niedziela, 23 czerwca 2013

# 7. Louis 2/2

      


Od Autorki :
W końcu druga część :) To chyba najdłuższy imagin jaki napisałam . Oczywiście musiałam pozmieniać niektóre sceny z filmu , tak aby odpowiadały osobowości Lou .Ta część też jest napisana w formie wspomnieć głównej bohaterki :3 Końcówkę zmieniłam , także nie jest ona taka sama jak w filmie :)
Liczę , że Wam się spodoba :)

[t.i] - twoje imię
[i.n.p] - imię najlepszej przyjaciółki

- Co teraz będzie z Sophie ? - Zapytałam prawnika, który siedział naprzeciwko mnie.
- Spędziła noc w rodzinie zastępczej. Uważamy, że najszybciej dojdzie do siebie tutaj. Rozważamy jej przeniesienie do domu. Ktoś musi ją przywieźć.
- Dobrze, ale kto ma to zrobić ? - Zapytał Lou , pochylając się w stronę mężczyzny.
- Czy [i.n.p] i Stanley wspominali coś o opiece prawnej nad dzieckiem ? - Zapytał , nie udzielając Louis 'owi   odpowiedzi na wcześniejsze pytanie.
- Nie. - Odpowiedzieliśmy oboje.
- Ehm ... w testamencie ... jako opiekunów Sophie ... w razie ich śmierci , umieścili ... Was... oboje. - Prawnik spuścił wzrok na swoje dłonie oparte o drewniany stół. Potrząsnęłam głową, żeby wyrwać się z chwilowego szoku.
- Przepraszam ,że co ?!
- Jak to my oboje ?!
- Wiem z pewnością nie tak chcieliście założyć rodzinę.
- To chyba pomyłka ,  my razem ... nie. - Lou , pokręcił głową.
- Nie jesteśmy małżeństwem. - "I całe szczęście" Dodałam w myślach.
- Wiem , że to szok. Odradzałem im to . Wiecie ... dziecko to poważna sprawa. - Przymknęłam oczy, po czym wybiegłam do ogrodu. Najwidoczniej Louis zrobił to samo, bo usłyszałam trzaśnięcie frontowych drzwi.
  Kochałam Sophie. I sama nie wiem czy udałoby mi się pogodzić prace z "macierzyństwem" to trudna decyzja. Miałabym wychowywać Sophie z Lou ?! Tym idiotą ! Nie potrafiłabym oddać Sophie obcym ludziom. Teraz dla mnie nie do pomyślenia jest, że w przyszłości za rękę ,do przedszkola czy do szkoły , prowadzał by ją ktoś inny niż [i.n.p]. Widok obcej rodziny z Sophie przyprawiał mnie o dreszcz. Nie umiem jak tak po prostu oddać. To ta sama mała Soph .
  Wróciłam do środka, obaj mężczyźni siedzieli przy stole i na mnie czekali.
- Sąd przyzna Wam tymczasowe prawo do opieki nad dzieckiem. Proponuję, żebyście się tu wprowadzili.
- Mamy tu zamieszkać ? Razem ?! - Popatrzyłam na niego jakby zwariował .
- Tak będzie najlepiej dla Sophie. Dopóki sąd nie podejmie decyzji.

***

Po podpisaniu odpowiednich dokumentów, co chwila zerkałam na drzwi z nadzieją, że za chwilę zobaczę w nich mojego szkraba. W końcu ... starsza kobieta wniosła do sali na rękach Soph. Od razu zerwałam się z krzesła i przytuliłam do siebie. Dziewczynka płakała . Podałam ją Louis 'owi , a ta wtuliła się w jego tors.
- Zabierzmy ją do domu. - Powiedział głaskając małą po głowie. Przytaknęłam lekko i ruszyłam za nim .

