piątek, 19 lipca 2013

Rozdział IX


Od Autorki : W ostatnim czasie nie pojawiło się nic nowego , gdyż byłam na weselu i kilka dni nad morzem, ale w końcu nowy rozdział :) Nie specjalnie mi się podoba, chciałam żeby był ciekawszy , ale brak mi weny w ostatnim czasie.
~willyoumakemesmile~

Rozdział IX – Nie chcę czuć Twego bólu. 

   Zamknęłam drzwi mojej sypialni zostawiając Louis'a samego.
- Natalie ! - Krzyknęłam , ale dobrze wiedziałam, że usłyszałaby to nawet gdybym szepnęła. Zeszłam powoli po schodach, niecierpliwiąc się coraz bardziej , gdyż dziewczyny nie było nigdzie w pobliżu.
- Natalie ! - Powtórzyłam i przy okazji zwróciłam na siebie uwagę wszystkich obecnych w pokoju. Ich spojrzenia były na tyle krępujące, że opuściłam głowę i schowałam twarz w blond lokach.
- Czego się tak drzesz ? - Ktoś złapał mnie za nadgarstek i wyciągnął na zewnątrz. Dziwne. Teraz moje podwórko , na którym się wychowywałam wydawało mi się jakieś ... złowrogie ? Nie dostrzegałam już jego atutów , którymi jeszcze nie dawno się zachwycałam. Czy to wina nieszczęsnego wydarzenia, które miało miejsce zaledwie wczoraj ? Czułam lęk namyśl , że po raz kolejny miałabym znaleźć się koło huśtawki. Teraz wyglądała przerażająco , gdy dość mocny wiatr poruszał nią w tą i z powrotem. Swoją drogą , pogoda diametralnie się zmieniła , jeszcze kilka godzin temu dzień był słoneczny, a teraz wicher nieubłaganie łamał delikatne łodygi roślin rosnących wokół posiadłości. Ciemne chmury zebrały się na niebie i wyglądało na to,
że zaraz zacznie padać.
  Osobą , która mnie ciągnęła za sobą była Natalie , miałam wrażenie, że robi to specjalnie, dobrze wiedziała jak tego nie lubię.
- A teraz mów. - Powiedziała, patrząc na mnie srogo.
- Ale co ?
- Nie wmówisz mnie, że zazwyczaj gdy jestem ze swoim kochasiem , wracacie do domu cali w trawie, a on dodatkowo jest we krwi. Victoria ty chyba go nie ... ugryzłaś ? - Jąkała się wypowiadając ostatnie słowo.
- Co ? Nie ! - Zmarszczyłam brwi , rzucając przyjaciółce wściekłe spojrzenie. Myślała, że byłabym do tego zdolna. Widziałam, że domaga się konkretnej odpowiedzi. - To nie ja mu to zrobiłam, tylko Zoey. - Potrząsnęła głową , lekko odsuwając się ode mnie .
- Zoey ? Kiedy miałaś mi zamiast o tym powiedzieć . - Złożyła obie ręce na piersi, udając obrażoną, chociaż znałam ją na tyle dobrze żeby wiedzieć, że to chwilowe i za kilka minut zapomni o tym.
- Nie miałam czasu. - Opuściłam głowę, na wspomnienie wydarzeń z wczorajszego wieczora. Nie mogłam się czerwienić, więc odruch opuszczania głowy, wszedł mi szybko w nawyk. Przyjaciółka spojrzała na mnie i słyszałam tylko jak chichocze.
- Okej, nie muszę wiedzieć reszty. - Znów chichot. - Czego chciała ?
- Nie wiem. - Pokręciłam głową. - Nie powiedziała niczego konkretnego. Starałam się ją odciągnąć od Louis 'a.
- Oni wrócą. - Szepnęła .
- Wiem to. Dlatego potrzebuję Twojej pomocy. - Nie odpowiedziała. Widziałam , jak nad czymś się zastanawia.
- Dlaczego ? - Spojrzałam na nią pytająco. - Dlaczego chcesz mu pomóc ? Wcześniej tak nie było . Nie żeby Twoja zmiana mi się nie podobała, ale myślałam, że Victoria sprzed tego całego gówna, w które się wplątała już nie wróci. Co oni Ci zrobili , że znów zachowujesz się normalnie. Jeszcze to Twoje nie zabijanie.- Patrzyłam na nią nie wiedząc co odpowiedzieć. Nie wiedziałam, że aż tak się zmieniłam, przynajmniej nie odczuwałam tego. Nie zastanawiałam się, a może nie chciałam się nad tym zastanawiać. Ta metamorfoza pociągnęła za sobą mnóstwo kłopotów , w których się znalazłam. Między innymi dlatego zaprzestałam rozmyślać nad  tym wszystkim. Dobrze wiem, że wyciągnęłabym błędne wnioski.
