sobota, 15 czerwca 2013

Rozdział V




Od Autorki :
Dziękuję za komentarze i za ponad 2000 wejść :) Cieszę się, że odwiedzacie mojego bloga i , że podoba Wam się to co piszę :) Nie zdziwcie się jeśli ten rozdział będzie dziwny, ponieważ pisałam go gdy słuchałam piosenki Janoskians . :P Ten rozdział pisałam przez ponad tydzień, ponieważ mam zapalenie spojówek i nie powinnam siedzieć przy komputerze , ale w końcu się udało ;)
+ Kolejna część imagina o Lou pojawi się później , ponieważ dzisiaj wróciłam z 4 dniowej wycieczki, także nie miałam czasu go napisać.
+ Jeśli wchodząc na mojego bloga macie szare tło, to odświeżcie stronę :)


Rozdział V - "Zrobiłaś się zbyt wrażliwa na zło całego świata"

~Oczami Victorii~

Przeszłam kilka metrów, aż znalazłam się przy furtce mojego domu.
- Oszaleliście ?! - Zapytałam z wyrzutem. Nie musiałam się odwracać, by wiedzieć , że w krzakach za mną kryje się stado wilkołaków.
- Chyba już wiem, dlaczego tu wróciłaś. - Zachichotała Natalie.
- Nie rozumiem. - Minęłam ją, idąc wprost do drzwi.
- Och , proszę. Synek pani dekoratorki to niezły przystojniak. - Podążyła za mną.
- O to Ci chodzi ? Nic nas nie łączy... I nie zmieniaj tematu. Śledzicie mnie ? Chcieliście żeby Was zauważył ?!
- Vicki , spokojnie. Panujemy nad sytuacją. - Posłała mi lekceważący uśmiech. Pokręciłam głową i ruszyłam ku mojej sypialni. Co było chyba najgorszym pomysłem, bo wiedziałam, że gdy tylko zacznę odpoczywać, będę analizować dzisiejsze spotkanie.
  Myślałam, że chłopak pożre mnie wzrokiem, cały czas mi się przyglądał i z pewnością zarumieniłabym się gdybym mogła. Nie chciałam wcale mu tego przerywać, skoro był tak zafascynowany moją osobą. Tego wieczoru chciałam się dowiedzieć czegoś więcej o nim, a wyszło zupełnie na odwrót. Zaczęłam mu o sobie opowiadać i nie potrafiłam ugryźć się w język. Swoją drogą chyba po raz pierwszy poczułam się swobodnie przy człowieku. Zapomniałam o pragnieniu i o tym kim jestem. Podejrzewam, że spędziłabym z Lou więcej czasu, gdyby nie wilkołaki.
   Usiadłam na łóżku, które miało prawdopodobnie kilkanaście lat, gdyż przy każdym moim ruchu , skrzypiało. Nie wiedziałam co ze sobą zrobić. Nie miałam ochoty na sen. Emm w sumie to nigdy jej nie mam. To nie jest tak, że wampiry nie śpią. Śpimy tyle , że nie czerpiemy z tego żadnych korzyści, nie czujemy się wypoczęci, ani nic. Niektóre wampiry śpią tylko po to , żeby zabić czas, gdy im się nudzi.
Tak samo jest z jedzeniem. Możemy jeść, czujemy smak, ale jedzenie nie dostarcza nam składników odżywczych.
  Przymknęłam oczy i już po chwili zapomniałam o czym tak naprawdę rozmyślałam.