***

 Nie odbyło się oczywiście bez kłótni między nami. Głównym tematem , było obwinianie Stan 'a i [i.n.p] oto , że nic nam nie powiedzieli. To wszystko zwaliło nam się na głowy, trzeba było ustalić kto zostanie z małą, harmonogram spania. Lou nie przywykł do takiego życia i najwidoczniej nie chciał nawet próbować, ponieważ głównie takich drobnostek dotyczyły nasze konflikty. Drugim naszym problemem były rachunki . Stan był partnerem w jednej z największych firm prawniczych. Co prawda hipoteka domu jest spłacona, ale sami nie wiemy ile wyniosą rachunki . Nie chodzi też wcale o kwestie materialne, ale oboje chcemy inaczej wychowywać Sophie. Ja uważam, że dziecko powinno się samo uspokoić - wyczytałam to w jakimś poradniku dla matek - on sądzi, że trzeba je bujać , aż obrzyga mu koszulę ... znowu. I jeszcze te ciągłe docinki na temat mojego życia osobistego. Nie jestem matką i nigdy nie byłam, żadne z nas nie potrafi tak jak [i.n.p] rozpoznać czego chce Soph po płaczu. Coraz więcej wątpliwości pojawiało się w naszych głowach , czy aby na pewno jesteśmy odpowiednim wyborem dla niej.

***
Nadszedł ten smutny dzień. Pogrzeb. Wszyscy żałobnicy znajdowali się w ich domu.
- Dziękuję, że przyjechałaś mamo. - Powiedziałam do swojej rodzicielki, która usypiała Sophie w swoich ramionach, tak jak niegdyś mnie. - Zajmiesz się nią jeszcze przez chwilę ? Muszę pogadać z Lou. - Kobieta skinęła głową, a ja uśmiechnęłam się czule. Wśród gości w domu znajdowała się idealna rodzina zastępcza dla Soph, musieliśmy ją tylko znaleźć. Okazało się to nie lada wyzwaniem, żadna rodzina nie spełniała naszych oczekiwań.
  Po kilku godzinach sprzątania i usypiania dziecka, zrozumieliśmy , że nie mamy innego wyjścia , jak sami się nią zająć .

***


*WŁĄCZ*


  Sąd przyznał nam tymczasowe prawo opieki nad Soph. Lou jak zwykle dramatyzował , miałam dosyć tekstów typu "Zabezpieczam się , a i tak mam dziecko" . Coraz częściej się zastanawiałam czy na pewno będziemy odpowiednimi rodzicami dla niej. W tej chwili zwykła zmiana pieluchy była dla nas wyzwaniem . Louis 'owi , Soph nie raz wypadła z nosidełka, ale nie doznała żadnych poważniejszych urazów. Kilkanaście nie przespanych nocy ... dziewczynka miała dziwne przyzwyczajenia, potrafiła się uspokoić przy dźwięku wentylatora , a gdy to nie pomagało, mogliśmy całą noc jeździć samochodem po osiedlu, aż dziecko by zasnęło. Po otrzymaniu rad od naszych kochanych sąsiadów - jeśli wyczuwacie tu sarkazm, to świetnie - przestałam być taka pewna co do decyzji sądu, ale z drugiej strony , nie mogliśmy być aż tak źli. Jestem kobietą , posiadam chyba instynkt macierzyński . Wychowywanie dziecka z Lou , nie było najgorsze, przez spędzanie czasu razem zbliżyliśmy się do siebie i udawało nam się dogadać, a czasem nawet dobrze się ze sobą bawić, ale mimo to i tak niekiedy skakaliśmy sobie do gardeł. Udało nam się ustalić harmonogram, wiedzieliśmy już kto w jakie dni zostaje z małą. Nie zawsze dawało się dostosować do tego, co również było powodem konfliktów. Lou nieraz musiał brać Soph ze sobą do pracy, za co nieraz mu się dostało od manager 'a. Mimo to nie złościł się na mnie tak, jak ja bym to zapewne zrobiła. Nieraz zastałam go siedzącego na bujanym fotelu z dzieckiem na rękach , podśpiewującego Little Things. Naprawdę słodki widok.
  Nie mogłam wziąć relaksujące kąpieli, gdyż w wannie pływało pełno zabawek . Louis też nie miał łatwo , przez płacz dziecka nie mógł obejrzeć meczu , a gdy tylko w oczach Sophie pojawiły się pierwsze łzy , natychmiast trzeba było przełączyć na pierwszy lepszy kanał z bajkami. Kolejnym problemem było to , że dziewczynka nie chciała jeść nic co jej przygotowałam , a biorąc pod uwagę że mam własną cukiernię i jestem kucharzem , była to moja mała klęska. Dla zrelaksowania wieczorami piłam lampkę czerwonego wina, ale nie popadłam w żaden nałóg i nie miałam z tym problemu, gorzej gdy za pierwszym razem troszeczkę przesadziłam i się upiłam. I wtedy jak nazłość do naszych drzwi zapukał kurator , który miał sprawdzić jak sobie radzimy. Gdy Lou zagonił mnie na górę, żebym się jakoś ogarnęła , zaczęłam mieć wyrzuty sumienia, że przez moją lekkomyślność , Soph może trafić do domu obcych ludzi.
- Masz pięć minut, żeby wytrzeźwieć i być znów nad opiekuńczo upierdliwa. - Powiedział chłopak , zamykając kuratorce drzwi przed nosem, by po chwili do nich wrócić. Pokiwałam głową i ruszyłam schodami na górę.

