czwartek, 2 maja 2013

Rozdział III


Od Autorki :
Możecie zauważyć, że postanowiłam iż opowiadanie jednak będzie o Lou, ponieważ od początku wyobrażałam sobie go jako głównego bohatera. Także w niektórych rozdziałach pozamieniałam imiona z Chris na Lou. Jeśli znajdziecie gdzieś jeszcze taki niezmieniony moment , napiszcie. Druga rzecz . Imaginy i rozdziały nie pojawiały się długi czas, gdyż mój laptop nie działa i materiały które miałam już gotowe zniknęły. I musiałam wymyślić na nowo rozdział, a strasznie nie chciało mi się tego robić ;D I chciałam Was uświadomić , że dodałam kilka postaci w zakładce BOHATEROWIE , także możecie sobie sprawdzić :)



Rozdział III
- Zabrakło odwagi, by przyznać się do uczuć.

~Oczami Victorii~


 W głębi duszy ucieszyłam się , gdy mi odmówił . Moje pragnienie zaczęło dawać o sobie znaki. To spotkanie było dosyć dziwne, odczułam wrażenie jakby jego obecność mnie przytłaczała. Nie czułam tego podczas naszego pierwszego spotkania.
  Wróciłam niechętnie do środka. Ciągłe tłumaczenie jak dokładnie ma wyglądać dom stało się nudne.
Nie mam w zwyczaju osądzać ludzi z góry , przez tyle lat nauczyłam się że nie wszystko wygląda na takie jakie jest na prawdę. Pani Tomlinson była miłą osobą, ale na pierwszy rzut oka wydała mi się irytująca. Kobieta miała około 45 lat, wywnioskowałam to po wieku jej syna. Ona sama była bardzo zadbana , a na jej twarzy nie było widać oznak starości.
  Jakaś dziewczyna podała mi szklankę z sokiem, grzecznie podziękowałam. Choć było mi to obojętne, gdyż i tak nie czułam smaku zwykłego jedzenia. Mimo to upiłam trochę napoju i ruszyłam wolnym krokiem w stronę salonu, który ekipa postanowiła remontować już dziś.
  Pokój wydawał się jaśniejszy, sama nie wiem być może dlatego, że stare okna zastąpiono nowymi, albo mój wampirzy wzrok zauważa takie rzeczy. W pewnym momencie ktoś złapał mnie za ramię.
- No i jak ? Podoba się ? - Zapytała mnie rodzicielka tajemniczego chłopaka.
- Zapowiada się dobrze. - Uśmiechnęłam się do niej .
- Bylibyście z moim snem cudowną parą... - Po tych słowach zaczęłam krztusić się sokiem.
- Wszystko w porządku ? - Zapytała mnie kobieta, klepiąc lekko po plecach.
- Tak przepraszam. Muszę już iść. - Oddaliłam się od niej szybko i instynktownie poszłam do ogrodu.
  Nie wyglądał on wcale lepiej niż wnętrze domu. Trawa była podeptana, a po całej posesji walały się kawałki szkła. Z nadzieją udałam się w stronę wielkiego dębu. Już po kilku krokach na mojej twarzy zagościł uśmiech. Huśtawka wciąż tam była i kołysała się lekko na wietrze. Miejsce z mojego dzieciństwa.
  Musiałam chwilę pomyśleć. W ciągu kilku sekund wspomnienia wróciły ... bolesne wspomnienia. Daniel. To imię zawładnęło teraz moimi myślami. Jeden z wielu powodów mojej zmiany. Jego straty bałam się najbardziej. Prawie udało się zapomnieć, ale wróciło. To strasznie uczucie pustki , tęsknoty za jego dotykiem, za jego głosem.
  Nie zauważyłam nawet kiedy tak mocno zacisnęłam palce na łańcuchach od huśtawki, że pod moim uściskiem całkowicie się powyginały. Puściłam je , po czym gwałtownie wstałam. Nie mogłam pozbierać myśli . Nie wiedziałam co mam ze sobą zrobić. Chciałam myśleć o czymś innym, ale mimo moich wysiłków wszystko sprowadzało się do jednego. Daniel. Dlaczego teraz mi się to przypomniało ? Z chęcią zabiłabym teraz tego kretyna , byleby tylko przestać o nim myśleć.
