piątek, 16 sierpnia 2013

Rozdział XI


Od Autorki : No i kolejny rozdział , z którym się męczyłam , brak weny zrobił swoje i mi samej się on nie podoba. Dziękuję za komentarze, nie wiedziałam, że tyle osób czyta mojego bloga , każdy komentarz od was sprawia że się uśmiecham , dziękuję również za to , że liczba obserwujących się powiększa :) Chcę uuprzedzić , że fragmenty pisane inną czcionką to wspomnienia :)

Rozdział XI - Nie zapominaj, że jestem zwykłą dziewczyną, która stoi przed Tobą prosząc, byś ją kochał...

~Oczami Victorii ~

Co zrobiłam źle ? Nie wiem. To Dręczy mnie od dobrych killlku godzin. Analizowanie każdej chwili , wspólnie spędzonej , okazało się bezsensu bo chociażbym chciała, to nie potrafiłam znaleźć błędu. "Skrzywdziłaś mnie" - Te słowa nie chciały opuścić mojej głowy . Tak bardzo nie chciałam , dlaczego cholerny Louis Tomlinson musiał pojawić się w moim życiu?! Życiu - a raczej jego braku. Bo moje zachowanie nie było w tej chwili najzwyczajniej w świecie normalne. Victoria, którą wszyscy znali nie zachowywała się w ten sposób.
  Siedziałam na masce mojego samochodu , nie wiedząc co dalej robić. Nie chciałam wracać do domu, nie chciałam widzieć Lou , zwłaszcza, że miałam pewność, że dzisiaj przysporzę mu tylko więcej cierpienia . Dlaczego wszyscy dostrzegają moją zmianę ? Byłam aż tak okropna , że teraz wszyscy mnie nie poznają.
- Cześć kochanie. - Usłyszałam szept przy swoim uchu i nie musiałam nawet się odwracać, żeby wiedzieć kto to.
- Od bardzo dawna , nie jestem Twoim kochaniem , Daniel. - Popchnęłam jego klatkę piersiową, aby odsunął się ode mnie , podziałało.
- Zawsze byłaś zadziorna. - Posłał całusa w moją stronę.
- Mieliście dać mi spokój. Stałam się dla Was bezużyteczna. Obiecaliście, że tu nie wrócicie. - Warknęłam.
- Oh , więc czujesz się z tym źle ? Skarbie , źle nas zrozumiałaś, zawsze byłaś nam potrzebna. - Złapał moją dłoń i splótł nasze palce. Odsunęłam się i ze skoczyłam z auta. Kiedyś taki gest według mnie byłby czuły i romantyczny, ale nie teraz kiedy poznałam jaki naprawdę jest Daniel Foltar, wcale mnie to nie ruszało .
- Księżniczko nie gniewaj się. - Złapał mnie w pasie i przyciągnął do siebie. Chyba zapomniał jaka jestem silna, bo po chwili bez problemu wyrwałam się z jego objęć.
- Manipulator. - Mruknęłam pod nosem, mimo to miałam pewność , że to słyszał.
- Czekaj! - Krzyknął widząc , że się oddalam. - Wiem kogo szukasz ! - Zatrzymałam się. Nie mógł wiedzieć. No bo skąd ? Nath by mu nie powiedziała , tego byłam pewna.
- Kłamiesz. - Znów szłam przed siebie, udając , że wcale nie zainteresowało mnie to co powiedział.
- Cassie Riley. - Podszedł do mnie. - Pomogę Ci . - Złowieszczo się uśmiechną, jak to miał w zwyczaju.
- Co chcesz w zamian ? - Bezinteresowna pomoc z jego strony , to byłby jakiś cud, mogłam teraz oczekiwać głupiego pomysłu.
- Spotkaj się z nami.
Doskonale wiedziałam co miał namyśli mówiąc "my" , a to tylko potwierdziło moje przypuszczenia , na temat przybycia Zoey i Michaela na dłużej.
  Dlaczego w ogóle przyjęłam jego pomoc ? Zawiodłam Lou , nie chciałam tego samego zrobić Nathalie. Być może również dlatego, że chciałam sobie coś udowodnić, albo najzwyczajniej zapomnieć o dzisiejszym dniu...