Szczerze ? Mało co pamiętam z tej wizyty, co tylko dowodzi tego, że musiałam gadać głupoty, a biorąc pod uwagę poczucie humoru Lou - które według mnie jest beznadziejne - nie wypadliśmy zbyt dobrze. Pamiętam tylko jej słowa kiedy wychodziła.
"Nie jestem pewna czy sobie poradzicie"

***

-- Nie zniosę więcej twojego pesymizmu ! - Warknęłam na chłopaka.
- Dla niej - Wskazał na drzwi pokoju Sophie - zniszczyłem sobie życie. Może Tobie się to podoba, bo twoje życie wcześniej było do bani .
- Wcale nie ! Miałam czas dla siebie ... - Nie dał mi dokończyć.
- Nie wiesz co to świetne życie ! Ja takie miałem . - Zbiegł po schodach na dół, po drodze zabierając kluczyki.
- Nie dorastałeś Stanley 'owi do pięt. - Spojrzałam na niego surowo - Zostawiasz mnie samą , z dzieckiem ? - Zapytałam
- Chyba zapominasz, że ona NIE JEST MOIM DZIECKIEM. - Powiedział , akcentując ostatnie słowa. Spojrzałam na niego z niedowierzaniem, nie mogłam uwierzyć , że to powiedział. Spojrzał mi w oczy ,po czym wyszedł trzaskając drzwiami. Nie miałam zamiaru za nim biec, byłam wściekła, ale wiedziałam, że potrzebuje teraz samotności, powinien przemyśleć kilka rzeczy.

