niedziela, 3 listopada 2013

Rozdział XIV



Od Autorki : Dziękuję za 12.000 wyświetleń ! ♥ Swoją drogą blog ma już 69 komentarzy , hah ♥ Dziękuję :)

Rozdział 14. - "Nadzieja matką głupich "

 - Wy tak na poważnie ? - Zapytałem ukochaną. Spojrzała na mnie z pytaniem w oczach. - No wiesz ... wiedźmy, czarownice ...
- Jak ostatnio sprawdzałam to byłam wampirem , więc myślę , że czarownice istnieją. - Uśmiechnęła się do mnie i wróciła do wcześniej przerwanej czynności.
  Wciąż byłem pod wrażeniem z jaką gracją poruszała się po pokoju , zbierając nasze rzeczy i wkładając je do walizek. Żeby nie było , zaoferowałem swoją pomoc, ale kazała mi usiąść i nic nie robić, bo tak będzie szybciej. No i na tym moje dobre maniery się skończyły.
  Zaczynałem się powoli przyzwyczajać do tego miejsca i może dlatego informacja , że musimy je opuścić , delikatnie zakuła mnie w serce. Czułem się tu w jakiś sposób bezpiecznie. Poza tym Niall okazał się całkiem równym gościem i znalazłem w nim przyjaciela. Wydawał się w porządku i nie zachowywał się jakoś nadzwyczajnie , dzięki czemu miałem niewielkie poczucie normalności w tej już i tak dziwacznej sytuacji.
  Niestety ciągle dręczyły mnie obrazy zapłakanej matki , zastanawiałem się co teraz robią i zadawałem sobie głupie pytanie : Czy tęsknią ? Było to oczywiste. Miałem wyrzuty sumienia , w końcu gdybym został nie było by tej całej sytuacji. Coraz częściej obwiniałem się o to w co wpakowałem moją dziewczynę - wyszedłem z takiego założenia, że to moja wina. Miałem świadomość, że mimo tego co mi powiedziała, byłem dla niej w jakiś sposób ciężarem. Gdyby mnie tu nie było może byłoby jej łatwiej. Na pewno .
  Nie zdążyłem skończyć moich wewnętrznych przemyśleń , kiedy poczułem znów te miękkie usta na swoich.
- Po twojej minie widzę, że nad czymś intensywnie myślisz. Przestań. Znowu się zasmucasz.
 Pokiwałem głową , sam nie wiem dlaczego , ale dziewczyna uśmiechnęła się na mój gest i wróciła do wcześniej wykonywanej czynności. Po raz kolejny miała rację.
  Zszedłem po schodach , wcześniej uprzedzając Victorię o tym , że idę na dół. Podążyłem średniej długości korytarzem , wyłożonym drewnianymi panelami , wprost do gabinetu Niall'a .
 Blondyn siedział przy biurku i zawzięcie klikał coś na klawiaturze swojego laptopa. Przestał dopiero , kiedy zauważył , że siadam na kanapie w rogu pokoju. Podszedł do mnie i rzucił we mnie białą kopertą , zamkniętą niebieską pieczęcią z jakimś niezrozumiałym dla mnie wzorem. Nie widziałem wcześniej tego symbolu i zastanawiałem się po co on mi w ogóle to dał.
- Co to ?
- Twoje nowe dokumenty. - Kąciki jego ust uniosły się ku górze. - Przez granice , raczej bez paszportu nie przejdziesz. - Powiedział , po czym z powrotem wrócił do komputera, całkowicie ignorując moją obecność.
  Znając pomysły i brak ograniczeń tych wampirów, wcale się nie dziwiłem , że załatwią mi fałszywki. Westchnąłem głośno, w duchu modląc się, bym nagle nie nazywał się jakoś tandetnie. Victoria uprzedzała, że coś takiego może nastąpić, zwłaszcza , jeśli moja rodzicielka zgłosi sprawę na policję.
  Otworzyłem pakunek i wziąłem do ręki paszport. Na okładce widniał herb UK , więc mogłem się tylko domyślać, że póki co jestem jeszcze obywatelem tego kraju. Otworzyłem na stronę , która najbardziej mnie interesowała.