***

Uniosłam powieki i od razu tego pożałowałam , gdyż uderzyła mnie fala słonecznego światła. Słonce nie sprawiało mi większych problemów, ale moje oczy wciąż próbowały się przyzwyczaić po tak długiej przerwie. Zerwałam się z łóżka i jak najszybciej zasłoniłam zasłony. Dopiero teraz zorientowałam się , że mam na sobie te same rzeczy co wczoraj, które najwyraźniej zapomniałam zdjąć.
  Przebrałam się szybko w białą bokserkę, a na ramiona zarzuciłam szary sweterek, natomiast na nogach miałam czarne , krótkie spodenki. Włosy związałam w wysokiego kucyka, po czym zeszłam na dół. Zdziwiłam się gdy zobaczyłam na korytarzu ekipę remontową.
- Nie dziękuj. - Ni stąd , ni zowąd obok mnie pojawiła się Natalie. - Wpuściłam ich i przy okazji ucięłam sobie krótką pogawędkę z matką twojego kochasia.
- Natalie. Już Ci mówiłam , że między mną a Lou nic nie ma. - Odburknęłam. - Zresztą jak ty to sobie wyobrażasz wampir i człowiek. - Dodałam nieco ciszej.
- To byłoby takie romantyczne. - Rozmarzyła się dziewczyna, a ja ruszyłam szybkim krokiem do salonu. Rzuciłam okiem na zmiany jakie zaszły w pokoju , w ciągu kilku ostatnich dni.
- O ! Tu jesteś. - Uśmiechnęła się do mnie Jay. - Twoja przyjaciółka nas wpuściła.
- Tak słyszałam. - Odwzajemniłam uśmiech.
- Louis dzisiaj wpadnie na chwilę. Mam nadzieję, że Ci to nie przeszkadza.
- Nie , oczywiście , że nie.
  Oczywiście , że przeszkadzało. Powinnam nauczyć się odmawiać. Wczoraj rozmowa szła nam tak dobrze, głównie dlatego, że to ja mówiłam , a on słuchał. Nie wiem czy można to właściwie nazwać rozmową. W swoim towarzystwie nadal  czuliśmy się niezręcznie i już sama nie wiem czy to wina tego kim jestem czy może jego. Wczorajszego wieczoru , w niektórych momentach odniosłam wrażenie , że się mnie bał.
 Ruszyłam do mojego samochodu , aby zjeść ... hmmm ... śniadanie ? Dyskretnie wyciągnęłam z bagażnika czarną torbę, po czym wróciłam do domu , aby podążyć do mojej sypialni. Usiadłam na łóżko, a z torebki wyciągnęłam czerwony pakunek, by po chwili zatopić w nim zęby, które w ciągu kilkunastu minut zdążyły się wydłużyć. Pieczenie w gardle złagodniało, ale nie ustało.
 Puste opakowanie rzuciłam na łóżku. Podeszłam do drewnianej komody, wyciągnęłam paczkę chusteczek higienicznych i wytarłam usta. Spojrzałam na siebie w lustrze, oczy znów nabrały koloru błękitu, a białe kły wróciły do swojej pierwotnej postaci.
 Do pokoju weszła Natalie.
- Zastanawiałam się gdzie zniknęłaś. - Podeszła do łóżka i zajrzała do czarnej torby. - Chyba już wiem. - Skrzywiła się. - Twój kochaś przyszedł.  - Zachichotała szyderczo.
- Natalie już Ci mówiłam, że ... - Odwróciłam się w jej stronę, ale dziewczyna zdążyła już wyjść. Mruknęłam pogardliwie pod nosem. Zeszłam krętymi schodami w dół. Stał przy drzwiach, rozmawiając zawzięcie ze swoją mamą i Natalie. Dlaczego pozwoliłam tej dziewczynie tu mieszkać ?! Wrobiła mnie we wczorajsze spotkanie, a teraz jeszcze rozmawia z nim zapewne o mnie. To nie ja wpadłam na pomysł odwiedzenia rodziny Tomlinson'ów . Wilkołaczyca wymyśliła ten cudowny plan, a następnie powiedziała o nim Jay.
 Teraz miałam okazję odwrócić się i wrócić z powrotem do sypialni, ale nieeee , musiałam stać na tych schodach jak głupia. Gdy już stawiałam stopę na stopniu wyżej , żeby się wycofać, usłyszałam :
- Vicki ! - Głos Natalie wyrwał mnie z zamyślenia. Zaklęłam cicho pod nosem i ruszyłam na przód. Później usłyszałam już tylko ciche "hej" ze strony Louis 'a , który zaraz po moim przybyciu spuścił wzrok na swoje buty. Nim się obejrzałam zostaliśmy sami. "Świetnie!" Moje sarkastyczne myśli dawały mi się we znaki.
- Em ... przejdziemy się ? - Nie oczekując odpowiedzi ruszyłam w stronę drzwi wychodzących na ogród. W pewnym momencie chciałam go złapać za rękę, by dać mu do zrozumienia, żeby poszedł za mną, ale ostatecznie z tego zrezygnowałam nie tylko dlatego, że to trochę śmiały ruch i wyszłaby z tego kolejna niezręczna sytuacja, ale podejrzewam , że moja lodowata skóra wzbudziłaby podejrzenia, wzdrygnęła się na wspomnienie jego dotyku. Uśmiechnęłam się do siebie, czując , że chłopak idzie za mną.