***

   Łzy cisnęły mi się do oczu, a ja nie chciałam dać im ujścia. Siedziałam na kanapie w salonie ze złożonymi rękami.
  W pewnym momencie poczułam , jak kanapa po mojej prawej stronie się zapada. Wyłączyłam telewizorem i nie wiedziałam od czego zacząć.
- Emm ... Lou ... przepraszam , nie chciałam Ci tego wszystkiego wygarnąć.
- W porządku . - Westchnął głośno i objął ramieniem. - Też przepraszam ... nie chciałem tego powiedzieć .
- Znalazłam ich stare filmy . Wiesz ... żeby usłyszeć ich głos... chociaż przez chwilę. Spójrz. - Powiedziałam włączając z powrotem telewizor. Nagranie przedstawiało [i.n.p] z Sophie na rękach. Musiał to być pierwszy dzień , kiedy wrócili ze szpitala do domu. Po chwili ja i Lou chichotaliśmy , słysząc kłótnie pomiędzy nimi o to , że Stan źle pomalował ściany.
- Tym filmem , sugerujesz, że to dobrze, że chcemy się pozabijać przez połowę czasu ? - Zapytał Lou , śmiejąc się i opierając o kanapę.
- Nie starajmy się ich naśladować. - Uśmiechnęłam się.
- Nie cierpię tego domu , przypomina mi kostnicę... wszędzie wiszą ich zdjęcia. - Powiedział ogarniając wzrokiem pokój. - I nienawidzę tego obrazu. - Wskazał na ścianę , na której w drewnianej ramie widniał jakiś czarno -biały bohomaz . Tym razem to ja się zaśmiałam.
- Chcę się go pozbyć. - Popatrzyłam na Louis 'a. - Skoro mamy tu mieszkać, musimy przestać zachowywać się , jakby mieli zaraz u przyjść.
Przygarnął mnie do siebie i oparł brodę o moją głowę.

***

Kilka tygodni później ...

Zdjęcia rodziców Soph zniknęły, a na ich miejscu pojawiły się nasze wspólne. Zmieniliśmy wystrój całego domu, tak aby jak najmniej nam o nich przypominał.
- Zadzwonię później. - Powiedział Lou , całując jakąś ciemną brunetkę , która spędziła noc w naszym domu. Nie czułam zazdrości, ale też specjalnie nie uśmiechało mi się widzieć codziennie inną dziewczynę, wychodzącą z naszego mieszkania.
  Naszym kolejnym celem , było nauczenie Sophie chodzić. Według książek po półtora roku powinna zacząć chodzić .
- Po półtora roku, powinnaś mieć już męża .Nauczy się chodzić, jak będzie miała dokąd pójść. - Zaśmiał się Lou, biorąc dziecko ode mnie.
- Ha- ha- ha. Ta biedaczka co rano wychodziła, myśli , że zjecie razem kolacje. Gdzie ty spotykasz te wszystkie kobiety. Cały czas jesteś w pracy , albo tutaj.
- Mam swoje sposoby. - Puścił mi perskie oko , po czym wyszedł z kuchni.

***

Brałam akurat kolejną relaksującą kąpiel, kiedy ten idiota zaczął się drzeć.
- [t.i] ! [t.i] !
- Co ?!
- Ona stoi , zaraz zrobi pierwszy krok !
- Teraz ?!
- Pośpiesz się ! - Chwyciłam za szlafrok , po czym szybko zbiegłam na dół.

Emmm ... cieszyłam się gdy mała zaczęła chodzić, ale później okazało się to problemem. Dziewczynka biegała i nie można jej było na chwile spuścić z oka.  Całymi dniami chodziliśmy za nią pilnując aby się nie przewróciła. Kolejnym moim zwycięstwem było to , że Soph zaczęła jeść moje posiłki.
   Widziałam zazdrość w oczach Louis 'a kiedy dowiedział się, że idę na randkę - z lekarzem Sophie. Przez cały dzień słuchałam jego wywodów, na temat jakie to nie etyczne umawiać się z doktorem , który leczy twoje dziecko.
   Widziałam również błysk w jego oczach, kiedy przerwał moją randkę , pod pretekstem tego, że mała ma gorączkę, sprytnie wykorzystał moją nadopiekuńczość , wiedział , że gdy tylko się dowiem, że dziewczynka jest u lekarza, natychmiast przerwę wspólny wieczór, dlatego zadbałam o to , aby widział jak całuje naszego lekarza.
  Chyba dostałam mini zawału serca , kiedy Tommo zaprosił mnie na kolację. Czyżby próbował sobie coś udowodnić ? Zgodziłam się , mimo tego co o nim myślałam, naprawdę miło spędziliśmy wieczór.
- Nie chciałam jej przenosić. - Oznajmiła nam opiekunka , gdy weszliśmy do domu, a Sophie leżała na kocyku w salonie. - Tworzycie naprawdę uroczą parę. - Powiedziała , po czym wyszła.  Ustałam nad Soph , przyglądając się jej, a obok mnie stanął Lou . Odwróciliśmy się do siebie i już po chwili poczułam jego ciepłe wargi na swoich. Mruknęłam cicho w jego usta, na co się uśmiechnął. Nieśmiały całus przeszedł w pełen pasji i pożądania pocałunek.

