niedziela, 30 czerwca 2013

# 8. Niall





Od Autorki :
Znalazłam w moim notatniku , w którym zapisuję moje ulubione cytaty itp. krótki tekst , który nadawał się na imagin :) Lekko go przerobiłam i mamy teraz wersję dla Directioners ;)
Ten tekst nie jest mój i nie wiem kto jest jego autorem , więc nie posądzajcie mnie o plagiat , jeśli wiecie czyj może być ten tekst , napiszcie w komentarzu :)


*Włącz* 
- Kocham Cię - wykrztusił z siebie. Nie wiedział czemu to powiedział  ale czuł, że powinien  Że po­winien się w końcu przyz­nać.
Spoj­rzała na niego ze zdzi­wieniem. Już cała ta sy­tuac­ja wy­dawała jej się niena­tural­na. Wra­cali ra­zem do do­mu, cze­go nie zwyk­li ro­bić. Nie by­li przy­jaciółmi. Trud­no było ich na­wet naz­wać zna­jomy­mi. Nie pałali do siebie niena­wiścią. Po­mimo te­go że wi­dywa­li się niemalże codzien­nie na szkol­nym ko­rytarzu, już daw­no minął ok­res, gdy wi­tali się uśmie­chem i całusem w po­liczek. Przy­jaciele sprzed lat, których zniszczyła właśnie miłość. On za­kochał się w niej, a ona nieświado­ma je­go uczuć, flir­to­wała z nim zde­cydo­wanie za często, po­budzając je­dynie je­go nadzieję. A gdy w końcu, trzy la­ta te­mu, od­ważył się przyz­nać, co do niej czu­je, ona go wyśmiała. Tak! Jak zwykła gówniara, którą wówczas była. Wyśmiała, zmie­szała z błotem, zniszczyła ich przy­jaźń. Po­tem po­jawił się żal i wyrzu­ty, tęskno­ta za nim i płacz, gdy mi­jał ja bez słowa lub ob­rzu­cał wyz­wiska­mi.
 
A te­raz? Przez przy­padek kończy­li o tej sa­mej godzi­nie lek­cje i po­mimo te­go, że mie­szka­li w prze­ciw­nych kierun­kach, zap­ro­pono­wał, że ją od­pro­wadzi. Sam, z włas­nej wo­li. Była zdzi­wiona, ale się zgodziła. Od kil­ku miesięcy między ni­mi było le­piej ? zaczęli na­wet ze sobą roz­ma­wiać na przer­wach.
Zat­rzy­mała się, a on stanął nap­rze­ciw­ko niej. Spoj­rzała mu w oczy. Czy on zwa­riował?!
- Niall , ja... ja nie wiem co po­wie­dzieć - spuściła głowę.
- [t.i], to, co ci wyz­nałem kil­ka lat te­mu... To nie prze­minęło. Nig­dy nie prze­minie. Po­mimo te­go, jak usil­nie sta­rałem się ciebie zniena­widzić, wmówić so­bie, że to tyl­ko na chwilę. Szu­kałem miłości w ra­mionach in­nych, ale w każdej i tak do­pat­ry­wałem się ciebie. A ciebie nikt nie jest w sta­nie mi zastąpić.
- To naj­piękniej­sze słowa, ja­kie kiedy­kol­wiek usłyszałam od chłopa­ka, ale... - zaczęła, ale on jej przer­wał.
- Po­wiedz mi, cze­go się boisz.
- Te­go uczu­cia. Nad którym nie pa­nuje. Z jed­nej stro­ny - nie mogę cię kochać. Nie mogę, bo było by to wbrew mnie. A z dru­giej stro­ny, gdy nie ma cię obok, gdy nie mi­niemy się bez słowa na ko­rytarzu, gdy nie dos­trzegę cię w tłumie uczniów, czuję wewnątrz tyl­ko pus­tkę. I tak długo, dopóki cho­ciaż cię nie doj­rzę - nie mu­sisz na­wet na mnie spoj­rzeć - wszys­tko wy­daje mi się sza­re, smut­ne i poz­ba­wione sen­su. Wys­tar­czy dla mnie tyl­ko, że jes­teś. Nie mu­sisz być ze mną, a jed­nocześnie, gdy widzę cię z inną, zaz­drość wy­pełnia mo­je myśli - mówiła szyb­ko, niepew­na te­go, do cze­go się przyz­na­je. Strach ją pa­raliżował.
- Więc bądź ze mną, a zaw­sze będę obok.
- Nie mogę... - szepnęła cicho, a na jej po­liczku po­jawiła się pier­wsza łza - je­dynie za­powiedź ko­lej­nych.
- Dlacze­go? Zro­biłbym dla ciebie wszys­tko...

- Nie mogę, po­nieważ kocham cię zbyt słabo, by znów ci zaufać. By wie­rzyć w każde two­je "Kocham", by wie­rzyć, że jes­teś ze mną szcze­ry. Kocham cię miłością, która jest ska­zana na upa­dek, na potępienie. A jed­nocześnie, kocham cię na ty­le moc­no, że nie pot­ra­fię się zmu­sić, by o to­bie nie myśleć, by nie szu­kać cię wzro­kiem. Kocham cię moimi marze­niami... - chłopak stał zdu­miony. Nie spodziewał się od niej tak szcze­rego wyz­na­nia. - Dla­tego mam od ciebie prośbę - jeśli nap­rawdę mnie kochasz, pozwól mi odejść. Nie próbuj się ze mną ko­lego­wać, przy­jaźnić, bo to mnie za­bija. Po­woli, od środ­ka męczy mo­je ser­ce. Zniena­widź mnie, znów ob­rzuć wyz­wiska­mi. To mo­ja je­dyna prośba do ciebie...
Ich oczy się spot­kały. Jej - pełne łez, zielo­ne. Je­go - pogrążone w smut­ku, niebies­kie.
- Nie chcę cię znać - wyszep­tała, po czym od­wróciła się i odeszła. 
On stał jeszcze przez chwilę bez ruchu, nie wiedząc, co ze sobą zro­bić. Gdy potrącił go ja­kiś star­szy człowiek, ruszył po­woli w kierun­ku do­mu, czując, że w je­go ser­cu na zaw­sze zos­ta­nie tyl­ko ona i obiecując so­bie, że spełni jej os­tatnią prośbę. Spełni, bo jest gotów dla niej zro­bić wszys­tko...





4 komentarze:

  1. Boże, boskie. Umieszczę to na moim przyszłym blogu tzn. fabułę, bo jest... jest... nie do opisania. Cudowny. Niespotykany. Super!

    OdpowiedzUsuń
  2. Jejciu nie wiem co powiedzieć, mimo że smutne to rewelacyjne ;)) Pisz tak dalej

    OdpowiedzUsuń
  3. O mój boże...jak można było odrzucić miłość Horana? Masakra.....przepiękny imagin, naprawdę

    OdpowiedzUsuń