  Ostatecznie wynegocjowałam , że porozmawiam z nimi dopiero , gdy znajdę Cassie. Miałam dziwne przeczucie , zwykłe spotkanie rodzinne ? Z nimi ? Pfff ... nie w tym stuleciu. Za dobrze znałam moją "rodzinę" , taka bezinteresowność z jej strony była podejrzana i najprawdopodobniej wiele ryzykowałam godząc się na taki warunek.
- Jak chcesz mi pomóc ? - Spytałam , mając już pewność , że dziewczyna nie przebywa w klubie.
- KKiedyś byłaś bardziej przebiegła. - westchnął. - Gdzie młodzież bawi się w soboty ? 
- W domu... Leczy kaca , idioto. 
- Cassie tu nie było , więc jutro powinnaś znaleźć ją w studenckim parku. 
- Nie mam pewności, że ona tam będzie. - Mruknęłam , krzyżując obie ręce na piersi. 
- Trochę zaufania , słoneczko. - Udał obrażonego.
  Ta jego dramatyczność , kiedyś mnie pociągała . Próbowałam się nawet dowiedzieć czy przed przemianą był aktorem , ale nie chciał mi nic powiedzieć. Nigdy tak naprawdę nie wiedziałam kim jest Daniel i w pewnym stopniu ta tajemniczość była seksowna. Sprawdzała się hipoteza , że dziewczyny lubią niegrzecznych chłopców. Mimo , że był moim ideałem , z czasem okazał się kretynem. Nie wiem czy moja ciotka zaplanowała to że będziemy razem, ale nie wyglądała na zdziwioną kiedy jej o tym powiedziałam. Nie pamiętam kiedy i jak go poznałam , z biegiem czasu nawet wampir potrafi zapomnieć zwłaszcza kiedy robi to świadomie. 
  Po naszej krótkiej wymianie zdań , starałam się go spławić, ale ten uparcie za mną łaził. Z powrotem siadłam na maske czarnego porsche i w sumie przez całą noc nic innego nie robiłam, oprócz gapienia się na nietrzeźwych nastolatków.  Z początku martwiłam się, że będę ściągać na siebie niepotrzebną uwagę, ale większość dzieciaków ledwo chodziła i zaraz po wyjściu z klubu wsiadała do taksówki, podtrzymywana przez sswoich znajomych. Ignorowałam Daniela i chyba całkiem dobrze mi to wychodziło , bo odkąd nie odpowiadałam na jego durne pytania , siedział cicho.
- Powinnaś coś zjeść. - Mruknął cicho. - Na przykład ją. - Wskazał na niewysoką - ale na pewno wyższą ode mnie - rudowłosa dziewczynę. Na pierwszy rzut oka mogłam stwierdzić, że jest zdenerwowana. Chodziła w kółko co chwila zerkając na ekran swojego telefonu. Nie była pod
wpływem alkoholu i mimo, że jej twarz pokryta była makijażem , a na sobie miała obcisła sukienkę i wysokie krwistoczerwone obcasy, to wiedziałam, że nie jest pełnoletnia. Spojrzała się w naszą stronę, a my pośpiesznie odwróciliśmy wzrok. "Przyłapani" .  
- Nie mam zamiaru dzisiaj nikogo zabijać. 
- Dlaczego ? - Uniósł w górę brwi .
- Znika dziewczyna , podczas gdy do miasta wprowadza się tajemnicza blondynka i przypadkiem są na tej samej imprezie. Jak myślisz kto znalazłby się na liście podejrzanych ? - Westchnał głośno.
- Zamierzasz tak tu siedzieć ? - Nie odpowiedziałam.
- Dlaczego nie pójdziesz do domu? Za chwilę wzejdzie słońce. - Uśmiechnęłam się pod nosem. 
   Daniel nie był jednym z wampirów, które chodzą w dzień i w nocy. Nie wiem , przez kogo został zmieniony, ale na pewno nie był to Michael. Kiedyś sprawiało to problem, teraz cieszyłam się z tego. 

