sobota, 9 marca 2013

Rozdział II


Rozdział II
I tylko jedno może unicestwić marzenie - strach przed porażką.

~Oczami Louis'a~



Średniego wzrostu, szczupła, duże, niebieskie oczy o inteligentnym spojrzeniu. Blondynka, lokowane włosy sięgały jej do połowy pleców. Usta małe , tak samo jak nos. Nieskazitelnie czysta cera.  Brakuje słów , żeby opisać jej piękno.
  Jej odpowiedź mnie zadziwiła. Już od dłuższego czasu nie rozmawiałem z kimś normalnie. Raczej nikt nie chciał się narażać Martinowi i jego bandzie.
 Podniosłem się, ona zrobiła podobnie. Nie wiedziałem dlaczego nadal przy mnie jest, każdy by zrobił to co inni i uciekł, więc dlaczego została ? Teraz mogłem przyjrzeć się jej dokładnie. Jej niebieskie oczy, przypominały trochę szkło, mogłem w nich zobaczyć swoje odbicie. Jej skóra była bledsza niż u innych, a to trochę dziwne , bo mamy środek lata .
  Poczułem jak coś lepkiego spływa na moje usta, odruchowo podniosłem rękę w to miejsce. Okazało się, że to tylko krew z nosa. Szybko wyciągnąłem chusteczkę z kieszeni moich spodni i zacząłem wycierać nos, który zaczął dopiero teraz boleć. Zerknąłem na dziewczynę, która o dziwo , wciąż tu stała.
  Gdy odciągnąłem chusteczkę od twarzy i chciałem ją wyrzucić. Oczy dziewczyny momentalnie się powiększyły i jakby … zmieniły kolor? Dziwne. Odwróciła ode mnie wzrok , a ręką zasłoniła usta.
- Przepraszam muszę iść … - Wyjąkał , po czym szybko się odwróciła i wyszła z parku.
  Dosyć dziwna sytuacja, ale mogłem się tego spodziewać , że dziewczyna ( inaczej nie umiałem jej w tej chwili nazwać ) ucieknie. Nie jestem lubiany, a przebywanie w towarzystwie ze mną grozi wyśmianiem. Nadal nie pojmuje dlaczego ? Wydaje mi się, że nie zrobiłem niczego złego.
  Otrzepałem spodnie z resztek piasku, po czym powoli ruszyłem w stronę domu. Wychodząc napotkałem spojrzenia gapiów, ale specjalnie się nimi nie przejąłem. Słyszałem szepty , jakie przeszły grupę dziewczyn, które mijałem. 
  Powoli wspiąłem się po schodkach mojego domu, gdyż dopiero teraz rana na kolanie dała mi się we znaki. Szarpnąłem za klamkę, aby po chwili ujrzeć przytulny salon mojego domu. Na brązowej kanapie siedziała mama, która na mój widok otworzyła lekko usta i natychmiast zerwała się z miejsca.
- Boże , dziecko ! Co się stało ? – Zapytała łapiąc mnie delikatnie za brodę i przyglądając się szramom na twarzy.
- Nic.
- Jak to nic ? Chyba widzę !
- Naprawdę nic się nie stało, ok ? – Nie oczekiwałem na odpowiedź, tylko pobiegłem po schodach na górę wprost do swojego pokoju.
  Nie lubiłem okłamywać matki, ale też nie chciałem jej denerwować moimi problemami. Nie musi wiedzieć co się stało, natychmiast próbowała by coś zrobić, a w tej sytuacji była bezradna. Ta świadomość była by dla niej przytłaczająca.
  Podszedłem do lustra w łazience. Oceniłem zadrapania na mojej twarzy i uznałem, że to nic poważnego. Zdjąłem poplamioną krwią koszulę  i rzuciłem gdzieś na ziemię, by po chwili obmyć twarz wodą.
  Gdy udało mi doprowadzić się do porządku. Położyłem się na łóżku w swoim pokoju.  Przez chwilę próbowałem zasnąć, lecz to nie był dobry pomysł, gdyż właśnie wtedy zaczęły mnie nachodzić myśli na temat tajemniczej blondynki .
 Jej zachowanie było dziwne. Sam nie wiem dlaczego tak uważam, może dlatego ,że już dawno nikt nie ośmielił się zrobić takiego gestu wobec mnie. Swoją drogą tą dziewczynę widziałem tu po raz pierwszy, miasto nie jest duże i raczej każdy zna się z każdym.  Moją uwagę przykuła cisza panująca w domu. Gdzie są moje siostry ? Sam sobie zadałem to pytanie i dopiero wtedy przypomniałem sobie, że cała czwórka prawdopodobnie jest i będzie jeszcze przez kilka dni na wycieczce razem z Danem. Już kilka minut później, podczas ponownego rozmyślania nad tajemniczą nieznajomą , poczułem się zmęczony.
Chcąc nie chcąc zasnąłem.
 