WILLIAM TOMLINSON 

Odetchnąłem z ulgą , widząc że zostałem jedynie pozbawiony jednego imienia, reszta bez zmian. Dowód osobisty również niczym się nie różnił , dlatego wrzuciłem wszystkie dokumenty z powrotem do koperty . Kilka sekund później , drzwi się uchyliły, a do pokoju weszła Victoria.
- Chyba wszystko. - Mruknęła , siadając na moich kolanach i opierając głowę o moją klatkę piersiową. Niall spojrzał na nią, a widząc moje zdezorientowanie , starał się hamować śmiech.
- Założę się, że i tak czegoś zapomniałaś. - Chłopak wydawał się być rozbawiony i widziałem , że specjalnie stara się zdenerwować Vicki. Robi to odkąd tu jesteśmy, a mi pozostaje popierać moją dziewczynę i starać się opanowywać napad śmiechu. Co jak co , ale wampirzycę łatwo było wyprowadzić z równowagi, chociaż była osobą cierpliwą. Sposób w jaki za każdym razem marszczyła nosek i mrużyła oczy , sprawiał , że miałem ochotę wziąć ją w ramiona i już nigdy nie wypuszczać.
  Dziewczyna fuknęła tylko w stronę blondyna , co było dziwną reakcją zwłaszcza, że we wcześniejszych dniach , między nimi dochodziło albo do szaleńczej gonitwy po całym domu , albo do rękoczynów. Niall chyba również zauważył to dziwne zachowanie, więc zaczął pomału wychodzić z pokoju, obserwując każdy ruch dziewczyny. Niestety działał zbyt wolno, bo gdy tylko miał już chwycić za klamkę, pozostawiając nas samych, Vicka zeskoczyła z moich nóg i sięgnęła po stos książek leżących na stoliku obok. Zdążyłem tylko zarejestrować jak jeden z tomów Lindy Grant* trafia w blondyna. Chłopak zaczął mruczeć coś pod nosem i trzasnął drzwiami .
- Nigdy mi się to nie znudzi. - Zaśmiałem się w stronę dziewczyny. Skrzyżowała ręce na piersi i patrzyła na mnie przez dłuższą chwilę. Poczułem się skrępowany, no bo który mężczyzna chciał by oceniała go kobieta, a już zwłaszcza taka jak Victoria. Dziewczyna przygryzła dolną wargę i podeszła do mnie z powrotem zajmując swoją stałą pozycje. Przysunęła swoją twarz do mojej .
- Kocham jak się śmiejesz . - Mruknęła wprost w moje usta , a ja byłem niemal pewien , że przez sekundę widziałem jej kły. I nie wiem dlaczego w tamtej chili wydała mi się jeszcze bardziej seksowna. Jesteś jakimś fetyszystą Tommo ? Zapytałem sam siebie .
- Musimy iść. - Szepnęła po raz kolejny.

