piątek, 24 maja 2013

# 6. Louis 1/2


Od Autorki :
Ten imagin miał być z Zayn'em , ale po przeczytaniu go stwierdziłam, że bardziej pasuje tutaj Lou :) Wzorowałam się na pewnym filmie, spróbujcie zgadnąć na jakim :D Imagin podzieliłam na 2 części , ponieważ gdy zaczęłam to pisać, stwierdziłam, że jest za długie :) Jest on napisany trochę inaczej, w formie wycinków z życia głównej bohaterki, ale na pewno zrozumiecie o co chodzi. Liczę na wasze komentarze i przepraszam, za moje błędy i za to , że czasem nadużywam słowa "po czym" i "lecz" :D


[t.i] - twoje imię
[i.n.p] - imię najlepszej przyjaciółki


   Założyłam na siebie czerwoną sukienkę, która idealnie eksponowała moje długie nogi, a włosy zaplotłam w wysokiego kucyka, by następnie zacząć robić makijaż.  Efekt był zadowalający. Pozostało mi tylko czekać.
  Usiadłam na kremowym fotelu , plecy opierając na białej poduszce. Dla zabicia czasu przeglądałam strony nowego numeru Vogue. Zanim usłyszałam pukanie do drzwi , zdążyłam przejrzeć dodatkowo dwie prenumeraty innych tego typu pism. Poprawiłam sukienkę i westchnęłam głośno otwierając drzwi .
- [t.i] ! - Ujrzałam za drzwiami wysokiego szatyna z grzywką zaczesaną do góry , o niebiesko hipnotyzujących oczach.
- Louis . - Odpowiedziałam wyciągając rękę w jego stronę.
- Lou. - Odwzajemnił mój gest.
- Lou ? - Zapytałam nie bardzo wiedząc co ma namyśli.
- Lou. Wszyscy tak do mnie mówią. - Uśmiechnął się słodko . - Spóźniłem się ?
- Raptem godzinę , albo dwie. [i.n.p] ostrzegła mnie. - Rzekłam z nutą sarkazmu w głosie.
- Stan uprzedzał , że będziesz się czepiać . - Wywrócił oczami.

Zapanowała niezręczna cisza, którą po chwili przerwałam.
- Pójdziemy już ?
- Jasne.
Wymieniliśmy się podstawowymi informacjami schodząc na dół , między innymi ile mamy lat, co robimy i skąd jesteśmy . Gadaliśmy o takich rzeczach  o jakich się rozmawia na pierwszych randkach.
  Otworzył mi drzwi od swojego samochodu, po czym sam wsiadł z drugiej strony.
- Ok. A więc dokąd ? - Zapytał mnie, na co odwróciłam się w jego stronę.
- Gdzie zarezerwowałeś stolik ? - Przeniósł swój wzrok na szybę, jego milczenie uznałam za odpowiedź - nie zrobił tego. - Miałeś to zrobić. - Przypomniałam mu. Wzruszył ramionami.
- Możemy jechać gdziekolwiek . Ty zadecyduj , po prostu znajdziemy wolne miejsce.
- Okej. Może ... - Nie dane mi było dokończyć gdyż w samochodzie rozległ się dźwięk telefonu. Jego telefonu .
- Odbierz. - Mruknęłam niezadowolona w jego stronę. Jak powiedziałam , tak też zrobił.
- Nic ważnego... 11.30 ? Dobrze będę. - Uśmiechnął się sam do siebie. - Emm ... chora przyjaciółka. - Zwrócił się do mnie wskazując na telefon. Idiota. Dopowiedziałam w myślach. Myśli, że jestem taka głupia , żeby się na to nabrać.
- Ok, wiesz co ? Nie musimy tego robić. - Wzruszyłam ramionami.
- Naprawdę ? To świetnie ! - W tym momencie otworzyłam usta.
- Mówisz poważnie ?
- Oboje wiemy, że to nie ma sensu.
- Nasi przyjaciele nas umówili ...  - Przerwał mi.
- Nie spodobałem Ci się od pierwszej chwili . Pogawędzilibyśmy przez kilka godzin , a następnie prawdopodobnie nawet byśmy się nie pożegnali, w najlepszym wypadku upilibyśmy się i wylądowali w łóżku. - Mruknął.
- Naprawdę jesteś idiotą. Jeśli nie chcesz beznadziejnego wieczoru ... nie spóźniaj się o godzinę i nie umawiaj się z kimś przy mnie!
- Okej . - Spojrzał na mnie błagalnie. - Możemy gdzieś wyjść.
- Oszalałeś ?! Nigdzie z tobą nie idę! - Wyszłam z samochodu i trzasnęłam drzwiami .
  Z torebki wyciągnęłam telefon.
-[i.n.p] obiecaj mi , że już go nigdy więcej nie zobaczę!