- Lubisz go ? - Bardziej stwierdziła, niż zapytała. Widziałam cień łobuzerskiego uśmiechu na jej twarzy. Widząc, że nie zamierzam kontynuowała swój monolog. - Lubisz go , bardziej niż myślisz. Z natury byłaś opiekuńcza, ale teraz po tym wszystkim , troszczysz się o niego z innych powodów.
   Czy miała rację ? Zapewne tak. Jeśli chodziło o moją przyjaciółkę, zawsze miała rację, mimo , że była nadpobudliwym wilkołakiem o niezwykle szalonym umyśle. Wiedziała co powiedzieć, ale nie umiałam przyznać tego przed sobą. Louis jest człowiekiem i takie coś jak miłość dwóch różnych ras nie istnieje. W naszym życiu nie istnieje coś takiego jak fikcja  , którą opisują autorzy w banalnych powieściach , przedstawiają nas w większości jako bezduszne istoty, które po kilkunastu rozdziałach zmieniają się w czułe potwory . Każdy z tych autorów wszystko co o nas napisał wiedział z Wikipedii. Choć  nie chciałam przyznać, że lubię Louis 'a , że przez te kilka chwil zatęskniłam za jego ustami, za ciepłem dłoni i za lazurowymi tęczówkami... Nie potrafiłam się wyprzeć tego, że między nami jest coś więcej , w końcu on sam przyznał się do tego, wypowiadając te nieszczęsne słowa "Zakochałem się" . Podobało mi się to, bo tych cudownych słów nie słyszałam już od bardzo dawna. Zastanawiał się, czy Lou mówił to szczerze. Jestem wampirem, wszystko co robię , to jak wyglądam ma go kusić. I to było zgubą większości mężczyzn w moim życiu. - To przeze mnie się w to wpakował i to ja muszę go z tego wyciągnąć.
- Domyślam się, że sama nie dasz rady go ochronić i chcesz prosić mnie o pomoc. - Westchnęła.
- Jak ty mnie dobrze znasz. - Uśmiechnęłam się , odsłaniając śnieżnobiałe zęby. - Chciałabym, żebyście poobserwowali trochę jego dom , upewniając się że ani Zoey, ani Michael , ani ... Daniel, nie znajdują się w pobliżu.
- Tak , tak . Żaden Foltar w pobliżu. - Wywróciła teatralnie oczami. - A co z Louis 'em ?
- Zostanie tu , aż znów będzie bezpieczny. - Pokiwała głową.
- Pomogę Ci , ale ty pomożesz mi. - Widząc moje zdezorientowanie, zaśmiała się . - Mówiłam Ci , że jesteśmy tu po to , aby kimś się zająć.
- Cassie . -Wilkołaczyca nachyliła się nade mną .
- Musisz dowiedzieć się gdzie mieszka i dowiedzieć co robi w najbliższym czasie.
- Dziwnie to brzmi. Powinnam się czuć, jak jedna z federalnych agentek , bo ta sytuacja, jest niezwykle niekomfortowa... Nie możesz tego zrobić sama ?
- Nie możesz tego zrobić sama ? - Zapytała naśladując mój ton głosu , jak pięcioletnie dziecko.- Po pierwsze Cassie nie nabierze podejrzeń, jeśli zobaczy wampira, a nie wilkołaka. No i po drugie masz w sobie coś takiego , że ludzie lubią z Tobą rozmawiać. Nie zdajesz sobie sprawy jak urocza jesteś. - Przesłała mi buziaka w powietrzu i zaśmiała się dźwięcznie. - Swoją drogą i tak rozglądamy się po okolicy , będziecie bezpieczni. - Westchnęła. - Nie uważasz, że ta sytuacja jest niezwykle romantyczna. - Puściła mi oczko.
- Zaczyna się robić dziwnie. Idę stąd . - Odwróciłam się na pięcie i wróciłam do mieszkania.
    Zatrzymałam się chwilę w salonie, mama Lou miała naprawdę zgraną ekipę, gdyż główny pokój był skończony, a ekipa remontowa zabierała się właśnie za kuchnie. Nie tak dawno jeszcze, bo zaledwie kilka