***

Powiedzmy , że miałem lekką obawę gdy na lotnisku sprawdzali moje dokumenty , starałem się wyglądać jak najbardziej naturalnie i chyba mi się to udało , bo stewardesa spojrzała tylko na mnie i kazała iść dalej.
Swoją drogą zastanawiałem się jak wygląda paszport Vicki. Z pewnością gdyby miała tam wpisaną datę 1717 , obsługa lotniska trochę by się zdziwiła. Bardziej zastanawiało mnie to czy dziewczyna ma swoje imię i nazwisko. Dlaczego miałem przeczucie, że to nie jest moja ostatnia podróż samolotem ? Z pewnością nie zostaniemy w Hiszpanii długo , przynajmniej do czasu , aż znajdziemy jakieś rozwiązanie.
  Kolejna męcząca podróż za mną i nie miałem co liczyć na ciepłe łóżko przez najbliższe kilka godzin. Od razu po wyjściu z lotniska, czekało na nas czarne BMW , swoją drogą czy wszystkie ich samochody muszą być czarne ? Bynajmniej zmierzaliśmy do hotelu, z tego co mogłem wywnioskować po znakach drogowych i tablicach informacyjnych , to jechaliśmy gdzieś na obrzeża miasta.
 Okolica coraz bardziej przypominała brazylijskie fawele. Większość budynków zbudowana była z czerwonej cegły, niewysokie schodki przed drzwiami frontowymi, na których siedzieli jacyś ludzie. Mimo później pory -właściwie nie miałem pewności która jest godzina, ale patrząc na to , że słońce już dawno zgasło , a mieliśmy środek sierpnia - pewnie późna. Większość ludzi , których mijaliśmy wyglądała podobnie jak to miejsce . Nie żebym był jakimś rasistą czy Bóg wie czym . Przynajmniej Ci , których widziałem kilka minut wcześniej, bo w tej chwili dopiero zorientowałem się, że Niall i nasz kierowca - o którym zapomniałem wspomnieć- wysiedli z samochodu , niestety było zbyt ciemno , bym mógł cokolwiek zobaczyć. Nie wiedziałem czy kierowca , bądź przyjaciel moich wampirów, również był jednym z nich. Nie zwróciłem na to uwagi wcześniej , gdyż sądziłem , że ma on po protu dostarczyć nas na miejsce.
  Spojrzałem na Vicki i dopiero teraz zrozumiałem , że od dłuższej chwili mi się przypatruje.
-Tam nie jest bezpiecznie i nie każdy kogo widzisz to człowiek. - Uśmiechnęła się pocieszająco. - Proszę , trzymaj się blisko mnie.
  Wysiedliśmy z samochodu , dziewczyna naciągnęła mi kaptur na głowę i to samo zrobiła z kapturem swojej bluzy. Natychmiastowo chwyciła moją dłoń i prowadziła w tylko sobie znanym kierunku.
  Znajdowaliśmy się w dosyć szerokiej uliczce , która rozgałęziała się na samym końcu. Po obu stronach stały domy . Dopiero teraz mogłem się przyjrzeć ludziom/istotom . Nie chciałbym znaleźć się w którejś z mniejszych uliczek , pomiędzy domami. Oczami wyobraźni widziałem czerwone ślepia, które się tam czaiły , choć być może to wcale nie była moja wyobraźnia. Widziałem kilku chłopaków i na pewno nie były to wampiry , między innymi dlatego , że widziałem jak paraliżował ich strach , kiedy kilka metrów dalej przyglądało im się kilka wampirzyc. Nie wyglądały jak Victoria , pod tym względem, że moja Vicki , wyglądała jak anioł i nie miała w sobie nic diabolicznego, w przeciwieństwie do potworów, które najprawdopodobniej polowały na biedaków , o których wspomniałem wcześniej. Wampirzyce mogłem porównać do Zoey , podobieństwo było zaskakujące. Czarne ciuchy , oko mocno podkreślone kredką i czerwone usta. Wzdrygnąłem się, gdy jedna z nich spojrzała się na mnie , po chwili znów patrzyłem w ziemię. Moja dziewczyna w ogóle tu nie pasowała , więc skąd znała to miejsce ? Wiedziałem , że nie mówi mi do końca całej prawdy , a obiecała , że to zrobi. Ufałem jej , dlatego cierpliwie czekałem , aż w końcu poukłada sobie wszystko w głowie i dowiem się o co tak naprawdę chodzi.
  Od dłuższej chwili zastanawiałem się , gdzie jest Niall. Patrząc na Victorię, raczej teraz mi nie odpowie, jej zacięty wyraz twarzy , coś na wzór "Nie podchodź, gryzę" sprawiał , że istoty szybko odwracały od nas wzrok. Przez co miejsce pobytu Niall'a  pozostawało do ustalenia jedynie przez moje domysły. Przecież skoro dziewczyna puściła go samego , to raczej nic mu się nie stanie. A nie wspominając już o nieznajomym z samochodu ,więc w zasadzie nie był sam.