***
Miałam taką nadzieję, że już go nigdy więcej nie spotkam , ale los chciał inaczej i pokarał mnie tymi kilkunastoma spotkaniami. Zaręczyny . Wesele. Święta . Poród. Urodziny. Jeśli teraz ktoś z Was myśli, że mówię o sobie to się myli. To [i.n.p] ułożyła sobie tak życie, a że Lou to przyjaciel jej męża, muszę go widywać na każdym kroku. Nawet teraz, kiedy [i.n.p] i Stanley'owi urodziła się córka , Sophie.

Cały dzień byłam zabiegana, gdyż moja przyjaciółka poprosiła mnie o zorganizowanie pierwszych urodzin Sophie.
- Byłam ostatnio w nowej przychodni razem z Soph... - Zaczęła [i.n.p]. - ... pracuje tam bardzo przystojny lekarz, nie miał obrączki na palcu, więc pogadałam z jedną z pielęgniarek ...
- Przestań ! - Wrzasnęłam na nią.
- No co ?
- Podsuwasz mi samych najgorszych kandydatów. - Powiedziałam dosyć ironicznie.
- To nieprawda ! - Zaprzeczyła oburzona. Spojrzałam na nią w dość znaczący sposób. - No dobra, ale to tylko kilka nieudanych randek.
- Masz być moją przyjaciółką, a nie dręczyć mnie z powodu braku obrączki. - Uśmiechnęłam się. - Lepiej żebyś ty miała więcej dzieci, bym ja mogła piec takie rzeczy. - Wskazałam na tort , który sama zrobiłam dla małej Sophie.
- Wow ! Lepsze niż mój tort weselny. - Na twarzy [i.n.p] malował się zachwyt .
- To ja upiekłam twój tort weselny . - Wywróciłam oczami .

***
Siedziałam z Sophie na krześle.
- Nie przejmuj się Soph. Nie pierwsza rzygasz na wujka Louisa. - Zachichotałam w stronę dziewczynki, jednocześnie patrząc jak mężczyzna radzi sobie z plamą na koszuli. Żeby nie było ostrzegałam, żeby nie skakał z niemowlakiem na rękach.
- Weź coś z szafy Stanley'a . - Rzekła moja przyjaciółka w stronę Lou.
- Która godzina ? - Zapytał.
- Jedenasta . - Odpowiedziała.
- Dziw , że już wstałeś. - Mruknęłam
- Zanim goście przyjdą ... wznieśmy toast za dwóch ulubieńców Sophie . - Zaczęła [i.n.p]
- I naszych najlepszych przyjaciół. Nie oszaleliśmy tylko dzięki Wam - Dopowiedział Stan.
- Płaczesz ? - Zapytał Lou , [i.n.p]
- Matki płaczą. - Powiedziała przecierając oczy.

***

Dziwnie się czułam w towarzystwie tych wszystkich matek. Nie chciałam się nawet przysłuchiwać ich rozmowom , gdy ostatni raz to zrobiłam dowiedziałam się jak się wykonuje cesarskie cięcie. Trauma do końca życia. Dostałam też kilka wykładów na temat życia oraz tego jak być dobrą żoną i matką. Wzdrygnęłam się. Poza tym wszystkie dzieci , były starsze od Sophie, miały klejące łapy i co chwila dało się słyszeć krzyk, albo płacz.
  Przyjrzałam się swojemu dziełu. Z sufitu zwisały serpenty, a po całym domu latały balony, zaraz po wejściu do jadalni, gdzie stał tort, można było zauważyć wielki napis "Happy Birthday Sophie" . Uśmiechnęłam się na widok [i.n.p ] z Soph na rękach. Powoli zapaliłam świeczki na torcie , a goście zaczęli śpiewać "Sto lat" .
Dziewczynka ładnie zdmuchnęła świeczki, oczywiście wraz z pomocą swojej mamy, a całe towarzystwo zaczęło klaskać. Imprezę czas zacząć ...