- Zoey , co się stało?- Zapytałam dziewczynę. Dokładnie obejrzałam swoje ręce, które spoczywały na mojej klatce piersiowej. Skóra stała się biała, miałam wrażenie jakby ktoś obsypał mnie mąką , paznokcie były zdecydowanie dłuższe i wyraźnie ostrzejsze. Pochyliłam się do przodu jednocześnie zrzucając nogi z łóżka. Włosy , które do tej pory były do ramion , teraz sięgały mi do pasa. Spojrzałam przed siebie , to zdecydowanie nie był mój pokój, a osoba stojąca w kącie nie była Zo. Dopiero spostrzegłam co mam na sobie . Czarna sukienka z gorsetem sznurowanym z tyłu, według mnie z za dużym dekoltem, odruchowo zakryłam się rękami, tajemniczy chłopak zachichotał. 
- Nie musisz się wstydzić, jesteś jeszcze śliczniejsza. - Byłam pewna, że się zarumieniłam. - Jestem Daniel. Nie musisz się mnie bać Vicki. Twoja ciotka zaraz powinna przyjść. Pewnie chcesz się obejrzeć ? - Nie bardzo wiedziałam co ma namyśli , ale pokiwałam głową. Chłopak podał mi rękę i pociągnął za sobą. Zatrzymał się i postawił mnie przed wielkim lustrem , oprawionym w złotą ramę. 
Zwróciłam uwagę na postać w nim. Szczupła blondynka, jej sylwetka była idealna , zgrabne , długie nogi, smukła talia , którą dodatkowo podkreślał gorset. Pełne usta , niewielki nos i oczy ... przerażające , czerwone ślepia , otoczone wachlarzem rzęs. Odcień jej skóry był wyraźnie widoczny, kątem oka zauważyłam, że był taki sam , jak u Daniela , tyle że on był bardziej blady i wyglądało to bardziej naturalnie.
Minęło kilka sekund , zanim zdałam sobie sprawę kim jest piękność w lustrze. Po moim policzku spłynęła łza i byłam pewna, że słyszałam jak spada na podłogę. 
- Czym jestem ? - Szepnęłam do siebie i przestałam kontrolować płacz. 

Potrząsnęłam głową na dźwięk głosu tego idioty.
- Tak właściwie dlaczego już nie umiesz tych swoich sztuczek, he ? - Zamruczał przy moim uchu i mogłam się domyślić, że to prowokacja.
- Mówiłam, że nie potrafię. - Wzruszyłam ramionami.
- Tak nagle zapomniałaś jak to się robi . Powiem Ci jaka jest prawda. Nadal to potrafisz , ale Zoey jest naiwna , więc uwierzyła w tą bajeczkę, a ty chciałaś się uwolnić i działać na własną ręke. 
- Ty naprawdę jesteś idiotą. 

