środa, 3 lipca 2013

Rozdział VII


Od Autorki :
Jak Wam się podoba nowy wygląd bloga ? :D Cieszy mnie fakt , że komentarzy jest coraz więcej, a ostatnio w ciągu 2 dni , było ponad 400 wejść :O ! Postaram się dodawać częściej imaginy , o ile to będzie możliwe, teraz mam ponad 2 tygodnie wolnego, a później szykuje się na wesele, pakowanie do Anglii i muszę odebrać nowy paszport :) 
Przypominam , że możecie mnie obserwować na Twitterze (choć tam rzadko kiedy jestem) oraz Instagramie, którego używam codziennie (a dodaję czasem naprawdę dziwne zdjęcia :O ) , możecie też zadawać mi pytania na asku, albo w komentarzach na blogu :)


Rozdział VII- Cokolwiek ludzie o mnie nie mówią, tym właśnie nie jestem.


~Oczami Victorii~

 Tak bardzo bałam się tego co mi powie. Znam go zaledwie kilka dni , a od kilku godzin czuję coś więcej. Nie wiem czy mogę to nazwać zakochaniem, to samo czułam w stosunku do Daniela, a skończyło się nieciekawie. 
  Pilnowałam tego tak bardzo , aby nikt się nie dowiedział , a w jednej chwili zjawia się moja zastępcza matka i wszystko niszczy. Dlaczego musiała przyjść w takim momencie ? Zresztą może dobrze się stało, chłopak wcześniej czy później wyciągnąłby to ze mnie. Może źle zrobiłam , że mu powiedziałam, może udałoby mi się wymyślić jakieś kłamstwo, ale jak tu kłamać , gdy wystarczy , że spojrzę w te niebiesko-szare tęczówki i wszystko wyśpiewam, wystarczy, że mnie dotknie i mogę powiedzieć całą prawdę. 
  Byłam przygotowana na to, że wyjdzie z mojej sypialni i zostanę sama, w najlepszym wypadku przyjdą pod mój dom z krzyżami , drewnianymi kołkami i wodą święconą, co i tak by nie podziałało, więc wcześniej czy później spalili by całe to miejsce.  


  Trzymałam go za rękę i nie chciałam puścić, w moim oczach pojawiły się słone krople, chyba po raz pierwszy płaczę od czasu wyjazdu od Zoey. 

- Lou ... boisz się mnie ? - Szepnęłam, na tyle głośno, żeby usłyszał . Cisza. Nic nie odpowiedział. Widziałam jak spuszcza swój wzrok na swoje buty, zastanawiał się. Poznałam go na tyle, żeby wiedzieć , kiedy to robi. Pokręcił głową . 

- Nie. - Powiedział po chwili. Splótł palce mojej ręki ze swoimi. - Choćbym chciał to nie umiem. 
Odetchnęłam z ulgą, ale wiedziałam, że to nie koniec moich zmartwień. - Ale ... musisz mi wszystko wytłumaczyć. - Popatrzył mi w oczy. Tego się bałam, Lou będzie chciał poznać prawdę, a to wiąże się z ogromną odpowiedzialnością i niebezpieczeństwem. Nie wiem czy umiem go ochronić.
- Ja ... nie wiem czy mogę Ci powiedzieć. 
- Dlaczego ?
- Bo od tego momentu możesz się znaleźć w ogromnym niebezpieczeństwie.
- Mam to gdzieś, chcę , żebyś mi wszy .... - Przerwałam mu.
- Jeśli Ci o tym powiem, zabiją Cię, już i tak wiesz za dużo, Zoey powie Michaelowi, oni tu przyjdą . Zabiją nas oboje. - Westchnęłam, zdałam sobie sprawę, że oni tu wrócą, a ja i tak będę musiała coś wymyślić, żeby ochronić Lou.  - Dobrze, powiem Ci, ale od tej pory musisz uważać na wszystkich i trzymać się blisko mnie.  - Pokiwał głową. Przeniosła się z powrotem na łóżko. - Co chcesz wiedzieć ? 
- Kim była ta kobieta , na dole ?
- Zoey , moja przybrana matka , przemieniła mnie. - Przez chwilę się nad czymś zastanawiał, po czym usiadł koło mnie, chwytając moje dłonie w swoje ręce.
- Ile masz lat ? 
- Urodziłam się w roku 1717 , podczas sojuszu między Francją a Wielką Brytanią, czyli mam jakieś 296 lat.
- Żywisz się krwią ? - Wzdrygnął się, a ja mocniej ścisnęłam jego dłonie, po czym pokiwałam głową. - Zabiłaś kogoś ? - Przymknął oczy i wstrzymał oddech. 
- Kiedyś tak. Już od dawna tego nie robię. 
- Więc jak ... 