Kilka miesięcy później ...

Udało się ! W końcu otworzyłam własną cukiernię ! Jedyny minus był taki, że cały dniami musiałam słuchać zażaleń jednego z moich pracowników. Ten człowiek chyba się mnie bał, bo co chwila słyszałam , że coś mu nie wychodzi, coś trzeba poprawić.
 Spojrzałam w stronę szyby i mało nie dostałam zawału. On ... moje myśli spoczęły na jego osobie. Przegoniłam kasjerkę, a sama ustałam na jej miejscu.
- To co zwykle ? - Uśmiechnęłam się do studenta medycyny
- Staje się przewidywalny ? - Kąciki jego ust uniosły się ku górze.
Po zapakowaniu ciastek, zaczęliśmy flirt, który odbywał się jak zawsze. Więc dlaczego jeszcze mnie nie zaprosił na tą głupią randkę ?! Usłyszałam dźwięk telefonu, po czym szybko go odebrałam.
- Panna [t.i] [t.n] ?
- Tak to ja .
- Przykro mi ... - Po tych słowach moja mina zrzedła.

***

Łzy spływały po moich policzkach .
- Ma pani numery do ich najbliższych ?
- Tak mam... Mieli małą córkę Sophie ... czy ... - Głos mi się załamał. - Czy była wtedy z nimi ?
- Nie. - Odetchnęłam z ulgą, na te słowa. - W chwili wypadku , zajmowała się nią opiekunka. Teraz zajmuje się nią opieka społeczna. Oni są specjalistami w takich przypadkach .
- W takich przypadkach ? - Wiedziałam co miał namyśli, ale potrzebowałam usłyszeć to z ust funkcjonariusza. Nie mogłam pozbierać myśli, wszystkie krążyły wokół zmarłych przyjaciół, a po chwili zaczęłam martwić się o Soph.
- Zajmują się osieroconymi dziećmi. - Kolejny potok łez, spłynął po mojej skórze, by bezdźwięcznie uderzyć o podłogę.

***
Spędziłam kilka godzin na komisariacie, funkcjonariusze spisywali moje dane.
- Lou ... - Rzekłam do chłopaka, który wszedł do budynku. Widziałam cierpienie na jego twarzy, zapewne domyślał się co się stało. Co ja gadam ?! Wystarczyło, że spojrzał mi w oczy i już niczego nie musiał się domyślać. Podszedł do mnie i objął ramionami, przyciągając do swojej klatki piersiowej.

***

Weszliśmy do ich domu, był cichy i od razu można było poczuć jaki jest pusty. Brakowało w nim ich chichotu, dreptania małych nóżek Sophie po pokoju. Teraz powinien do nas podejść Stan i podać piwo, a zaraz za nim przybiegła by [i.n.p] z Soph na rękach i uściskała... nie zrobią już tego.
  Ogarnęło mnie przygnębienie, wszystkie rzeczy stały tak jak je zostawili. Zwracałam uwagę na każdy najmniejszy szczegół, który teraz wyjątkowo mi o nich przypominał. Poskładane i wyprasowane rzeczy stały w białym koszu przy szafce, na środku pokoju leżał koc z mnóstwem zabawek, co oznaczało, że któreś z nich przed wyjazdem bawiło się z Sophie. Sophie. To nią teraz musimy się zająć.








4 komentarze:

  1. dzastka94 ;)25 maja 2013 05:30

    Imagin jest świetny :) Uwielbiam Twój styl pisania. A film "Och życie" kocham :))

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie lubię imaginów, ale twój przeczytałam.. muszę przyznać, że mi się spodobał i przeczytam część drugą....to nie kojarzy mi się z żadnym filmem, ale fabuła jest wciągająca...ale oni musieli umrzeć? Masakra, biedna Sophie....normalnie miałam łzy w oczach...może zaczną czytać imaginy

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Uprzedzam, że imaginy były pisane bardzo dawno, tak samo jak początkowe rozdziały opowiadania, więc te nowsze są o wiele lepiej napisane :) x

      Usuń