 Zeskoczyłam z drzewa , dając tym samym znak Zoey , że jest bezpiecznie.
- Nie powinniśmy ubierać się na czarno. Czuję się jak dalmatyńczyk. - szepnęłam w stronę ciotki, na co zachichotała. 
Nie znałam dokładnego celu naszej "misji" . Właściwie to nigdy go nie znałam , pomagałam Michael'owi, bo podobno do tego zostałam stworzona. Nie wiedziałam czy Zo ma pojęcie po co to wszystko, a ona sama nie miała ochoty nigdy o tym porozmawiać. 
 Znajdowałyśmy się obecnie w zachodniej części hrabstwa Yorkshire . "Tak daleko od domu". Miejsce to okazało się kłopotliwe, bo w większości są tu same pola, więc trudno jest przemieszczać się niezauważonym, a o wykwintnym posiłku możemy tylko pomarzyć.  Kilka razy widziałyśmy niewielkie domy, ale uznałyśmy , że zbyt niebezpieczne będzie wejście komuś do mieszkania i urządzenie tam zbiorowego mordu. To był chyba pierwszy las , który spotkałyśmy, podczas biegu przez ostatnie 100km. Zachowałyśmy ostrożność, zwłaszcza, że wchodząc tu wyczułyśmy coś nieznanego, miałyśmy nadzieję że to wilkołak, bo zapach był zbliżony do mokrego psa. 
Ruszyłyśmy przed siebie , las zaczął się przerzedzać, a my mogłyśmy zobaczyć niebieską taflę wody. Dotarłyśmy na coś w rodzaju skarpy, pod nami rozciągała ciemna woda , która rozbijała się o przybrzeżne skały. Obie uznałyśmy, że miejsce naszego spotkania jest już niedaleko. Zoey wyrwała do przodu, unikając wody i zgrabnie lądując na piachu . Miałam zrobić to samo, ale w ostatniej chwili gdy ostatni raz spojrzałam na wodę , a silny wiatr otulił moją twarz , znów poczułam nie przyjemny zapach , nie wiedziałam skąd pochodzi , dopóki przypadkiem nie spojrzałam na ziemię. Znajdowała się na nich krew , co prawda lekko zatarta przez nasze buty , ale świeża. "Coś" co weszło do lasu , musiało być ranne i podejrzewam , że spadło prosto do wody. Wzruszyłam ramionami, jednocześnie zdając sobie sprawę, że jestem daleko w tyle. Przeszłam na lewą stronę skarpy i delikatnie odbiłam się od niej. Nie miałam tyle szczęścia co Zo , zbliżał się przypływ , więc lądując przy samym brzegu , zamoczyłam buty, a krople , które podskoczyły spadły na moje ubranie. Burknęłam pod nosem i pobiegłam za Zoey. Nie trwało to długo, widocznie trochę na mnie poczekała. 
- Co tak długo ? 
- Musiałam coś sprawdzić. - Wywróciła oczami i resztę trasy pokonałyśmy wspólnie.
   Dwie noce wystarczyły , aby pokonać kilkaset kilometrów z Londynu do zachodniej części hrabstwa, nie byłam zmęczona  ,  zresztą byłoby to absurdalne. Z każdą minutą zaczynałam się coraz bardziej denerwować. Przebyłam pół Anglii , żeby siedzieć na drewnianej ławce i gapić się na fontannę, która chyba była jedyną atrakcją tutaj.
- Na co właściwie czekamy ? 
- Nie twój interes. Zobaczysz później. 
  Nie mój interes ? Czułam jak się we mnie gotuje. W takim razie po co mnie tu brała. Znów miałam ochotę kogoś udusić , a nawet więcej. Pierwszą osobą byłaby Zoey i nie dlatego , że jest pod ręką.
- Victoria , przestań. Zobacz co robisz. - Mój wzrok pokierował się w to samo miejsce co jej.
  Kamienny zbiornik z wodą pokrył się szronem, a ciecz w nim zamarzła, natomiast krople , które do
tej pory tańczyły w powietrzu i swobodnie spadały , zmieniły się w kryształki lodu , po czym wszystkie roztrzaskały się na jeszcze mniejsze kawałki , o taflę lodu. 
- Miałaś nad tym panować. - Rzuciła mi kolejne beznamiętne spojrzenie. Później już żadna z nas się nie odezwała.