Coś zaszeleściło w krzakach za mną. Moje źrenice automatycznie się rozszerzyły , skierowałam wzrok w tamtą stronę. Pusto. Pojedyncze listki jeszcze się huśtały , co mogło być również oznaką wiejącego wiatru. Nie zwróciłoby to mojej uwagi, gdyby nie to , że dźwięk się powtórzył , tyle , że kilka metrów w głąb lasu. Zmrużyłam oczy i bezszelestnie ruszyłam do źródła mojego niepokoju. Pierwsze co rzuciło mi się w oczy była gałązka złamana na pół. Czyli jednak ktoś tu był, ale nie wyglądało mi to na wampira, a przynajmniej nie na doświadczonego wampira. Ktoś postanowił mnie obserwować . Albo zwyczajnie popadam w paranoję . Przymknęłam oczy. Kolejny trzask. Biegiem ruszyłam w stronę tajemniczego dźwięku. I tak jak się spodziewałam , zobaczyłam postać, która skrywała swoją twarz pod czarnym, satynowym materiałem płaszcza. Już miałam chwycić nowego przybysza, kiedy ten najzwyczajniej w świecie zniknął, a ja zostałam sama z czarnym materiałem w ręku.
  Nie wiem nawet kiedy leżałam na ziemi, a na moją twarz kapała lepka ślina z pyska jakiegoś zwierzęcia. Otworzyłam oczy. Zaklęła pod nosem. Wielka bestia trzymała łapami moje ręce , boleśnie wbijając pazury w skórę. Czarne bydle warczało na mnie . Dosyć ! Podniosłam się i już miałam uciekać kiedy zorientowałam się kto tak naprawdę mnie zaatakował.
- Zwariowałaś ?! - Krzyknęłam na wilkołaka, który był jednocześnie moją przyjaciółką. Czarne futro, do niedawna jeszcze najeżone swobodnie opadło, a czarny pysk delikatnie się przechylił, jakby mi się przyglądał. Czerwone niemalże oczy zabłyszczały, po czym bestia zaczęła nabierać ludzką postać.
  Wilkołaki całkiem przypominały książkowe potwory. Zwierzęta , które równie sprawnie poruszały się na dwóch nogach jak i na czterech. Ciało pokryte futrem, wydłużony pysk wyposażony w ostre zęby oraz czerwone oczy. Miały możliwość zmieniania się kiedy chcą , nie tylko podczas pełni. Jeden nie sprzyjający wampirom fakt, jest taki, że miały one je zabijać. Tak też było i w przypadku Natalie - bo tak nazywa się ów wilkołak - jej zadaniem było wytropienie mnie i zabicie. Sprawy potoczyły się zupełnie inaczej , gdy podstępem przekonałam ją , że mogę być jej sojuszniczką, a ta nawet nie wiedziała , że to ja mam być jej ofiarą. W końcu prawda wyszła na jaw, a żadna z nas nie miała serca siebie zabić. Dziwna sytuacja. Ostatecznie zaprzyjaźniłyśmy się i przeżyłyśmy kilka przygód. Wampiry i wilkołaki już od kilku wieków żyją w zgodzie, chociaż sytuacja jest o tyle dziwna gdyż wilkołaki dostają nieraz zlecenia , w których muszą po cichu "sprzątnąć" jakiegoś krwiopijce.
- Boże ! Przepraszam. Pomyliłam Cię z kimś innym. Dziwnie pachniesz, jak nie ty ... - Natalie zaczęła swój monolog na co ja tylko wywróciłam oczami.
- Obśliniłaś mnie. - Przerwałam jej , gdy zaczęła zmieniać temat. A na samo wspomnienie wilkołaczej śliny kapiącej na moją twarz zrobiło mi się niedobrze.
- Och , wybacz. Więc to prawda co mówią ? Wróciłaś. - Uśmiechnęła się i zaczęła mnie ciągnąć w stronę domu. Nie miałam serca dłużej się na nią gniewać, miała w sobie coś takiego , że momentalnie zmieniała nastrój swojego rozmówcy, a gadać to ona lubiła.
- Wróciłam. Lepiej mi powiedz co ty tu robisz ? - Zadałam istotne pytanie , które w tej chwili najbardziej mnie interesowało.