 Mijaliśmy kolejne kamienice, aż w końcu zatrzymaliśmy się przed jedną. Nie wyglądała lepiej niż inne. Dom był piętrowy, na samym dole granatowe drzwi , do których prowadziły kamienne schodki. Zaraz obok dwa okna , szczelnie zasłonięte jakimś czarnym materiałem. Piętro od zewnątrz wyglądało o wiele gorzej. W obu oknach nie było szyby , przez co taki sam czarny materiał jak na dole przecinał powietrze. Swoją drogą pogoda diametralnie się pogorszyła, wiatr wiał coraz mocniej , co zwiastowało to , że zaraz lunie. A myślałem, że chociaż trochę oderwę się od angielskiej pogody. Nadzieja matką głupich.
 Dziewczyna pchnęła drzwi , które od razu ustąpiły, wepchnęła mnie do środka i zatrzasnęła za mną drzwi. Dlaczego mnie to nie zdziwiło , że nie widziałem nic co było dalej niż metr ode mnie. Ktoś tu nie zapłacił rachunków za prąd ...
 Vicka po raz kolejny chwyciła moją dłoń , natomiast drugą sięgnęła po coś na szafce. Przynajmniej wydawało mi się ,że jest to szafka. Po chwili delikatne światło rozświetliło mrok.  Nim się spostrzegłem kilka kolejnych świec rozświetliło korytarz. Wow , ten dom jest o wiele większy niż się wydaję. Cisza jaka tu panowała była przerażająca, a mój niepokój wzrastał z myślą, że ktoś w tym domu jest. No bo był , prawda ? Victoria raczej nie weszłaby tu bez powodu. Wciąż oboje milczeliśmy. Ja chyba dlatego, że starałem się zachować spokój i nie zacząć panikować, a mój umysł próbował przetworzyć wszystkie informację i poukładać fragmenty układanki , na temat magicznego świata.
- Nie przestrasz się. - Mruknęła.
  Miałem zapytać co miała namyśli , ale nim zdążyłem to zrobić , brutalnie pociągnęła mnie za sobą przez cały dom, aż dotarliśmy do kuchennych drzwi , prowadzących na podwórze.
  Nie było to zwyczajne podwórko, było to coś na wzór dworku. Plac otoczony takimi samymi kamienicami jak ta , w której się znajdowaliśmy.
  Oboje wyszliśmy na zewnątrz. I teraz dopiero mogę powiedzieć co charakteryzowało ten jakże prześliczny plac. To się nazywa ironia. Na środku paliło się wielkie ognisko, coś na wzór tego , gdy pod koniec roku w liceum , razem ze znajomymi wrzucaliśmy zeszyty do ognia i patrzyliśmy jak w ten sposób rozpoczynamy kolejne szalone wakacje.
 Wokół płomieni stało kilkadziesiąt kobiet w różnym wieku. Zauważyłem nawet dziewczynę, która najprawdopodobniej była młodsza ode mnie. Słyszałem jak mówią coś ,co nawet nie brzmiało jak angielski. Każda z nich wyglądała podobnie jeśli chodzi o stroje. Wszystkie miały czarne szaty coś na wzór habitu, a na szyi długi, metalowy naszyjnik z czerwonym oczkiem na samym końcu. Ręce miały wyciągnięte w górę, niektóre zamknęły oczy , natomiast te które tego nie zrobiły , wyglądały wręcz przerażająco.
  Zajęło mi kilka minut , aby zrozumieć , że znajduję się w samym środku sabatu. Moja wiedza o tego typu "imprezach" ograniczała się do tego , że w trakcie tego wszystkie wiedźmy przywoływały demony i zmarłych , albo rzucały klątwy.
  Nim się obejrzałem , ogień zgasł, a nas znowu ogarnął mrok. Ścisnąłem dłoń Victorii , aby upewnić się , że wciąż jest przy mnie. Zazdrościłem jej umiejętności widzenia w ciemnościach. Uczucie niepokoju szybko mnie ogarnęła zaraz po tym, jak koło nas coś przeszło. Miałem cichą nadzieję, że żadna z tych czarownic nie będzie wyglądać jak któraś z postaci Silent Hill . Jezu tego tylko mi brakowało , aby moja miłosna historia przerodziła się w survival horror. Być może Victoria mówiąc mi , żebym się nie bał nie miała wcale namyśli czarownic , tylko coś gorszego. "Wiedziałeś na co się piszesz Tomlinson."
  Czy dziwne jest to , że moje alter ego zawsze podsuwało mi jakąś ironię ? Sam nie wiedziałem , że w podświadomości mogę być tak sarkastyczny.
  Na całym placu rozbłysły latarnie. O dziwo nikogo na nim nie było , oczywiście oprócz nas. Mój umysł jak zwykle snuł swoje teorie , przez co wydawało mi się, że wiedźmy czają się gdzieś w ciemnym koncie i przyglądają się nam.
  Po raz kolejny to ona prowadziła, przeszliśmy przez dziedziniec zmierzając do kolejnego z domów.  Ten wydawał się być bardziej przyjazny od poprzedniego , między innymi dlatego , że paliły się w nim światła, a cały budynek był w ogólnie lepszym stanie.