***
- Myślisz , że to zaplanowali ? - Zachichotałam , przesuwając kołdrę i wtulając się w jego tors.
- Nieee. Już raz próbowali. I wiemy jak to się skończyły. - Oboje się zaśmialiśmy. - Mam dla Ciebie niespodziankę . - Puścił mi perskie oko. - Znalazłem to , gdy się tu wprowadzaliśmy. - Powiedział , pokazując mi paczkę narkotyków.
- Nie wolno nam. Sophie jest w pokoju obok. - Powiedziałam , mimo , że miałam ochotę się teraz zabawić i zignorować fakt , że w domu jest dziecko.
- Oj no weź. - Przesunął nosem po moim ramieniu.
- Nie wolni nam tego palić, więc zrobimy z tego ciastka. - Zaśmiałam się w myślach z mojego pomysłu, spojrzałam na chłopaka, który nie bardzo wiedział o co mi chodzi. Pociągnęłam go za rękę , po czym zbiegliśmy schodami w dół.

Siedzieliśmy na podłodze i śmialiśmy się z bajek, które akurat leciały w telewizji. Trawa , którą dosypałam do czekoladowej masy , dawała o sobie znać. Śmialiśmy się oboje z najgłupszych rzeczy, a później tańczyliśmy. Taaaak to dziwnie brzmi. Aż w końcu zasnęliśmy dzięki kołysance "Niedźwiedzia w niebieskim domu"*

*Bajka dla dzieci , na końcu niedźwiedź zawsze śpiewał kołysankę.

***

Nasza sielanka nie trwała długo , a dokładniej od momentu ,kiedy dowiedziałam się, że Louis musi jechać w trasę. Kiedy miał mi zamiar powiedzieć ?! W dzień wyjazdu ?!
- Powiesz mi wreszcie o co chodzi ?
- Ehm ... Z chłopakami musimy wyjechać w trasę...
- Czemu mi nie powiedziałeś ?
- I tak będę musiał coś wymyślić, żeby się Wami zająć, nie chciałem żebyś się denerwowała.
- Chcesz jechać ?
- Myślę nad tym, wcześniej bym się nie zastanawiał.
- Wcześniej ? To znaczy przed tym jak poznałeś Sophie i mnie. - Pokiwał głową. - Ok. - Wzięłam z jego rąk Soph i ruszyłam przodem.
- [t.i] !
- Jak to sobie wyobrażałeś ? Zabierzesz nas ze sobą czy zostaniemy same.
- Nie wiem . Nigdy nie musiałem myśleć za troje. [t.i] to tylko trasa.
- Nieee , czekałeś tylko na taką formę ucieczki ...
- Nie ! - Zaprzeczył szybko. - Poświęciłem wszystko dla tej gry ...
- Dla Ciebie jesteśmy tylko grą ?
- Nie o to mi chodzi. Mieszkamy w ich domu, śpimy w ich łóżku , udajemy małżeństwo.
- Udajesz miłość do Sophie ?
- Nie ! Kocham ją!
- A więc udajesz tylko do mnie. - Pokiwałam głową , odwróciłam się i cicho załkałam. - Jedź z zespołem ! Zostaw nas w spokoju.  Przytuliłam Soph do siebie , po czym przyciągnęłam ją do siebie, a z moich oczu zaczęły spadać łzy.