- Schyliłam się, aby wyjąć z pod mojego łóżka czarną torbę, którą rano tu przyniosłam, po czym pokazałam Louis 'owi zawartość. 
- Och . - Wykrztusił tylko. - Co się stanie , gdy ... no wiesz ... nie zjesz ?
- Boli mnie wszystko , a z każdą minutą jest coraz gorzej, aż w końcu wampir opada z sił i nie może się w ogóle ruszać, ale ten proces trochę trwa. Pragnienie jest odczuwalne co kilka godzin u nowych wampirów, ale w przypadku mojego doświadczenia nie muszę się żywić tak często, dwa razy dziennie wystarczy. 
- Musiałaś to kiedyś robić , częściej ?
- Tak .


- Kiedy ?
- Zawsze gdy jestem z Tobą. - Tym razem to ja opuściłam wzrok. 
- Gdy jesteś głodna, twoje oczy robią się czerwone albo żółte. 
- Nauczyłam się to przy Tobie kontrolować. - Odparłam , gdy zrozumiałam, że to zdanie miało podwójne znaczenie. 
  Chwycił mnie za podbródek . 
- Teraz są niebieskie. - Uśmiechnął się słodko. 
- Czerwone oczy mają tylko wampiry, które żywią się świeżą krwią , to znaczy taką , która jest wyssana prosto z żyły, są one zazwyczaj silniejsze. 
- Zoey , takie miała , ale dlaczego Twoje były czerwone ?
- Jest coś czego nie wie Zoey, ani moja rodzina. Nauczyłam się zmieniać kolor tęczówek z niebieskich na czerwone. Będąc w Tajlandii, pomogło mi w tym kilka wiedź. Gdyby Zoey dowiedziała się, że nie jestem taka jak ona ... - Nie dokończyłam, bo nie chciałam wierzyć , że jedna z najważniejszych mi osób byłaby do tego zdolna, ale niestety to była prawda, Zo gdyby musiała pod wpływem Michale , skręciłaby mi kark jednym ruchem ręki. 
- Są inne magiczne istoty , oprócz wampirów ? 
- Znasz jedną nawet. - Uśmiechnęłam się. 
- Kogo ? 
- Natalie . - Spojrzał na mnie dziwnie. 
- Ona też jest wampirem ? 
- Nie. - Pokręciłam głową. - Jest wilkołakiem. - Patrzył się na mnie z niedowierzaniem. - Spokojnie. Wilkołaki nie krzywdzą ludzi. 
- Jest ich więcej ? 
- Pełno ich w moim domu. Mają coś do zrobienia. Ale wracając do twojego pytania. Oprócz wampirów i wilkołaków, są jeszcze czarownice. W XXVIII wieku ludzie często mówili, o innych zaczarowanych istotach i jestem pewna , że istnieją, ale trzeba ich dobrze poszukać. Osobiście nigdy ich nie spotkałam. W dzieciństwie do mojej mamy przychodzili ludzie, była jedną z założycielek miasta, słyszałam historie o demonach w mieście i nie była tu mowa o wampirach, opowiadali o stworzeniach z kopytami zamiast nóg, kocimi oczami, głową lwa i ogonem jak u diabła. Nigdy nie spotkałam takiej istoty , więc nasza rasa stwierdziła, że są to plotki rozsiane przez dzieci. 
  Nachylił się nade mną , tak , że nasze usta dzieliło kilka centymetrów. Nie wiedziałam o co mu chodzi, ostatni raz to robił , gdy był pewien , że kłamię. Nie wierzył mi czy był to po prostu czuły gest z jego strony ?
- Chciałaś być wampirem ?- Szepnął mi do ucha, po czym oparł swoje czoło o moje i wpatrywał się uparcie w moje oczy. 
- Nie. Zrobili to wbrew mojej woli .- Przymknęłam oczy na wspomnienie okropnej nocy. 
    