  Weszliśmy do środka. Dom był podobny również pod tym względem , że rozmieszczenie pokoi było takie samo jak w poprzednim. Przeszliśmy korytarzem , jak zakładam do salonu - Przynajmniej według mnie miejsce z telewizorem i co najmniej jedną paprocią to salon.
  Na podłodze leżał czerwony dywan z mnóstwem wzorów, przez chwilę naprawdę wyobraziłem sobie jakbym odwiedzał dziadków. Ściany były kremowym kolorze , który naprawdę pasował do dywanu. Moja sarkastyczna strona daje mi się we znaki ... znowu. Co ty się tak przyczepiłeś tego dywanu Tommo ?! Jesteś w domu wiedźmy / czarownicy czy Bóg wie czego , a jedyne co Ci przeszkadza to dywan nie pasujący do ścian ? Jezu , jestem bardziej płytki niż myślałem.
 Przy samym oknie , gdzie znajdował się drewniany stół , na jednym z krzeseł siedziała kobieta. I nie wiem jakim cudem jej wcześniej nie zauważyłem ?
 Była na pewno w podeszłym wieku. Białe włosy do ramion splecione w tej chwili w warkocza. Kobieta miała na sobie taką samą szatę jak uczestniczki sabatu , także mogłem się tylko domyślać, że jest to osoba której szukamy. Wiedźma rozkładała na stole karty tarota, a gdy położyła ostatnią skupiła swój wzrok na nas. Miałem ochotę skulić się pod jej spojrzeniem. Czy starsze panie nie powinny być miłe i częstować Cię ciasteczkami ? Przeszedł mnie lodowaty dreszcz , kiedy popatrzyła na mnie i lekko się uśmiechnęła. Czyżby moja teoria na temat starszych pań się sprawdzała ?
- Przeszkodziliście nam , będę musiała się tłumaczyć Victorio. - Ponownie spojrzała na moją dziewczynę. - Usiądźcie. - Westchnęła.
- Nie miałam czasu , żeby powiadomić Was o naszej wizycie. Poza tym skąd miałam wiedzieć, że dzisiaj urządzicie sobie swoje czary mary.
- Powinnaś liczyć księżyce , nauczyłam Cię tego. Zachowuj się moja panno , skoro chcesz mojej pomocy . - Czarownica o dziwo była naprawdę spokojna, a jej ton przypominał mi Matyldę z "Ani z Zielonego Wzgórza". Uśmiechnąłem się na samą myśl o Victorii , jako o Ani. W sumie charakter ma trochę podobny.
- Nie wysilaj się , żeby mi wszystko opowiedzieć. I tak już wszystko wiem. - Mruknęła kobieta, uśmiechając się przebiegle.
  Victoria przymrużyła oczy , jakby nie wierząc czarownicy.
- Skąd ?
- Myślisz moja droga, że po tym jak postanowiłaś wrócić do domu, zostawiłabym Cię bez nadzoru. Pff , jeszcze zrobiłabyś jakieś głupstwo.
- Natalie ... nie przypadkowo natknęłam się na nią w lesie, prawda ?
- Skorzystałam z okazji , skoro i tak miała wykonać tam zadanie. Uprzedzając Twoje pytanie, po ataku na Cassie nic jej nie jest. Ukryła się w twoim domu. Razem z Harrym powinni niedługo tu przyjechać. Miło Cię w końcu poznać , Louis. Natalie zdała mi całkowitą relację z tego co jest między Wami. Wiecie , że to niebezpieczne ? Ale karty mówią, że tak miało być , jakaś większa siła od mojej tak postanowiła. W każdym razie przyszłaś tu szukać pomocy.
- Dlaczego oni mnie szukają ?
- Nie wiem. Możliwe, że Daniel przekonał Cassie , że to był twój plan. Powiem Ci kochana , że TAM  nie dzieje się najlepiej . Kilku pierwotnych zawiązało niebezpieczne układy, coraz więcej zła się dzieje. My wszystkie tylko czekamy , aż wybuchnie coś poważniejszego.
- Nie mówisz mi wszystkiego, Sapphire. - Victoria pochyliła się nad stołem.
- Nie mogę Ci powiedzieć wszystkiego Vicki . Przynajmniej nie teraz , kiedy nic nie jest pewne, ale większość z nas czuję, że zło się zbliża i to coś o wiele gorszego niż możesz sobie wyobrazić.
  Sapphire odsunęła się od kart i przesunęła je w naszą stronę. Palcem wskazała na kartę z białym smokiem. Znajdował się w jaskini, a jego ogon oplatał pobliski kamień. Zwierzę na głowie miało koronę, a białe kły były niemal niezauważalnie przez jego białe łuski. Z jaskini padało na niego światło , a jego łeb skierowany był ku górze.
- Najgorsze jest to , że jesteście w to zamieszani. - Vicka wstała gwałtownie z krzesła.
- Lou, idziemy !
- Dobrze wiesz Vicki , że jeśli teraz to zrobisz znajdą Cię. - Spojrzałem na nią i widziałem jak próbuję podjąć decyzję. Była wytrącona z równowagi i byłaby w tej chwili skłonna zabić, jej ofiarą prawdopodobnie byłaby wiedźma.
- Co z Niall 'em ? - Zapytała po chwili.
- Dobrze się spisał , niedługo tu będzie.