- Dostałam zlecenie. Nie słyszałaś ? W tym mieście ostatnio roi się od wampirów. - Dziewczyna zrobiła zdziwioną minę.
- Nikt mi nic nie mówił. Nie kontaktowałam się z Zoey od kilkunastu tygodni.
- W każdym razie jest problem. Pomyliłam Cię z Cassie Riley . Wiesz to ta blondynka ...
- Wiem kim jest Cassie . Nie dasz rady sama , ona ma ponad 900 lat, jak masz zamiar to zrobić . - Nachyliłam się , aby nikt nie usłyszał naszej rozmowy.
- Kto powiedział, że jestem sama ? - Przymrużyłam oczy i dopiero kilka sekund później zrozumiałam co miała namyśli.
- Liczysz na to , że nikt nie zauważy kilkudziesięciu wilkołaków biegających po mieście ?
- Oj przestań ! Nie będziemy przecież cały czas biegać przemienieni. -  Zastanawiałam się czasem czy ta dziewczyna bierze cokolwiek poważnie. Sprawia wrażenie jakby niczym się nie przejmowała. - Poza tym liczyliśmy, że będziemy mogli zatrzymać się u Ciebie. - Zrobiła maślane oczy jak szczeniak , co jej akurat świetnie wychodziło.
- Oszalałaś ?! Mój dom jest w remoncie , kręci się tam mnóstwo ludzi. I
- Nie przesadzaj, będziemy uważać. Wiele nie jest nam potrzebne. - Uśmiechnęła się do mnie tym swoim "firmowym" uśmiechem. Wiedziałam, że i tak z nią nie wygram, więc ostatecznie się zgodziłam.
- Kto dał Wam zlecenie na Cassie ? Kto ryzykuje aż tak ? - Zapytałam się Natalie, gdy już wyszłyśmy z lasu.
- Nie wiem. Nikt nam nic nie mówi, już od dłuższego czasu, wiemy tylko kto jest ofiarą. W naszym świecie ostatnio źle się dzieje, nie wierzę , że nikt Cię nie poinformował. W sumie to my też niewiele wiemy. Mówią nam tylko, że wampiry mają jakiś problem między sobą, ale wilkołaki są w to zamieszane tak samo. Wiem , że niedawno w Los Angeles gadali o jakiejś masowej, krwawej zbrodni, a ludzie zaczęli gadać coś o nadnaturalnych istotach. Także to może być przyczyną konfliktu. W sumie to takich masakr było kilka , ale nikt nie chce się przyznać. - Wilkołaczyca wzruszyła ramionami i ruszyła prosto do mojego domu zostawiając mnie samą.
  Miałam dziwne, złe przeczucie. Miałam nadzieję, że w całą tą dziwną sprawę z Cassie i masakrą w Los Angeles , nie jest zamieszana Zoey , a tym bardziej Daniel. Zaczęłam żałować , że Natalie mi o tym wszystkich powiedziała. Skoro to miejsce stało się siedliskiem wampirów, coś mi się zdaje, że będę miała kłopoty . Znowu popadam w paranoje. Pamiętam jak moja wilcza przyjaciółka powiedziała mi , że zrobiłam się strasznie pesymistyczna. Teraz dopiero widzę, że miała rację. Odetchnęłam i ruszyłam do domu. Oparłam się o framugę drzwi widząc kilkanaście wilkołaków w moim domu.
- Gdzie ludzie ? - Zapytałam Natalie, którą wypatrzyłam w tłumie.
- Nie martw się ... - Widząc moją niepewną minę , szybko dodała. - ... skończyli już. Kazali Ci przekazać, że wrócą jutro około 10. Ta starsza kobieta mówiła, że dobrze by było, gdybyś się z nią spotkała jutro u niej i że masz zadzwonić.
  Jutro ? U niej ?! To oznacza spotkanie z Lou . Nagle moja pewność siebie ulotniła się tak szybko, jak się pojawiła.


 

5 komentarzy:

  1. dzastka94 ;)2 maja 2013 12:27

    Świetny jest ;) Nie mogę się doczekać następnego ;))

    OdpowiedzUsuń
  2. ^^ to jest świetne z każdym rozdziałem coraz bardziej się uzależniam <3 @imaginoholic

    OdpowiedzUsuń
  3. Coraz więcej się dzieje...no i pojawiły się wilkołaki....uwielbiam je

    OdpowiedzUsuń