczyły się prosto. Udało mi się przekonać ich , że to wina wiedźm. Uwierzyli. Przynajmniej tak mi się wydawało. Myślę, że Michael wie i prędzej czy później wykorzysta to przeciwko mnie. Teraz idziesz spać. Muszę jeszcze porozmawiać z Niall'em.
- Wracaj szybko.

***
- Nie wiem czy dobrze zrobiłam, Niall.
- Przestań się tym tak zamartwiać. Według mnie dobrze zrobiłaś, przynajmniej nie będziesz musiała się tym później martwić. - Wzruszył ramionami. - Co robimy z Amelie ?
- Jestem ciekawa, po co Sapphire ją tu wysłała.
- W sumie niezła z niej laska...
- Niall ! - Rzuciłam w niego poduszką.
- Ty masz Lou, a ja mam dosyć patrzenia na was. - Pokazał mi język. - Dlaczego rzuciłaś we mnie poduszką ? Przez Ciebie czuję się jak w amerykańskim filmie. - Prychnął pod nosem.
- Czemu wyjechaliśmy ?
Cisza.
- Victoria, co Ci powiedziała Natalie ?!
A miałam mieć już spokój.
__________________________
Bayswater - dzielnica Londynu.

9 komentarzy:

  1. Super!! Czekam na next


    ~ Laura

    OdpowiedzUsuń
  2. WOW. djkafhjhdfiuowy... MEGA genialny! ;-*

    OdpowiedzUsuń
  3. SUPER! Przy okazji zapraszam do czytania, komentowania i obserwowania mojego bloga!

    http://i-want-you-to-stay-one-direction-blog.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  4. Świetny czekam na nn <3
    ~ Vera

    OdpowiedzUsuń
  5. Zostałaś nominowana do Liebster Awards !
    Więcej informacji na moim blogu
    http://this-bloodless-battle.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  6. Czekam na kolejny! :3
    -
    http://you-and-i-fanfiction.blogspot.com/
    -
    Pozdrawiam! Xx
    / Haz.

    OdpowiedzUsuń
  7. O boże dopiero co zkonczyłam czytać poprzednie rozdziały <33 Uzalezniłam się od tego
    Zapraszam na http://little-me-in-a-big-world.blogspot.com/?m=1 może ktoś się uzeleżni od mojego opowiadania

    OdpowiedzUsuń
  8. Świetne, kocham po prostu...jejku, teraz wszystko rozumiem...i te żywioły, genialny pomysł. Ale co z Natalie?

    OdpowiedzUsuń