Miałam 19 lat, był to 14 kwietnia 1736 roku. Spałam, obudził mnie dźwięk uchylających się drzwi , które niemiłosiernie skrzypiały, uchyliłam lekko oczy chcąc wstać i zamknąć przyczynę mojej pobudki. Widząc nachylającą się nade mną postać , podniosłam się gwałtownie. Mój strach minął kiedy zobaczył przyjaźnie uśmiechającą się siostrę mojej matki. 
- Co tu robisz ciociu ? - Szepnęłam , zarzucając jej ręce na szyję i tuląc do siebie, po kilku sekundach przytuliła mnie również. 
- Postanowiłam Was odwiedzić . Przepraszam , nie chciałam Cię obudzić. - Powiedziała z wyraźną troską w głosie. Pokiwałam ze zrozumieniem głową. - Chcę Ci kogoś przedstawić. - Spojrzałam na nią pytająco .- Chodź . - Pociągnęła mnie za rękę w stronę tarasu. 
- Czemu nie wyjdziemy drzwiami ? 
- Nie chcę budzić Twojej matki, powiedziałam jej , że tylko się z Tobą przywitam i się położę, ale jestem zbyt podekscytowana , żeby czekać do jutra. - Wyszłyśmy przez taras na zewnątrz. W oddali widziałam ciemną postać, do której uparcie ciągnęła mnie ciotka. Gdy minęłyśmy dzielący nas dystans, zrozumiałam, że jest to mężczyzna, a dokładniej szatyn z zielonymi oczami i lekkim zarostem na twarzy. 
- Vicki . To jest Michael, mój narzeczony. - Powiedziała Zoey, wskazując na mężczyznę. Było w nim coś mrocznego i za chwilę miałam się dowiedzieć co to. 
- Ty to zrobisz czy ja ? - Miał bardzo wysoki głos, na dźwięk którego wzdrygnęłam się. 
- Mogę spróbować. - Odpowiedziała Zo, która cały czas stała za mną. Odwróciłam się w jej stronę, a jedyne co zdążył zarejestrować mój wzrok , to ciocia przytulająca się do mnie. Po chwili poczułem jakby ktoś wbijał mi dwie igły w szyję. Jęknęłam przeciągle , gdyż uczucie były potworne, modliłam się, żeby przestała. Moje modły zostały wysłuchane, bo już po chwili, okropne uczucie zniknęło, a jego miejsce zajęło jeszcze gorszy ból. Czułam jak słabnę i jak uginają się pode mną nogi, w ostatniej chwili ktoś mnie złapał. 

- Czy to boli ? - Moje rozmyślanie przerwał głos Lou, dopiero zdałam sobie sprawę , że przez kilka dobrych minut siedzieliśmy w ciszy. 
- Co ? - Zapytałam nie wiedząc co ma namyśli. 
- Przemiana w wampira. 
- Bardzo. - Na mojej twarzy pojawił się grymas, na wspomnienie okropnych doznań. - Samo ugryzienie to luksus w porównaniu z bólem , który towarzyszy przy przemianie. Przemiana trwa kilka godzin, a czasem nawet dni. Wszystkie twoje żyły, każda po kolei , zostają wypełnione wampirzym jadem, który działa natychmiastowo, Twoja krew zmienia konsystencję na lepką , zimną substancję. Masz wrażenie, jakby ktoś Cię zamrażał od środka. Dodatkowo nie możesz się poruszyć, bo przez cały ten czas jesteś nie przytomny.  Po przebudzeniu czujesz tylko pragnienie. 
- Przeszłaś to wszystko ? - Pokiwałam głową. I poczułam, że w moich oczach znów zbierają się łzy. Louis widząc to przytulił mnie do siebie. Wtuliłam się w jego ciepły tors.
- Musisz tu zostać kilka dni, dopóki czegoś nie wymyślę. Później powiem Natalie, żeby obserwowali okolicę przez kilka dni, na wszelki wypadek. - Wytarłam rękawem oczy.
- Nie wyglądasz jak wampir. - Powiedział Lou , zupełnie zmieniając temat.
- Co masz namyśli ?
- Wyglądasz zbyt niewinnie, jesteś za słodka, a twój charakter sprawia, że nikt nie pomyślałby nawet , że możesz kogoś skrzywdzić. W dodatku , gdy płaczesz mam ochotę Cie przytulić i nigdy nie wypuszczać ze swoich objęć... Mogę Ci się do czegoś przyznać ? - Pokiwałam głową.
- Znamy się kilka dni,a ja jestem pewien ,że się w Tobie zakochałem. - Złączył nasze usta razem, całował mnie delikatnie, czekając na moją reakcję. Pocałunek z początku słodki i niewinny , z czasem roziskrzył się. Przesunął dłońmi po moich plecach, a potem coraz niżej, dotykając krągłości bioder i przyciągając mnie gwałtownie do swojej piersi. Mocno objęłam go w pasie, a potem coraz śmielsza przesunęłam palcami po jego brzuchu.  Dotknął moich nagich ramion, pieszcząc opuszkami palców moją skórę. W idealnej harmonii , osunęliśmy się na moje łóżko, a ja przytuliłam się do jego klatki piersiowej. Lou mocno trzymał mnie za rękę, przyciskając ją do swojego bijącego serca. Jego namiętne pocałunki stały się delikatne, złagodniały.


3 komentarze:

  1. Ojeju!!!!!<3333HDBWHSHGJHWGFSWQGQsANDJXKDOFOXGIOGFDBKHDXBJHFXVJOOBVCXSSA to wszystko co jestem w stanie napisać*O* @imaginoholic

    OdpowiedzUsuń
  2. Matko *.* ajsjsjkzLdjdjdj <3

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie rozumie...jest prawie 30 obserwatorów, a tylko kilka komentarzy, a to przecież tak świetne opowiadanie...bomba

    OdpowiedzUsuń