Od tamtej pory , Sophie przebywała raz u mnie, raz u niego i tak przez kilka kolejnych tygodni...

***
Przyjechał w odwiedziny do Soph i myśli , że wszystko będzie dobrze.
- Sprzedajesz dom ?!
- Nie stać nas na jego utrzymanie.
- Chcieli, żeby ona tu dorastała !- Wskazał na Sophie. - Nie zapytałaś się mnie.
- Tak jak ty mnie w sprawie trasy koncertowej. - Zmrużyłam oczy.
- Od początku chciałaś ją wychowywać sama, ale nie potrafiłaś, dlatego zaczęłaś umawiać się z pediatrą!
- On przynajmniej w ogóle Cię nie przypomina, jest troskliwy, opiekuńczy i nie ucieka kiedy sprawy przybierają poważny obrót !
- Uciekłem ! Martwy przyjaciel zostawił mi dom i swoje dziecko! Przepraszam jeśli ...
- Jeśli co ?!
- Obleciał mnie strach !
- A mnie nie ?! - Nie zauważyłam nawet kiedy głos zaczął mi się jąkać.
- Tobie było łatwiej , ty chciałaś tak żyć!
- Ale nie w taki sposób, nie z kimś kto mnie nie kocha ...
- Kochałem Cię . - Przerwał mi. Popatrzyłam na niego z niedowierzaniem. - Nadal Cię kocham. - Przekrzywił głowę , by spojrzeć na mnie czule.
- Nie. - Pokręciłam głową. - Miałeś racje ... udawaliśmy ich tylko , bo potrzebowaliśmy siebie, żeby to wszystko jakoś przetrwać. - Sama nie wiedziałam dlaczego to właśnie mówię, przecież darzyłam Lou tym samym uczuciem .
Trzasnął drzwiami.

***

Gdybym wiedziała, że będę teraz siedzieć w samochodzie i jechać na lotnisko, łamiąc przy okazji wszystkie przepisy drogowe, tylko po to , żeby zobaczyć tego dupka , przeprosić go i powiedzieć "Kocham Cię" , nie uwierzyłabym.
  Kupiłam bilety na samolot, tylko dlatego, żeby dostać się na terminal. Miałam ochotę zabić ochronę, która kazała mi zdejmować buty przy odprawie, miałam wrażenie , że mijają godziny, podczas gdy były to sekundy.
  Przebiegłam długi korytarz z Soph na rękach, w szpilkach . Dlaczego ja je założyłam ?!
-[T.I] !
- Lou. - Uśmiechnęłam się.
- Nie obchodzi mnie po co tu przyszłaś. - Zamarłam. -Po prostu mnie wysłuchaj. - Pokiwałam głową. - Już wiem po co [i.n.p] i Stan nas wybrali. Nie dlatego, że znaliśmy ich najlepiej, tylko dlatego ,że ty, ja i Sophie tworzymy rodzinę, taką jak oni . Gdy mnie nie ma , nie tęsknie za nią czy za tobą, tylko za nami , za naszą małą rodziną. Zakochałem się w Tobie i mam to gdzieś , że najpierw powinniśmy się poznać, a dopiero później mieć dziecko. - Złapał mnie za obie ręce.
- Lou ... - Uciszyłam go. - A myślisz, że po co tu przyjechałam.
- Słyszałaś jak mówiłem , że Cię kocham ? - Złapał moją twarz w obie dłonie. - Bo mogę powtórzyć.
 Nasze usta po raz kolejny się zetknęły.
- Kocham Cię.





3 komentarze:

  1. Awwww jaki cudowny :) Świetnie, że trochę zmieniłaś końcówkę. Dzięki temu jest jeszcze lepszy :))

    OdpowiedzUsuń
  2. Ojejku, cudne!!!! No cóż, filmu nie oglądałam, ale bajkę o niedźwiedziu z siostrą tak haha

    OdpowiedzUsuń