***


Otworzyłem oczy, od razu oślepiły mnie promienie słońca wpadające do pokoju, przez okno, którego wczorajszego wieczoru zapomniałem zasłonić. Zwlokłem się z łóżka i udałem do łazienki, aby przywrócić mój wygląd do porządku. Już po chwili uznałem, że wyglądam na tyle przyzwoicie by zejść na dół.
  Moja mama krzątała się po kuchni , przygotowując śniadanie, a może obiad ? Sam nie byłem do końca pewien , która jest godzina.
- Nareszcie . Ile można spać ? – Uśmiechnęła się w moją stronę , a w jej policzkach pojawiły się dołeczki.  Odgarnęła swoje kasztanowe loki i podała mi talerz z gotowym już jedzeniem. – Chodź tu. – Powiedziała chwytając mnie za brodę i patrząc głęboko w oczy. – Nadal nie masz zamiaru powiedzieć mi o co chodzi ?
- Nie. Nie masz się czym martwić. – Rzekłem szybko i zacząłem spożywać przygotowany przez nią posiłek, aby uniknąć zbędnych pytań.
- W takim razie, ja wychodzę. – Podniosła się z krzesła .
- Dokąd ? – Spytałem , nie słysząc wcześniej o jakichkolwiek planach matki.
- Firma dostała dosyć duże zlecenie odremontowania domu tutaj w mieście. Muszę iść na spotkanie z klientką.
- Ok.
- Zobaczymy się później. – Powiedziała i zniknęła za drzwiami. Często gdzieś wychodziła, byłem do tego przyzwyczajony zwłaszcza, że to nie pierwszy raz gdy nagle wychodzi z domu.
    Krzątałem się po domu nie wiedząc co ze sobą zrobić, przez głowę przeszła mi myśl, by przejść się do parku, z nadzieją, że spotkam blond –włosą piękność. Lecz po chwili zrezygnowałem z tego , gdyż przypomniałem sobie sytuację z wczoraj .  Nie wiem jak to wyjaśnić, ale coś mnie tknęło w stronę drzwi, czułem nieodpartą chęć przewietrzenia się, mimo, że wcale nie miałem na to ochoty.  Wyszedłem z domu, choć miałem przeczucie że lepiej byłoby zostać. Szedłem chyba w tylko sobie znanym kierunku. Nie wiem jak długo podążałem nieznanym mi szklakiem , kiedy zobaczyłem duży dom. Zorientowałem się gdzie mniej więcej jestem. Często mijaliśmy ten dom , gdy wybieraliśmy się na piesze wycieczki z nauczycielką od biologii ,na lekcję w terenie.
  Był opuszczony i strasznie zaniedbany. W tym mieście ludzie straszyli małe dzieci tym miejscem , poprzez historię o zjawie która się tam pojawia i którą niby ktoś widział. Z tego co wiem , ktoś popełnił tam samobójstwo.
   Teraz to miejsce było inne , nie tylko dlatego , że stało przy nim mnóstwo samochodów, ale wydawało się bardziej … Emm … wesołe ? Nie wiem może dlatego, że patrzyłem na nie w sierpniowy poranek i to w dzień , albo po prostu naprawdę jestem dziwny. 
   Nie zauważyłem nawet , że podszedłem tak blisko domu. Poczułem na swoim karku powiew zimnego powietrza i instynktownie się odwróciłem. Ujrzałem ją …
Tą samą piękną istotę co wczoraj . Prawdopodobnie wyglądałem przekomicznie stojąc z otwartymi ustami i wpatrując się w nią. Przez chwilę  
moim jedynym marzeniem, które posiadam, było znalezienie się tu z tobą … sam na sam. Otrząsnąłem się , gdy ktoś dotknął mojego ramienia … co tu robi moja matka ? Miałem ją właśnie o to spytać , ale w ostatnim momencie zamknąłem usta przypomniawszy sobie, że miała remontować jakiś dom na obrzeżach miasta. Czy właścicielką Villi była moja wybawicielka ?
- Co ty tutaj robisz ? – Zapytała moja rodzicielka.
- Poszedłem na spacer , nie spodziewałem się, że to ten dom będziesz remontować. – Wzruszyłem ramionami.
- Nie ważne, poznaj panią Victorię Blackburn. – Podałem jej rękę.
- My się już znamy. – Uśmiechnęła się. Jej melodyjny głos odbijał się echem w mojej głowie.
- Ach tak , to miło z Twojej strony Lou, że zająłeś się nową mieszkanką. – Zgromiłem wzrokiem moją matkę, czy wszystko musi się jej kojarzyć jednoznacznie.
- Pani chyba nie do końca rozumie o co nam chodzi … - Zaczęła blond włosa . Najwidoczniej też zauważyła ironię w głosie mojej matki.
- Ależ ja wszystko rozumiem, mój syn to kobieciarz , zostawiam was samych. – Zachichotała i pobiegła do wnętrza domu. „Mój syn to kobieciarz” , zacząłem się zastanawiać czy w środku nie poczęstowali jej czymś mocniejszym. Zauważyłem, że Victoria, bo tak miała na imię, skąd się przed chwilą dowiedziałem, przypatruje mi się.
- Emm … - zacząłem się jąkać, nie wiedząc jak zacząć rozmowę – Chyba powinienem Ci podziękować. – Do moich policzków napłynęła krew , po czym opuściłem wzrok. Ona również odwróciła wzrok, po czym przez chwilę zdawało mi się, że przestała oddychać, ale gdy tylko na mnie spojrzała znów patrzyłem w czubki swoich butów.
- To nic takiego . Takie rzeczy nie powinny się dziać …
- I przepraszam za moją mamę , czasem bywa irytująca i nie wszystko interpretuje tak jak należy. –Kąciki jej ust uniosły się. Nie mam pojęcia czemu, ale gdy patrzyłem w jej oczy czułem się onieśmielony.
- W porządku … rodzice już tak mają. – Odpowiedziała i szczerze się uśmiechnęła. – Może wejdziesz ? – Zaproponowała, gestem dłoni wskazując na bramę.
- Może innym razem .Muszę już wracać do domu. Nie chcę przeszkadzać mojej mamie.- Uśmiechnąłem się , po czym znów wbiłem wzrok w ziemię i odszedłem.
Jaki byłem głupi, by jej odmówić ?

3 komentarze:

  1. Pisz pisz pisz pisz!!! <3 opowiadanie cudne bardzo mnie wciągnelo a uwierz mi rzadko mi się to zdarza ^^ moglabys mnie informować o nowych rozdziałach? Do następnego @imaginoholic

    OdpowiedzUsuń