dni temu, ten pokój przypominał pobojowisko, a teraz obdrapane ściany, pokryła biała farba, która musiała zostać nałożona niedawno, bo w powietrzu unosił się intensywny zapach tej substancji. Pęknięte szyby zostały zastąpione podwójnym szkłem *. Na środku pokoju stała brązowa kanapa z tego samego koloru fotelami i różowymi, puszystymi poduszkami. Między nimi znajdował się mahoniowy stolik. W kilku kontach pokoju widniały białe szafki z szufladami. Wszystko było przykryte folią, po to aby żadna z tych rzeczy nie została zniszczona przez kapiącą farbę czy chociażby kurz. Przeszłam przez pokój , aby znaleźć się w głównym holu. Po prawej stronie obecnie panował niesamowity bałagan, ale głównie dlatego, że miała się tam znaleźć jadalnia , a obecnie swoje miejsce tam miały puszki z farbą, nowa podłoga i inne tego typu rzeczy. W tym pokoju znajdowały się też drzwi , które prowadziły na część tylną domu, podobnie jak te z salonu. Ale idąc nimi, możemy napotkać część, w której najwięcej
czasu spędzali moi rodzice i ich goście. Znajdowała się tam altanka i ogród różany , który teraz zupełnie stracił swoją świetność. Pamiętam, że od zawsze naszym podwórkiem zajmował się ogrodnik i to on często był naszą rozrywką i ofiarą żartów moich braci. Matka martwiła się o nas i żadne z nas nie mogło wychodzić samo , o wyznaczonej porze. Zazwyczaj gdy już wybieraliśmy się do miasta , to wspólnie.
Ruszyłam jasnymi schodkami na górę , nie zdawałam sobie sprawy na jak długo zostawiłam chłopaka samego, co było z mojej strony , ewidentnie niegrzeczne. Nim zdążyłam otworzyć drzwi do swojej sypialni, po raz kolejny zostałam pociągnięta za rękę do środka. Muszę powiadomić wszystkich w tym domu jak mnie to denerwuje.
  Moja irytacja zniknęła tak szybko jak się pojawiła, a widząc uśmiechniętego Lou , humor od razu mi się poprawił. Usiadł na łóżku i poklepał miejsce obok siebie, zachęcając mnie bym zrobiła to samo. Chwycił moją dłoń i zaczął obracać ją w swoich palcach, to samo zrobił z drugą, przeniósł wzrok na moją szyję i przyglądał mi się wyczekująco.
- Lou... ehm . Co ty robisz ?
- Wspomniałaś, że większość faktów z książek i filmów jest prawdziwa. - Pokiwałam głową. - W takim razie musisz mieć coś co Cię chroni przed słońcem. - Zamrugałam kilkakrotnie.
- Nie można było tak od razu ? - Zaśmiałam się , widząc jego entuzjazm , jak u małego dziecka. - Nie znajdziesz żadnego pierścionka, magicznego napoju i Bóg wie czego. To nie tak działa. -  Uśmiechnęłam się do niego przyjacielsko, zdając sobie sprawę z tego jak znów blisko siebie byliśmy. Specjalnie unikał patrzenia na nasze splecione dłonie. - Nie każdy wampir może chodzić w dzień.
- Ty możesz . - Pokiwałam twierdząco głową. - Dlaczego ?
- Tu nie jest istotna magia czy coś w tym stylu , ale więzy krwi. Ja zostałam zmieniona przez potomka szlachetnego wampira. Każdy kolejny demon zmieniony przeze mnie, czy przez innego potomka, dostaje gen zawarty w jadzie , który uodparnia go na słońce. - Pokiwał w zrozumieniu głową. - Coś jeszcze ?
- Kim są szlachetne wampiry ?
- Inaczej pierwotne, albo pierwsze , jak wolisz.- Wzruszyłam ramionami. - Nikt nie wie kto stworzył wampiry , ani w jakim celu... Znasz Cassie Riley ? - Zmieniłam szybko temat, wiedząc że każda nowa informacja może być dla niego niebezpieczna.
- Kto by jej nie znał. - Oparł się plecami o ramę łóżka , jednocześnie przymykając powieki. - Studiowałem z nią, jest w porządku. Normalna dziewczyna.
 "Gdybyś tylko wiedział, kim naprawdę jest." Dopowiedziałam w myślach. Nathalie nie chciała mi dokładnie powiedzieć, co chce zrobić z Cassie . Wampirzyca nie chciała nikogo skrzywdzić, skoro studiowała i najwidoczniej otoczyła się niemałą popularnością. Pozory często mylą i kilka razy się o tym przekonałam. Nie wiedziałam kim dokładnie jest dziewczyna, znana była jako jedna z polityków nadnaturalnego świata i na tym moja wiedza się kończy.
- Jesteś zmęczony ? - Zapytałam widząc jak chłopak tuli się do mojego boku i zamyka oczy.
- Trochę. - Mruknął.
- Śpij. Niedługo wrócę. -Wyswobodziłam rękę z jego uścisku - nawet nie zauważyłam kiedy ponownie ją złapał - i ruszyłam w stronę drzwi, nie czekając na jego reakcje.