Wsiadłam do auta , jednocześnie trzaskając drzwiami . Nie obchodził mnie w tej chwili Daniel i nie miałam ochoty słuchać jego głupiej gadki. Moje oczy niebezpiecznie się zaszkliły , po raz kolejny tego dnia. Dlaczego ? Nie wiem. Jak widać brak odpowiedzi i niewiedza towarzyszą mi przez całe życie. To kolejny sposób by pokazać jaka jestem słaba. 
  Nim się obejrzałam , parkowałam samochód na swoim podjeździe. Zatrzasnęłam drzwiczki i powoli ruszyłam w stronę drzwi, upewniając samą siebie , że to dobry pomysł, aby wrócić. Biorąc pod uwagę fakt, że już świta , modliłam się aby Louis spał. Wiedziałam , że muszę z nim pogadać, ale na samą myśl o tym czułam przerażenie. Był dla mnie ważny , ale bałam się tego dziwnego uczucia. 
  Pchnęłam drzwi , starając się wywołać jak najmniej hałasu. Udałoby mi się przejść niezauważoną, gdyby nie fakt , że na schodach siedziała Nathalie. 
- Powiesz mi , co to miało być . - Rzekła , posyłając mi jeden z tych wrednych uśmiechów. - Mówisz mi , że gdzieś wychodzisz. Ok , w porządku. Ale mogłaś wspomnieć , że idziesz na spotkanie ze swoim byłym!
- Nie poszłam się z nim spotkać. - Syknęłam. - Chciałam znaleźć Cassie, a wtedy go spotkałam. A ty musiałaś przyprowadzić Lou, jeśli mówię, że masz zostać z nim w domu , to jak myślisz dlaczego ?! - Nie zauważyłam nawet kiedy zaczęłyśmy krzyczeć , budząc przy okazji połowę mieszkańców. 
- Zależy Ci na nim ? Na Lou.
- Co to ma do rzeczy ?
- Odpowiedz. Kochasz go ? Dlatego go tu zatrzymałaś. - Dalej milczałam. - Nie potrafisz przyznać tego sama przed sobą Vicki, ta popieprzona wampirza rodzinka nauczyła Cię tylko ranić , obdarzyła Cię fałszywą miłością , a tak naprawdę chcieli Cię wykorzystać. Udowodnij mi , że się zmieniłaś , że potrafisz decydować za siebie i masz jeszcze jakieś uczucia ! Kochasz go ? 
  Patrzyłam na nią , analizując każde słowo, moja podświadomość powoli przyjmowała do siebie bolesną prawdę. A ja zamiast czuć się gorzej , miałam się coraz lepiej, tak jakbym wszystko co złe zostawiała za sobą. Jakbym o tym zapominała.
  Pokiwałam głową.
- Powiedz to. 
- Kocham go. - Spuściłam wzrok na ziemię. Teraz bolało mnie tylko to, że go tu nie ma, słyszałam dźwięk łez rozbijających się o podłogę , a już po chwili przytulałam się do czegoś ciepłego.
  Moczyłam jego koszulkę swoimi łzami, a moje ręce ciasno oplotły go w pasie , przyciągając jeszcze bliżej. 
- Przepraszam. - Szepnęłam na tyle by mógł to usłyszeć. - Za wszystko co Ci zrobiłam Lou. Za to , że tyle czasu nie potrafiłam Ci tego powiedzieć. Kocham Cię. 
- Już , w porządku. Też Cię kocham. - Pogłaskał mnie po plecach, miałam gdzieś , że kilkanaście wilkołaków na nas patrzy. Odsunęłam się od niego i chwyciłam jego twarz w swoje dłonie , aby złożyć czuły pocałunek na jego ustach.
 Można komuś przebaczyć z dnia na dzień ? A co więcej zakochać się w ciągu tygodnia i być pewnym , że to miłość ? Najwidoczniej można.

14 komentarzy:

  1. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  2. Gotowa recenzja bloga.
    http://recenzjaaa.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  3. AWWWW... rozmarzyłam się czytając ten rozdział:-))
    wpadłam dzisiaj przez przypadek na twoj blog, ale teraz jestem już pewna zostaje tu XD piszesz genialnie to jest chyba jedyny tak dobry blog o one direction i wampirach jaki czytałam a uwierz mi czytałam już wiele
    to słodkie jak Vicki troszczy się o Lou chociaż ja na jego miejscu czułabym się tym lekko zażenowana. w końcu to chłopacy zwykle odgrywają role dzielnich książąt ratujących bezbronne księżniczki. ale podoba mi się takie odstępstwo od reguły<33
    cieszę się że Vicki w końcu powiedziała Louisowi że go kocha i to chyba oznzcza że są razem??
    POZDRAWIAM I ŻYCZĘ DUUUUUUUUUUŻO WENY!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ach , dziękuję za tak miłe słowa :)

      Usuń
  4. Superr zaczęłam go czytać wczoraj i zakochałam się ahahah na serio kocham twojego bloga <33

    OdpowiedzUsuń
  5. Co z następnym rozdziałem, będzie w ogółe? :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Będzie , postaram się go dodać w weekend :)

      Usuń
  6. Kocham tego bloga <3 Śnił mi się xD Fajnie że piszesz to :) Życzę miłego pisania kolejnych rozdziałów ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. KADFVAJHGVAGHVAKDEUGFVCUJAHVCKAUHGVDUADGFKUFKADGAKDUAFDAGFVAKUDSGAKUFCAVKTFAKDSFYADFAKYTDFJYTAFIAD
    ONI SĄ TACY LAUISDGFKVAHGFCVAKDGVKDUFDAKFVDFJBADKLFYHAKFUHADKGVADKUGASVDKUFGSDVFKUYDAGFKAGAKUYFVKDAFKADUFVADF
    KOCHAM ICH *O* Świetny blog czekam na następne @imaginoholic

    OdpowiedzUsuń
  8. Rozdział nic dodać nic ująć....wszystko zaczyna się rozkręcać, robi się coraz fajniej.....kocham to opowiadanie

    OdpowiedzUsuń