- Zapomniałem się Ciebie zapytać. - Odwróciłam się w jego stronę i poczekałam, aż stanie przy mnie. - Mówiłaś, że się tu urodziłaś. To tak jak ja, mieszkam tu od dzieciństwa, ale nigdy wcześniej Cię nie widziałem. - Chłopak zamrugał, widząc najprawdopodobniej przerażenie na mojej twarzy.
 Musiałam szybko wymyślić kolejne kłamstwo, a później myśleć nad jego konsekwencjami.
- Nie wiem jak to powiedzieć. - Udałam zamyślenie, aby coś wymyślić coś co miałoby sens, aż w końcu sięgnęłam do najbardziej banalnego wytłumaczenia, jakie w tamtej chwili udało mi się wymyślić. - Wyjechałam z rodzicami, jak miałam zaledwie kilka miesięcy. - Starałam się brzmieć wiarygodnie i chyba mi się udało, bo chłopak nie drążył dalej tego tematu.
- Dlaczego akurat fotografia ?
- Hmm ? - Spojrzał na mnie. - Sam nie wiem. Po prostu to lubię.
Oczekiwałam bardziej rozwiniętej odpowiedzi, gdyż cisza stała się nie tyle niezręczna co irytująca.
- Jeśli nie chcesz rozmawiać, to nie rozumiem po co w ogóle przyszedłeś. - Burknęłam nagle i dopiero po chwili zorientowałam się , że powiedziałam to na głos i odwróciłam się w stronę domu.
- Hej ! Vicki ! - Złapał moją dłoń, a przez moje ciało przeszedł dreszcz. - Czułbym się bardziej komfortowo , gdyby ,odkąd tu przyszliśmy , nie obserwowała nas moja mama i twoja przyjaciółka. - Zapatrzył się na mnie, tymi wesołymi oczami i delikatnie uśmiechnął. Odwróciłam się i spojrzałam w okna napotkałam spojrzenie Natalie, która udawała, że odwraca wzrok. Prychnęłam pod nosem. O co im wszystkich chodzi ? Czy tylko ja nie widzę w tym chłopaku nikogo więcej niż znajomego ? Jęknęłam przeciągle.
- Muszą się patrzeć ? - Zapytałam retorycznie.
- Chodźmy stąd , gdzieś gdzie nas nie zobaczą. - Łobuzersko się uśmiechnął , po czym pociągnął moją dłoń za sobą. Dopiero zrozumiałam, że przez te kilka minut trzymaliśmy się za ręce. Zaczerwieniłabym się, ale byłam tym faktem przerażona, jeśli jeszcze nie zwrócił uwagi na moje lodowate dłonie, to wcześniej czy później to zrobi.
  W związku z moimi wcześniejszymi przemyśleniami na temat Daniela, na moją twarz wstąpił grymas niezadowolenia, gdy zobaczyłam, że Lou prowadzi mnie na huśtawkę.
- Ostatnie kilka miesięcy spędziłaś na Syberii ?
- Nie rozumiem. - Odpowiedziałam nie wiedząc co miał namyśli .
- Jesteś strasznie blada , co jest dziwne bo ostatnio świeci słońce. - Zastygłam w bezruchu, nie wiedząc co zrobić.
- Eh ... można tak powiedzieć. - Szybko mu odpowiedziałam, aby nie nabrał podejrzeń.
- Dlaczego tak ciężko Cię zrozumieć ?
- Nadal nie rozumiem.
- Często udzielasz takiej odpowiedzi.
- Tylko taką potrafię Ci udzielić.
- Chodziło mi o to , dlaczego kłamiesz ? Nie chcesz mi czegoś powiedzieć. - Zamarłam. Jeśli on wyczuł, że kłamie to mógł to zrobić każdy.
- Naprawdę nie mogę Ci o niczym powiedzieć. - Oparłam się o drzewo i czekałam na jego reakcje, choć dobrze wiedziałam, że powinnam stamtąd iść i jak najszybciej wrócić do domu.
- Nie możesz czy nie chcesz ? - Zapytał , gdy umiejscowił swoje dłonie pomiędzy moimi ramionami, a nasze twarze dzieliło kilka centymetrów. Poczułam się nieswojo, ale jednocześnie nie chciałam tego przerywać. Chciałam wiedzieć co zrobi. Poczułam jego oddech na swojej twarzy. Przestało mnie obchodzić czy uwodzi mnie tylko po to, żeby poznać prawdę.
- Nie mogę.- Jeszcze bardziej się zbliżył . - Jeśli robisz "to" , tylko po to , żebym powiedziała Ci prawdę to nie licz na to.
- Głupia jesteś jeśli myślisz, że zrobię to tylko dlatego . - Jego usta , musnęły moje. Przez moje ciało znów przeszedł dreszcz, dzięki tej słodkiej pieszczocie. Przejechał językiem po mojej dolnej wardze, prosząc o pozwolenie. Rozchyliłam lekko usta. Sama zaczęłam pogłębiać pocałunek.
- Dlaczego nie możesz mi powiedzieć ? - Zapytał między krótszymi pocałunkami , jakie składał na moich ustach.
- Bo to my musielibyśmy Cię zabić. - Odsunęliśmy się od siebie i oboje spojrzeliśmy w stronę , z której dochodził głos. Wytrzeszczyłam oczy na osobę, która stała przede mną.
- Zoey ... - Tylko tyle wykrztusiłam.



4 komentarze:

  1. O lol. No to robi się ciekawie ;D!!! Rozdział świetny! <3 @imaginoholic

    OdpowiedzUsuń
  2. O matko!!!!! Totalnie mnie zaskoczyłaś!!!!!! Jeeej!!!!! Chociaż zbyt szybko się pocałowali.....

    OdpowiedzUsuń