***
   Już zaczynałam żałować, że wyszłam z domu, minęło zaledwie kilka minut odkąd znalazłam się w miejscowej imprezowni. Dowiedziałam się, że tu zbiera się cała elita ze wszystkich szkół i imprezują, szczególnie w wakacje. Jeśli Cassie jest na tyle popularną i rozrywkową dziewczyną, powinna się tu dziś pojawić.
  To miejsce nie podobało mi się wcale, pachniało tu alkoholem , spoconymi nastolatkami i tanimi papierosami. Zdążyłam się już przyzwyczaić do spokoju jaki panował w moim domu. Nie żebym nie umiała się bawić, ale przez 300 lat zdążyłam się nauczyć odróżniać dobrą imprezę od zwykłej libacji alkoholowej. A ta "uroczystość" zaliczała się do tego drugiego. Byłam przekonana , że w tym lokalu oprócz studentów znajdują się też niepełnoletnie dzieci , które miały więcej promili w krwi niż któryś z dorosłych.   Usiadłam przy barze , wzięła do ręki drinka, którego barman podstawił mi pod nos, mimo , że wcale go o to nie prosiłam. Nie musiałam się martwić o to , czy czegoś mi dosypał , narkotyki w tak małej ilości jak jedna tabletka czy dwie, nie działają , tak samo alkohol , musiałabym , za przeproszeniem "ostro się nawalić", żeby czuć się choć trochę zamroczona.
  Z tego co wiedziałam Cassie była blondynką, dlatego moje oczy przeskakiwały z jednej blond czupryny na drugą, szukając właściwej dziewczyny. Mój plan był prosty. Dowiedzieć się czy dziewczyna będzie tu w ciągu najbliższych kilku dni , powiedzieć o tym Natalie i nie mieć nic wspólnego z tą sprawą.
 - Kogo szukasz kochana ? - Usłyszałam tuż przy moim uchu i zamarłam na chwilę, uświadamiając sobie do kogo należy głos.
Daniel.








*Podwójne szkło - pisząc to mam namyśli podwójną szybę w oknach, nie szklanki itp. Nie wiedziałam czym zastąpić słowo szyba , ale wydaję mi się, że ta forma jest poprawna. :)

3 komentarze:

  1. Co!? Jak to Daniel!? o.O
    Pisz pisz pisz pisz pisz dalej!!!
    Nie mogę się doczekac tego co będzie dalej. <3
    Czekam na następny ^^ @imaginoholic

    OdpowiedzUsuń
  2. OOOOOOOO!!!!!! DANIELLL!!!!!!!!!!!!!!! CUDO!!!

    OdpowiedzUsuń
  3. Ojeku....Daniel, omg. Serio? Przerwałaś w takim momencie? xd

    OdpowiedzUsuń