________________________
*Linda Grant - pisarka urodzona w Liverpool'u .

11 komentarzy:

  1. Boziuu , ale się dzieje , już nie mogę doczekać się nastęnego :D ochh świetny !

    OdpowiedzUsuń
  2. Świetny, czekałam na niego, ale było warto, teraz czekam na kolejny :)

    OdpowiedzUsuń
  3. G.E.N.I.A.L.N.E wiem, że to może trochę brutalne z mojej strony, ale chciałabym żeby Louis został wampirem. :D Daj następny,bo nie wyrabiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też bym tak chciała!! Ale co do opowiadania... jest świetne! Mam nadzieję, że Lou zostanie przemieniony, bo bez przemiany wyobrażam go sobie raczej jak jakąś ciotę... -_- Ale to tylko moja wyobraźnia, a z nią jest różnie! Świetne to jest! ~ Julie x

      Usuń
    2. Nie ukrywam , że miałam zamiar "przemienić Lou" , ale poczekajcie, aż akcja się rozwinie, a wtedy zobaczymy ;3

      Usuń
    3. Poczekajcie aż akcja się rozwinie. A jeżeli ktoś jest niecierpliwy, i nie chce Lou jako takiej cioty zależnej od dziewczyny ? :D Szybciej następny proszę *_*

      Usuń
  4. Witam. Z tej strony S1D. Uprzejmie chcemy poinformować, że na Twoim blogu nie ma odnośnika do Spisu opowiadań o One Direction (http://spis1d.blogspot.com/), w którym jest reklama Twojego fanfiction. Prosimy o umieszczenie punktu Drugiego naszego regulaminu. W innym wypadku Twój blog zostanie usunięty ze spisu. Czas na uzupełnienie, to dwa tygodnie.
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  5. boskie *__*
    ale masz talent
    zapraszam do mła
    :)
    http://stroyinmylife.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  6. O matko, wciągasz mnie coraz bardziej...ta historia robi się coraz bardziej rozbudowana....zajebiście piszesz, na serio, ja czegoś takiego bym nigdy niee wymyśliła, a co dopiero napisała...genialne, kocham wampiry ( to lepsze od Zmierzchu)

    OdpowiedzUsuń